Bóg nie opuścił Ukrainy

Papieski jałmużnik bez ochrony dojechał tam, gdzie nie dotarł dotąd żaden europejski polityk, dyplomata a często i dziennikarz.

To była prawdziwie ewangeliczna misja. Na prośbę papieża kard. Konrad Krajewski odwiedził biskupów, księży i siostry zakonne na przyfrontowych terenach, którzy mogli wyjechać, ale wybrali pozostanie z ludźmi. Choć w niektórych wspólnotach zostało zaledwie kilka osób. Papieski jałmużnik dojechał tam, gdzie nie dotarł dotąd żaden europejski polityk, dyplomata a często i dziennikarz. Nie miał ochrony. Towarzyszył mu jedynie bp Jan Sobiło z Zaporoża, który trwa na tych terenach od wybuchu wojny w 2014 roku i znając realia był doskonałym przewodnikiem i tłumaczem na punktach kontrolnych. Ogromne odległości, drogi przypominające tarkę po przejeździe czołgów, pontonowe mosty, i ostrzał rakietowy, to codzienność tej niełatwej wizyty. Jednak, gdy wczoraj z nim rozmawiałam, kard. Krajewski mówił mi przede wszystkim o nadziei i mocy dobra, których doświadczył na Ukrainie.

Wspominał modlitwę na zbiorowych mogiłach w Iziumie, gdzie rosyjscy oprawcy prosto w piach wrzucali ciała torturowanych ludzi, często z zawiązanymi z tyłu rękami. Mówił o barbarzyństwie jakim było zaminowanie tych grobów, by przy ich odkrywaniu spowodować jak najwięcej ofiar. Mówił też o niesamowitej nadziei płynącej z tej celebracji śmierci. O młodych ukraińskich żołnierzach, policjantach, strażakach, często niespełna 20-letnich, którzy z wielką delikatnością i szacunkiem ekshumowali ciała, jakby to były ich matki, siostry, bracia. Robią to prawie pod ostrzałem, bo nieopodal wciąż stacjonują rosyjskie wojska. – Nie było w nich chęci zemsty i nie było w nich nienawiści. Na nowo zrozumiałem, że zło można tylko zwyciężać dobrem. Nie ma innej możliwości – mówił mi papieski jałmużnik. I dodał: „Jeśli żołnierze ukraińscy będą walczyć, ale nie będą się mścić, nie będą robili tego, co robią Rosjanie, to bardzo szybko zwyciężą”. Kard. Krajewski wyznał, że przy tej całej tragedii, która jest, i niepewności jutra, spotkał ludzi pełnych zaufania, pełnych wiary, którzy żyją dzisiejszym dniem, a to jest dokładnie Ewangelia.

Ci, którzy zostali i trwają na miejscu od początku wojny opowiadają z kolei o ogromnym zaskoczeniu, gdy wysłannik papieża stawał w ich drzwiach. Liczyła się pomoc materialna, którą przywiózł z Watykanu wyładowanym ponad normę busem i fundusze przekazywane z papieskiego konta miłosierdzia. Jednak najważniejsza była obecność, wspólna modlitwa i rozmowa. – Ta wizyta pokazała, jak Ojciec Święty kocha Ukrainę, jak bardzo przeżywa tę wojnę – mówił mi bp Sobiło. Franciszek na bieżąco otrzymywał relacje z podróży. Jałmużnik dzwonił do niego, wysyłał zdjęcia i nagrania dokumentujące potworności tej wojny i cierpienie Ukraińców.

Nie bez znaczenia jest to, że dzięki misji jałmużnika Ukraina znów zaistniała w mediach na całym świecie, które coraz bardziej zapominają o toczącej się wojnie. I jeszcze spojrzenie na wizytę ordynariusza Charkowa, który wraz z kardynałem uczestniczył w ekshumacjach w Iziumie i odwiedził katownie, w których Rosjanie torturowali mieszkańców. - Ta wizyta ma dla nas ogromne znaczenie, bo przez nią papież jakby sam był obecny w tych dniach na Ukrainie. W osobie jałmużnika był z nami tu cały Kościół, a więc nie jesteśmy sami – mówił bp Paweł Gonczaruk. Obecność, która pokazuje, że Bóg jest z Ukrainą, że jej nie opuścił. Nawet tam, gdzie jest śmierć, gdzie zanika nadzieja, jest Bóg i nikogo nie pozostawia.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5