Świąteczne życzenia

Maria Sołowiej

Samych słonecznych dni. Niech będzie, choć skądinąd wiadomo, że same słoneczne dni to murowana susza.

Świąteczne życzenia

Przychodzą świąteczne życzenia. Coraz rzadziej pocztą. Po co biedzić się z wyszukiwaniem kartki, wypisywaniem adresu, naklejaniem znaczka, wędrowaniem na pocztę, kiedy prościej zadzwonić, wysłać smsa. Patrzę na moje cztery kartki. Piąta – ze „spóźnionymi, ale szczerymi życzeniami” może jeszcze nadejdzie.  Było tych kartek kiedyś z dziesięć, w porywach może i kilkanaście. Potem słyszałam: „ Po co wysyłać, zdzwonimy się.” „Widujemy się, to zdążymy złożyć sobie życzenia.” 

Tegoroczne kartki. Na jednej „Pan zmartwychwstał. Alleluja” i postać Chrystusa prowadzącego owieczki do strumienia. Aha, to od rodziny. Na drugiej pisklak i zajączek upchnięci w koszyczku życzą wesołych Świąt Wielkanocnych –  od mojej zmienniczki z czasów, kiedy pracowałam w obcych landach. „Frohe Ostern.” Tu na białym obrusie wielkanocny baranek posypany solidną porcją cukru pudru, wyżej małymi literkami zapisana myśl: „Chrystus pojednał Boga z nami, abyśmy się i my pojednali z innymi i z samymi sobą. To najpiękniejsza droga do wielkanocnej radości i wielkanocnego pokoju.” Kartka jest od znajomych, którzy wyemigrowali w latach osiemdziesiątych. Czwarta – od koleżanki ze studiów. Dostojny Chrystus na tle pustego grobu, owieczka na ręku, wokół pasące się stadko. A na samym dole, co to? Kolorowy grobowy kamień? Nie, trzy ogromne pisanki… 

Życzenia? Tu gotowiec, ale całkiem, całkiem. „Niech w święto radosne Paschalnej ofiary, na wasz dom rodzinny spłyną szczęścia dary.” I dalej – do rymu i pobożnie. Wystarczy się podpisać. Tu odręcznie życzenia obfitych łask Zmartwychwstałego Pana, radości, pokoju. Powtarzają się życzenia miłego świętowania w rodzinnym gronie. Jest też zwyczajnie: zdrowych, pogodnych, smacznego jajka (jakże to – bez szyneczki umoczonej w chrzanie?), mokrego śmigusa dyngusa i samych słonecznych dni. Niech będzie, choć skądinąd wiadomo, że same słoneczne dni to murowana susza. Zajączek z pisklakiem gotowym tekstem z krótkim odręcznym dopiskiem życzą: „Niech ten wyjątkowy czas napełni serca nadzieją, radością i spokojem, a każdy dzień przynosi nową siłę i optymizm.” Pięknie. Tylko nie bardzo wiadomo, dlaczego ten akurat czas miałby być wyjątkowy. Cóż, taki tekst pogodzi wszystkich - wierzących i niewierzących (w zamierzchłych czasach dodawano jeszcze: partyjnych i bezpartyjnych)… 

Nieodłączną częścią wielkanocnych życzeń było zawsze to jedno: pokoju. Ostatnio coraz częściej - spokoju. Dlaczego nie? Przyda się i spokój, szczególnie po przedświątecznej krzątaninie. A przecież pokój to coś innego: „Pokój mój daję wam, pokój zostawiam wam.” Nie ten, który daje świat jako chwilę wytchnienia między jednym a drugim niepokojem, jedną a następną wojną w kolejnym zakątku świata, z czego ostatnio coraz częściej zdajemy sobie sprawę. Tego więc, Bożego pokoju życzmy sobie w wielkanocny poranek.