Trzynastego w piątek

Spotkało mnie wczoraj szczęście. Dziś już też. Do wieczora zostało jeszcze sporo godzin...

Luty, trzynastego, piątek...  Będę miał pecha? Uśmiechnie się do mnie szczęście? To drugie już mnie spotkało. Jak co dzień rankiem widziałem uśmiechniętą twarz mojej żony. A pech? Zobaczymy. Ale oczywiście, jako człowiek wiary (nie tylko .pl) wiem, że wszystko w rękach Boga i po części woli człowieka, nie dat w kalendarzu, gwiazd na niebie czy czarnych kotów. Wiem nawet jak to działa. To tworzenie się przesądów znaczy się...  

Ot, pamiętam co takiego wydarzyło się w moim życiu 13 w piątek w lutym, gdy chodziłem do szóstej klasy. Najpierw pierwsza w życiu dwója (trzy minus, ale dla mnie to było jak dwója). Z matematyki. Po południu, na szkolnej zabawie, też spotkała mnie jakaś nieprzyjemna sytuacja. Nie bardzo pamiętam jaka to konkretnie była sytuacja, ale pamiętam, że nieprzyjemna ;) Potem w życiu dostałem jeszcze sporo dwój i przeżyłem mnóstwo innych nieprzyjemnych sytuacji. Nie kojarzę ich jednak z żadną konkretną datą. Nie pamiętam nawet dokładnie – choć przez parę lat pamiętałem – czy dwaj moi koledzy mało nie zginęli w Tatrach 6 czy 8 lutego. Niepewność tamtej nocy, gdy czekaliśmy na wieści, była... Odrażająca. Tak, to chyba najlepsze słowo opisujące, co wtedy przeżywałem. To było dawno, 88 rok. Rok później datę tę na jakiś czas wyryło mocniej w mojej pamięci inne przykre wydarzenie. Ale dziś nie pamiętam: szóstego czy ósmego lutego? Do szóstej klasy chodziłem kilkanaście lat wcześniej, a pamiętam. Pamiętam, bo trzynastego w piątek...

Nie wiem więc jak skończy się dziś, wiem za to, co było wczoraj. Też, między innymi oczywiście, spotkało mnie szczęście. Redakcja Gościa Niedzielnego przygotowuje nowego Gościa Ekstra. O świętym Franciszku tym razem. Przypadło i mnie napisanie tam paru zdań. Postać tego świętego była mi kiedyś bardzo bliska. Dzięki... powieści Nikosa Kazantzakisa „Biedaczyna z Asyżu”. Ale to było lata temu. Musiałem więc sięgnąć do jakiejś porządnej książki. Porządniejszej niż powieść. Padło na editio maior książki Raoula Manselliego „Święty Franciszek z Asyżu”. I  młodzieńczy zachwyt tą postacią wrócił. Nie to, że przez lata całkiem wygasł. Ot, drążyły mnie przez lata przemyślenia tego świętego na temat radości prawdziwej (która nie bierze się z sukcesów, ale pojawia się, gdy brat furtianin, wziąwszy za leniwych żebraków, przegoni kijem ;-)). Ale blask tej postaci mocno w moim sercu przygasł. Teraz jakby ktoś starł z niego kurz...

Doszedłem w lekturze książki dopiero do momentu, gdy, jak to bywa określane, Franciszek się nawrócił. Czyli chwili, gdy ucałował rękę, a potem pozwolił się przytulić trędowatemu. Nie wykluczam kolejnych „starć kurzu”.  W tej dotychczasowej „powtórce” zwraca moją uwagę, że tak naprawdę mówiąc o jego nawróceniu wcale nie mamy na myśli tego, że był jakimś wielkim grzesznikiem, który powrócił na ścieżkę cnoty. Nie, był zwyczajnym asyskim młodzieńcem, podzielającym ówczesne ideały i upodobania. Może nawet był w tym wszystkim bardziej od innych szlachetnym, uczynnym i wesołym: taka dusza towarzystwa, hojna przy tym dla wszystkich wokół... Wyczytałem też coś, co dziś mogłoby pozwolić przypiąć mu łatkę hipstera: ubierając się lubił mieszać drogie tkaniny z pospolitymi, tanimi; dla zamierzonego kontrastu.... Na czym więc polegało jego nawrócenie? Że zmienił się motyw tej jego dobroci i szlachetności. Z człowieka, który był takim, bo takim wypadało się pokazać, stał się człowiekiem dobrym i szlachetnym dla tych, którym trzeba było okazać miłosierdzie: dla ubogich, chorych, zmarginalizowanych... Motywem jego postawy przestała być własna chwała, a stała się nią miłość bliźniego. 

Może się wydawać, że to różnica niewiele znacząca, ale na moje wyczucie, człowieka z ogromnym już życiowym bagażem  – fundamentalna. Pierwsza postawa łatwo robi wyjątki. Bo przecież liczy się ogólne wrażenie. Druga, jeśli pozwala na wyjątki, to tylko wtedy, gdy naprawdę brak już sił... A Jezus nie powiedział, że mamy kochać bliźniego na tyle, żeby można było mieć o sobie dobre mniemanie, ale by kochać go jak siebie samego. Może na tym powinno w nadchodzącym Wielkim Poście powinna polegać nasze nawrócenie? Bo przecież chodzi o nawrócenie właśnie, metanoię, czyli zmianę sposoby myślenia, nie o duchową tresurę...

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11