Ekonomia pokoju

Marzenie młodych obradujących w Asyżu. Wybrzmiały tam głosy cierpiących z powodu konfliktów - m.in. Ukraińców.

Pokój był jednym z głównych tematów podczas obrad w Asyżu i leży u podstaw nowej wizji gospodarki tam postulowanej. „Obecnie wydaje się miliardy na zbrojenia i znacznie mniejsze kwoty na pomoc humanitarną; nie ma zaś funduszy dla osób zaangażowanych w pracę na rzecz pokoju” – podkreśla Martina Pignatti, dyrektor włoskiego stowarzyszenia Un Ponte Per zaangażowana w Ekonomię Franciszka.

Na spotkaniu w Asyżu wybrzmiały głosy cierpiących z powodu konfliktów z całego świata. Uwagę poświęcono m.in. sytuacji Ukraińców i Irakijczyków. Podczas rozmów w ramach tego wydarzenia pani Pignatti wraz ekonomistami z Ameryki Południowej doszli do wniosku, że konflikt zbrojny jest zawsze wynikiem złego zarządzania. Aktywistka krytykuje współczesny system gospodarczy inwestujący mocno w przemysł zbrojeniowy, tym samym „zabierając środki, które można by przeznaczyć na ratowanie ludzi i planety”.

„W lipcu byłam w Kijowie na Ukrainie, gdzie rozmawiałam z nauczycielami, pracownikami instytucji pokojowych i ośrodków młodzieżowych wspierających ubogich. Nikt tego nie finansuje. Obecnie wydaje się miliardy na zbrojenia i znacznie mniejsze kwoty na pomoc humanitarną; nie ma zaś funduszy dla osób zaangażowanych w pracę na rzecz pokoju. Dotyczy to także drugiej strony konfliktu: rosyjscy pacyfiści demonstrują na ulicach, za co są wiezieni, a społeczność międzynarodowa nie udziela im żadnego wsparcia. Dla wszystkich tych osób trzeba zbudować ekonomię pokoju, inaczej kształtującą relacje między narodami. Można nawet obliczyć zysk z pokoju, jeżeli przemawiają do nas pojęcia ekonomiczne.“

Na spotkaniu w Asyżu nie zabrakło przedstawicieli z Ukrainy. Mogli oni dać świadectwo o tym, przez co przechodzi ich ojczyzna i czego sami doświadczają w obecnej sytuacji. Ukrainę reprezntowała m.in. Olena Komisarenko, jedna z koordynatorek Ekonomii Franciszka:

„Moja rodzina bardzo cierpi z powodu wojny, gdyż żyje blisko linii frontu. Ja sama mieszkam w Rzymie, pracując nad doktoratem i angażując się na rzecz uchodźców. Cały czas towarzyszy mi niepokój o to, czy moja rodzina jeszcze żyje. Sytuacja wojny pomogła mi głębiej zrozumieć problemy dyskutowane w świecie akademickim. Podnosi się kwestie wykluczenia kobiet z rynku pracy, wspierania ich obecności wśród przedsiębiorców, a także nieopłacania opieki nad dziećmi, która jest przecież poważnym wysiłkiem. Teraz wszystkie te tematy nabierają nowego kontekstu z powodu wojny i wymagają podjęcia nowych działań. Przykładowo kobiety-imigrantki zwykle przybywają do nowego kraju, nie znając nikogo oraz nie mówiąc w lokalnym języku, i są zatrudniane jako sprzątaczki czy też opiekunki. Pozostając w takiej sytuacji, wymagają wsparcia. Samej zaś pracy w opiece nie powinno się wiązać z płcią, rasą czy krajem pochodzenia.“

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7