Wieczór dedykowany ks. Marcelemu Prawicy, legendzie afrykańskich misji

Odbył się on w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu. Zaprezentowano również album dedykowany pamięci zmarłego 5 lat temu misjonarza.

To tylko 5 lat, ale w radomskim seminarium już nie ma alumnów, którzy spotykali ks. Marcelego na korytarzach, gdy tutaj mieszkał w ostatnim okresie swego życia. Oni są już księżmi. Tym bardziej cenną inicjatywą jest ten wieczór wspomnień.

- Ks. Marcelego Prawicy nie spotkałem już w seminarium. Spotkałem go raz w życiu, w mojej parafii, jako mały ministrant. Był u nas. W parafii. To było w wakacje. Opowiadał o pracy na misjach. Po kazaniu pomagałem mu zejść z ambony. Zapamiętałem go jako bardzo ciepłego, życzliwego, dobrego człowieka, księdza, misjonarza. Gdy mój rocznik rozpoczynał I rok formacji i studiów do kapłaństwa, ks. Marceli właśnie zmarł. To było 17 września 2017 roku. Dzień później rozpoczynaliśmy kurs wstępny.  Mój rocznik ma ten związek z ks. Prawicą, że przez cztery lata mieliśmy wykłady w auli, która została mu dedykowana. To mój rocznik ją przygotował i byliśmy na jej uroczystym otwarciu i poświęceniu, którego dokonał bp Henryk Tomasik. Tu są pamiątki po nim - mówi dk Patyk Korcz, pochodzący z parafii Głowaczów.

Al. Paweł Osiński, alumn V roku, nigdy nie spotkał ks. Prawicy. - Jednakże bardzo dużo o nim słyszałem, zarówno od wykładowców, którzy go często wspominają, a tutaj przede wszystkim od naszego dogmatyka ks. prof. Marka Jagodzińskiego, jak też od alumnów, którym opowiadali o nim księża. Idąc na wieczornicę mu poświęconą, byłem bardo ciekawy, jak on zostanie przedstawiony. I zobaczyłem bardzo ciepłą osobę, księdza, który przez całe życie zachował wielką ewangeliczną gorliwość i pracowitość, oddanie ludziom i pracy misyjnej. Wielkie wrażenie wywarły na mnie wspomnienia osób świeckich, którzy go wspominali. Jego postawa wywarła ogromny wpływ na ich życie - mówi al. Paweł.

Spotkanie poświęcone misjonarzowi odbyło się w Auli Jana Pawła II. O jego życiu i działalności mówił ks. Marek Adamczyk, rektor seminarium. Wieczór animował ks. Marek Jagodziński, wykładowca i przyjaciel zmarłego misjonarza. Profesor dogmatyk wspominał liczne wieczory w swoim mieszkaniu i rozmowy aż po świt, gdy ks. Prawica - wciąż głodny wiedzy i zrozumienia -  pytał o aktualne sprawy Kościoła.

- Był jak czyste powietrze. Oddycha się nim i dopiero po pewnej refleksji rozumie się, że on jest, i oddychamy dzięki niemu - mówił ks. Grzegorz Zbroszczyk, proboszcz parafii w Żarnowie, który kilkanaście lat pracował jako misjonarz w Zambii i był wprowadzany w tę pracę przez ks. Marcelego Prawicę.

O misjonarzu i spotkaniach z nim oraz obfitej listowej korespondencji opowiadali jego przyjaciele: Zofia Münnich, była konecka doradczyni życia rodzinnego diecezji radomskiej, oraz dr Lech Lipiec, który przez wiele lat nie tylko przyjaźnił się z misjonarzem, ale także - gdy to było możliwe - troszczył się o jego zdrowie.

To świeccy z Końskich, skąd ks. Prawica 50 lat temu wyjechał na misje w Afryce, po powołali do istnienia po jego śmierci Fundację „Misja i Pamięć Księdza Marcelego Prawicy”, która wspiera jego misyjne dzieło. W ramach ich działalności powstał album opowiadający i pokazujący życie i działalność misjonarza. - Jest dostępny w Urzędzie Miejskim w Końskich - mówi dr Lech Lipiec, przyjaciel i wychowanek ks. Prawicy. Konecki lekarz wspominał tę niezwykłą okoliczność. Jako chłopiec był uczniem na katechezach, które w parafii Szewna koło Ostrowca Świętokrzyskiego prowadził ks. Marceli. Potem studiował medycynę w Lublinie. Tutaj spotkał swą przyszłą żonę, która w Końskich była uczennicą ks. Prawicy. A potem wróciły tamte relacje i zrodziła się przyjaźń z misjonarzem, która trwała aż do jego śmierci.

- Pewnego wieczoru rozmawialiśmy do późna. Ks. Marceli został u mnie i zanocował, śpiąc na kanapie. Gdy rano wstałem, zobaczyłem, że już go nie ma. Poszedłem do jego pokoju w seminarium. Już tam był. „Tak bardzo bolała mnie noga, że postanowiłem pójść do siebie i napisać trochę listów. Napisałem ich czterdzieści” powiedział mi ks. Marceli - opowiadał ks. Jagodziński. O takich listach opowiadała Zofia Münnich.

- Album powstał dzięki wielkiemu zaangażowaniu ks. Sławomira Wilewskiego, dyrektora Wydawnictwa Diecezji Radomskiej AVE. To on zatroszczył się o wszystko. On wiedział, co i gdzie trzeba zrobić, by ta publikacja ujrzała światło dzienne.  I jemu trzeba podziękować za tę cichą, ale niezwykle efektywną pracę - powiedział ks. Jagodziński.

Podczas wieczoru wspomnień i promocji albumu o legendzie afrykańskich misji wystąpił zespół muzyczny proboszczów. Po latach grają razem od kilku miesięcy. Nazwali się „Miriam”, nawiązując do minionych lat, gdy niektórzy z nich grali w kleryckim zespole.

- To było coś wyjątkowego, że to spotkanie związało się z koncertem zespołu Miriam. To też umocniło nas w powołaniu. Z jednej strony legenda afrykańskich misji, a z drugiej muzykujący kapłani, którzy śpiewają o Panu Bogu, o powołaniu. Razem jest to jakiś obraz ewangelicznej gorliwości - mówi dk. P. Korcz.

- Po koncercie proboszczów alumni są pod wrażeniem. Ci, co znają nieco muzykę, z uznaniem słuchali brzmienia. To duża zasługa ich opiekuna, ks. Andrzeja Zarzyckiego, wykładowcy śpiewu i muzyki kościelnej w naszym seminarium, a wcześniej gitarzysty kleryckiego zespołu Wbrew pozorom. Myślę, że taka aktywność księży może być nie tylko zaskoczeniem, ale także czymś, co niejednego przyciągnie do Kościoła. Czyli to też działalność misjonarska - dopowiada al. Paweł.

Podczas wieczoru wystąpił zespół księży proboszczów "Miriam".   ks. Zbigniew Niemirski /Foto Gość Podczas wieczoru wystąpił zespół księży proboszczów "Miriam".
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7