Rozpoznać Boga w codzienności

Niedziela Palmowa ma w sobie coś z paradoksu. I warto się nad tym paradoksem zatrzymać.

Wchodząc w scenerię wydarzeń zbawczych, z jednej strony widzimy entuzjazm – tłum, gałązki palmowe, okrzyki „Hosanna!”. Z drugiej – jest obecny cień nadchodzących wydarzeń, które pokażą, jak kruche bywa ludzkie rozpoznanie prawdy. Mieszkańcy Jerozolimy widzieli Jezusa. Patrzyli na Niego, reagowali, byli poruszeni. A jednak wielu z nich Go nie rozpoznało. Oczekiwali kogoś innego: silnego przywódcy, politycznego wybawcy, kogoś, kto spełni ich wyobrażenia. Tymczasem On przychodził cicho, na osiołku, bez demonstracji siły. Był dokładnie tym, kim miał być – tylko nie takim, jakiego się spodziewano.

I tu zaczyna się niewygodne pytanie, które stawia Niedziela Palmowa. Może problem nie polega na tym, że Boga nie ma w mojej codzienności. Może polega on na tym, że przychodzi inaczej, niż bym tego chciał. Łatwo rozpoznać Boga w tym, co podniosłe: w świątecznej liturgii, w momentach wzruszenia, w wielkich słowach i gestach. Trudniej dostrzec Go w tym, co zwyczajne, powtarzalne, czasem wręcz nudne i monotonne. A przecież to właśnie tam toczy się większość życia. Bóg przychodzi w prostych sytuacjach – w rozmowie, która wymaga cierpliwości, w obowiązku, którego nie chce się podjąć, w kimś, kto nie spełnia moich oczekiwań, w chwili ciszy, którą najchętniej wypełniłbym hałasem. Ale jeśli jestem przyzwyczajony do szukania Go tylko w „Hosanna”, mogę Go nie rozpoznać, gdy przychodzi bez fanfar.

Mieszkańcy Jerozolimy nie byli ślepi. Oni po prostu patrzyli przez filtr swoich wyobrażeń. Jakże to bardzo aktualne. Bo ja też mam swoje obrazy Boga – często wygodne, przewidywalne, dopasowane do moich potrzeb. I kiedy rzeczywistość do nich nie pasuje, łatwo uznać, że Boga w niej nie ma. A może jest właśnie tam – tylko nie w takiej formie, jakiej się spodziewam? Niedziela Palmowa nie jest więc tylko wspomnieniem wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. Jest pytaniem o dzisiaj. O moją zdolność widzenia głębiej niż powierzchnia zdarzeń. O gotowość, by uznać, że Bóg może być obecny także w tym, co niepozorne. Czy zatem potrafię dostrzec Boga w prostych sytuacjach – nie w tych wyjątkowych, ale w tych, które łatwo przeoczyć? Bo być może największym dramatem nie jest to, że Boga nie ma blisko.

Największym dramatem jest to, że można być bardzo blisko – i Go nie rozpoznać. Tłum w Jerozolimie wołał „Hosanna!”, machał palmami, świętował przyjście Jezusa. A jednak wielu z tych samych ludzi kilka dni później nie potrafiło Go rozpoznać – nie jako Króla, ale jako Zbawiciela, który przychodzi w pokorze, cichości i ofierze. To pokazuje coś bardzo ludzkiego: łatwo dostrzec Boga tam, gdzie jest blask, emocje i spektakularność. Trudniej zobaczyć Go tam, gdzie przychodzi zwyczajnie – w prostocie dnia, w drugim człowieku, w ciszy serca.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9