Show na brzytwie

O przygodach chrześcijanina w chrześcijańskim kraju z Szymonem Hołownią rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Dlaczego zakazano ks. Bonieckiemu mówić?

Szymon Hołownia: – Bardzo chciałbym wiedzieć.

Bo redemptoryści mają lżejszą regułę.

– Dobre. Ale tak zupełnie serio – sprawa jest bardzo poważna. Po pierwsze naprawdę znam wielu księży publicznie głoszących nie tyle kontrowersyjne tezy, co zwykłe głupoty, a nikt nie daje im żadnych zakazów, chodzą w glorii i chwale. Po drugie – księża marianie, odpalając tego kalibru petardę, powinni mieć świadomość, że tu będzie trochę inaczej niż z dyskretnym poproszeniem nikomu nieznanego księdza X, by na razie troszkę się schował. Podejmując decyzję wobec osoby tak zakorzenionej w debacie publicznej jak ks. Boniecki, trzeba mieć w ręku, a jeszcze lepiej na stole bardzo mocne argumenty. Jasno powiedzieć, w czym ks. Boniecki sprzeciwia się Magisterium Kościoła, gdzie nagina Ewangelię? W tym, że w sprawie Nergala (bo nie satanizmu jako takiego) ma inne zdanie niż ja? Że nie uważa obecności krzyża na sejmowej ścianie za dogmat wiary?

Ksiądz Boniecki jest zakonnikiem, winny jest posłuszeństwo swoim przełożonym.

– To jasne i jestem pewien, że i tym razem je okaże. Nawet jeśli głównym powodem takiej a nie innej decyzji księży marianów jest to, że puściły im nerwy w obliczu ostrej krytyki ks. Bonieckiego, jaka zaczęła napływać pod ich adresem. Ja mam kłopot z tym, gdy kryterium podejmowania decyzji w Kościele staje się coś innego niż Ewangelia. A tu dokładnie tak było. Ewangelia mówi jasno – sens świata to krzyż i zmartwychwstanie. Jak tę prawdę będziemy głosić – pozostawia naszej decyzji. Jezus daje nam szeroką gamę środków: raz cierpliwie znosi konfrontacyjne zaczepki Samarytanki, każe „nie łamać trzciny nadłamanej”, innym razem każe nie rzucać pereł przed świnie i strzepywać proch z nóg na tych, co nie chcą z nami gadać.

Polemizowałem z ks. Bonieckim, mamy inne wrażliwości, ale powtórzę: w mojej ocenie nie uchybił on Ewangelii ani Magisterium. A to, że stosując ją do życia, ktoś ma inną niż on wrażliwość, jest na Bonieckiego nadąsany za to, że pracuje w „Tygodniku” albo występuje u Moniki Olejnik lub w innych „niemieckich” mediach, to po pierwsze jakaś straszna bieda ludzi, którzy nie mogą żyć, gdy nie mają obok siebie wroga, po drugie – fatalne kryterium do podejmowania decyzji mających wielki wpływ na Kościół. Ta decyzja taki wpływ miała. Wierzę w to, że przełożeni ks. Bonieckiego chcieli jak najlepiej, zafundowali nam jednak piękną katastrofę. Dziś znów wszyscy walą w Kościół jak w bęben, zarzucając nam, że ulubioną metodą prowadzenia dialogu jest u nas kneblowanie interlokutora. Rozwiązaniem nie jest zamykanie ust. Niech dwóch albo trzech innych księży pójdzie do mediów z polemiką: ks. Boniecki myśli i mówi tak, my uważamy zupełnie inaczej. Przedstawcie argumenty, zainteresujcie nimi, wykażcie błąd, tak by inni nie wpadli w dziurę wykopaną rzekomo przez ks. Bonieckiego. Media – przynajmniej te, które ja znam – mają w nosie to, skąd przyszedł ten, kto mówi, ważne żeby mówił ciekawie. Jest w nich miejsce i dla Terlikowskiego, i dla Bonieckiego, i dla Nosowskiego, i dla Hołowni czy Semki – naprawdę dla wszystkich.

I w jakim to niby programie? Mediach publicznych czy komercyjnych? Serio – jakoś tego nie widzę.

– A dlaczego nie? W religia.tv czy TVN24 z rozkoszą przyjmuje się każdego z wymienionych, a gdyby do debaty zechciał dołączyć o. Rydzyk, zachwytom nie byłoby końca. Jedyne ryzyko, że dyskutanci będą mieli wzajemne fobie, ale nawet wtedy ratuje nas pluralizm mediów. Jeden napisze tekst do „Rzepy”, inny do „Gazety Wyborczej”, a ja w kiosku kupię oba tytuły, doczytam komentarze w internecie i wiem, że żyję w warunkach wolności. Marzę o Kościele, który zrozumie, że życie w czasach wolności wcale nie musi oznaczać utraty tożsamości, a choć czasem bywa bolesne, może być twórcze, ciekawe i piękne. Kościół nie może się bać, chrześcijanin winien mieć mentalność zwycięzcy.

Ty naprawdę czasem zachowujesz się jak rzecznik prasowy Kościoła (cytat z Twojego kolegi Marcina Prokopa – z książki, którą wspólnie napisaliście „Bóg, kasa i rock’n’roll”). Dodajmy – rzecznik nieco samozwańczy.

– Ja nigdy się nim nie ogłaszałem. Nie wyznaczam kierunków, nie chcę brać odpowiedzialności za coś, na co nie chcę mieć wpływu. Chcę jedynie pokazać ludziom swoją własną myślową w tym Kościele drogę, fascynacje, sądy, ludzi i idee, których na niej spotykam. Można powiedzieć, że to, co robię, to rodzaj eklezjalno-intelektualnego reality show. Przygody chrześcijanina w Polsce w czasach wojny polsko- polskiej i katolicko-katolickiej. Gdy kiedyś wydam pamiętniki – taki dam im tytuł.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10