Samych słonecznych dni. Niech będzie, choć skądinąd wiadomo, że same słoneczne dni to murowana susza.
Przychodzą świąteczne życzenia. Coraz rzadziej pocztą. Po co biedzić się z wyszukiwaniem kartki, wypisywaniem adresu, naklejaniem znaczka, wędrowaniem na pocztę, kiedy prościej zadzwonić, wysłać smsa. Patrzę na moje cztery kartki. Piąta – ze „spóźnionymi, ale szczerymi życzeniami” może jeszcze nadejdzie. Było tych kartek kiedyś z dziesięć, w porywach może i kilkanaście. Potem słyszałam: „ Po co wysyłać, zdzwonimy się.” „Widujemy się, to zdążymy złożyć sobie życzenia.”
Tegoroczne kartki. Na jednej „Pan zmartwychwstał. Alleluja” i postać Chrystusa prowadzącego owieczki do strumienia. Aha, to od rodziny. Na drugiej pisklak i zajączek upchnięci w koszyczku życzą wesołych Świąt Wielkanocnych – od mojej zmienniczki z czasów, kiedy pracowałam w obcych landach. „Frohe Ostern.” Tu na białym obrusie wielkanocny baranek posypany solidną porcją cukru pudru, wyżej małymi literkami zapisana myśl: „Chrystus pojednał Boga z nami, abyśmy się i my pojednali z innymi i z samymi sobą. To najpiękniejsza droga do wielkanocnej radości i wielkanocnego pokoju.” Kartka jest od znajomych, którzy wyemigrowali w latach osiemdziesiątych. Czwarta – od koleżanki ze studiów. Dostojny Chrystus na tle pustego grobu, owieczka na ręku, wokół pasące się stadko. A na samym dole, co to? Kolorowy grobowy kamień? Nie, trzy ogromne pisanki…
Życzenia? Tu gotowiec, ale całkiem, całkiem. „Niech w święto radosne Paschalnej ofiary, na wasz dom rodzinny spłyną szczęścia dary.” I dalej – do rymu i pobożnie. Wystarczy się podpisać. Tu odręcznie życzenia obfitych łask Zmartwychwstałego Pana, radości, pokoju. Powtarzają się życzenia miłego świętowania w rodzinnym gronie. Jest też zwyczajnie: zdrowych, pogodnych, smacznego jajka (jakże to – bez szyneczki umoczonej w chrzanie?), mokrego śmigusa dyngusa i samych słonecznych dni. Niech będzie, choć skądinąd wiadomo, że same słoneczne dni to murowana susza. Zajączek z pisklakiem gotowym tekstem z krótkim odręcznym dopiskiem życzą: „Niech ten wyjątkowy czas napełni serca nadzieją, radością i spokojem, a każdy dzień przynosi nową siłę i optymizm.” Pięknie. Tylko nie bardzo wiadomo, dlaczego ten akurat czas miałby być wyjątkowy. Cóż, taki tekst pogodzi wszystkich - wierzących i niewierzących (w zamierzchłych czasach dodawano jeszcze: partyjnych i bezpartyjnych)…
Nieodłączną częścią wielkanocnych życzeń było zawsze to jedno: pokoju. Ostatnio coraz częściej - spokoju. Dlaczego nie? Przyda się i spokój, szczególnie po przedświątecznej krzątaninie. A przecież pokój to coś innego: „Pokój mój daję wam, pokój zostawiam wam.” Nie ten, który daje świat jako chwilę wytchnienia między jednym a drugim niepokojem, jedną a następną wojną w kolejnym zakątku świata, z czego ostatnio coraz częściej zdajemy sobie sprawę. Tego więc, Bożego pokoju życzmy sobie w wielkanocny poranek.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą.
Ojciec Święty jest w połowie podróży apostolskiej do Afryki.
Ojciec Święty rozpoczął swoją wizytę w Angoli od mocnego przesłania.