Kto nie lubi Trzech Króli?

Podpowiem. Stanowczo nie zachwycił się katedrą w Kolonii niemiecki poeta Heinrich Heine.

Minęła uroczystość Objawienia Pańskiego. Ulicami przeciągnęły liczne orszaki, tu i ówdzie pojawiły się okolicznościowe teksty. I tak  portal „Gościa Niedzielnego” zamieścił tekst Szymona Babuchowskiego o katedrze w Kolonii. Autor przypomniał w nim słowa Benedykta XVI: „Dla świętych Trzech Króli Kolonia zleciła wykonanie najkosztowniejszego relikwiarza, a nad nim wzniosła relikwiarz jeszcze większy: kolońską katedrę.” Budowę zaczętą w średniowieczu dokończono w wieku XIX. Któż by się nie zachwycił monumentalną świątynią wznoszoną przez wieki z takim trudem?

Podpowiem. Stanowczo nie zachwycił się nią niemiecki poeta Heinrich Heine. Znany przede wszystkim z wiersza o złotowłosej Lorelei (czy Loreley) i innych wierszy romantycznych, był również mistrzem satyry i zjadliwej ironii, przekonanym w dodatku o konieczności budowy nowego, lepszego świata. Na gruzach starego, oczywiście.
W jednym ze swych utworów „Niemcy. Baśń zimowa” opisał podróż przez Niemcy. Zimą, ma się rozumieć. Ale jaka to zima? Bynajmniej nie taka z niemieckich świątecznych pocztówek, śnieżna, biała. Szarobura, trochę jak nasz ostatni grudzień. Zaczyna się od przekroczenia francusko- niemieckiej granicy. Heine pokpiwa sobie z celników, którzy w chusteczkach do nosa i różnych elementach garderoby szukają zakazanych książek, gdy to, co najbardziej rewolucyjne – myśli - da się przemycić w głowie. Potem stare miasto Akwizgran, gdzie nawet wałęsające się po ulicach psy nudzą się straszliwie. Wreszcie Kolonia.

Tu po solidnym posiłku (naleśniki z szynką i reńskie wino) autor rusza przez ciemne uliczki wzdłuż kamiennych domów przy okazji piętnując średniowieczną Kolonię jako miasto głupoty i ciemnoty, rządów kleru, stosów połykających książki i ludzi itd… Tak zbliża się do katedry, której wieża wznosi się (dla poety diabelsko się wznosi) w górę. Bastylia ducha, olbrzymie więzienie, w którym miał wyschnąć niemiecki rozsądek – Heine mnoży przenośnie. Na szczęście – zdaniem poety - Luter powiedział „Halt” i budowa katedry została wstrzymana.

Dalszy ciąg wiersza to kpiny z małych cwaniaków z towarzystwa budowy katedry, którzy myślą, że swoimi słabymi rękami wyciągniętymi po datki będą w stanie doprowadzić dzieło do końca. Poeta wyśmiewa ich wysiłki, koncerty Franciszka Liszta na rzecz budowy, „błaznów w Szwabii,” którzy przysłali budowniczym  kamienie. Prorokuje – uwaga, uwaga! - że nadejdzie czas, gdy katedra zostanie zmieniona w stajnię. Brzmi znajomo? A co z relikwiami Trzech Króli? Heine proponuje zawiesić je w żelaznych koszach, wysoko. Za co ta symboliczna kara? Ano za to, że dwaj z nich pewnie – jak to królowie - w trudnej sytuacji obiecali ludowi konstytucję i nie dotrzymali słowa. A trzeci, ten ciemnoskóry, wynagrodził swojemu ludowi czarną niewdzięcznością. Ech, gdyby mógł się Heine jakimś wehikułem czasu w XX czy XXI wiek, pewnie zauważyłby, że w demokracji tak samo bywa. Czegóż się nie naobiecuje elektoratowi przed wyborami? 

Cóż, kolońska katedra była dla poety tylko symbolem sojuszu znienawidzonego tronu z jeszcze bardziej  znienawidzonym ołtarzem. Chyba szkoda, że Heinrich Heine nie wiedział tego, o czym teraz wiedzą nawet mali uczniowie uczęszczający na katechezę, że Trzej Królowie byli właściwie nie władcami, ale Mędrcami ze Wschodu. 
A uczniowie w Niemczech – ci trochę więksi - mają „Niemcy. Baśń zimową” w spisie lektur. Niby żadna lektura u naszych zachodnich sąsiadów nie jest na sto procent obowiązkowa, ale sadząc po ilości wydań książki przez różne wydawnictwa, materiałów dydaktycznych, testów, materiałów przygotowujących do matury, utwór trzyma się krzepko jako standard. Co najmniej od lat siedemdziesiątych, kiedy pokłosiem buntu roku 68 był między innymi wzrost zainteresowania poetą uznanym za dziewiętnastowiecznego rewolucjonistę.

PS. Teraz o Trzech Mędrcach z innej beczki. Tak jak Mędrcy, magowie, trochę niepotrzebnie zostali podniesieni do rangi Królów, tak teraz – wydaje mi się - niepotrzebnie są pomniejszani. Jacyś  astrologowie z dalekiego kraju, egzotyczni, ale właściwie tacy mali, prawie jak my… Myślę, że gdyby niewiele posiadali, nie stać by ich było na prawdziwie królewskie dary. A gdyby nie mieli swojego orszaku i jakichś oznak prestiżu, chyba zostaliby raczej spuszczeni ze schodów królewskiego pałacu niż łaskawie przyjęci i poinformowani co do dalszej drogi.      

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7