Koniec czasów strachem podszyty

Nieważne, co ma nadejść. Ważne, Kto ma nadejść! I jakimi nas zastanie.

Świeca woskowa 32-centymetrowa na trzy dni ciemności za jedyne 67 zł do nabycia na Allegro. Albo gdzie indziej. Oferta jest bogata, odpowiednia do popytu. Na niektórych stronach internetowych pod informacją o produkcie widnieją teksty motywujące do zakupu. „Niebo będzie płonąć, ziemia będzie pękać. W czasie trzech dni ciemności (...) tylko świece uczynione z pobłogosławionego wosku będą dawać światło. Jedna świeca wystarczy na czas trwania tej piekielnej nocy” – czytamy na jednej ze stron oferujących te produkty. Wokół świec należy się zgromadzić. Tak podobno mówią Pan Jezus, Maryja i święci. Współcześni „wizjonerzy” dodali nowe instrukcje na temat przygotowań na tę chwilę. Oprócz świec „Matka Boża” kazała zaopatrzyć się w poświęcony olej, zapałki, wodę i pożywienie.

Nieprawda

Wielu katolików w Polsce poczyniło odpowiednie przygotowania. Często robili to, ufając autorytetowi rozpowszechniających orędzia osób – duchownych i świeckich, na przykład promujących fałszywe objawienia z Trevignano Romano, które także odwołują się do teorii o trzech dniach ciemności. Niedawno cała ta konstrukcja runęła za sprawą materiału „Trzy dni ciemności. Prawda czy zwiedzenie?”, jaki w sieci opublikował o. dr Wit Chlondowski OFM. Franciszkanin zadał sobie trud sprawdzenia autentyczności źródeł, na podstawie których powstało orędzie o nadchodzących dniach mroku. Co się okazuje? Błogosławiona Anna Maria Taigi (zmarła w 1837 r.) nie mogła spisać żadnych objawień, bo była niepiśmienna. Nie przekazała też ustnie nic na temat trzech dni ciemności – w aktach jej procesu beatyfikacyjnego, które zawierają całość przesłania spisanego na podstawie zeznań wszystkich świadków jej życia, nie ma na ten temat żadnej wzmianki.

Podobnie fałszywy okazał się rzekomy list św. ojca Pio do komisji z Heroldsbach, w którym mistyk miał opisać nadchodzący czas ciemności. W dokumencie tym znalazły się szczegółowe wskazania, jak należy się zachować podczas kataklizmu niszczącego ludzkość. Ojciec Pio nigdy takiego pisma nie napisał. Kapucyni, dysponujący kompletnym archiwum listów świętego, stanowczo zaprzeczają, jakoby taki dokument kiedykolwiek wyszedł spod ręki ojca Pio. Wniosek: list sporządził oszust.

Zwolennicy teorii o trzech dniach ciemności powołują się też na „Dzienniczek” św. Faustyny, w którym pod numerem 83. jest mowa o ciemności, jaka zapanuje na ziemi, i o znaku krzyża na niebie, z którego „będą wychodziły wielkie światła, które jakiś czas będą oświecać ziemię”. Nie ma natomiast wzmianki o trzech dniach, w których miałoby się to dziać. Nie ma też mowy o zapasach i to nie świece będą źródłem światła, lecz krzyż. Wizja ta odpowiada zapowiedzi Jezusa zawartej w Ewangelii św. Mateusza (24,30), gdzie mowa o „znaku Syna Człowieczego”. – To, co funkcjonuje jako trzy dni ciemności, jest spłyceniem prawdy o końcu czasów i uzależnieniem zbawienia od elementów rytualno-magicznych – wskazuje zakonnik.

Masa kogo?

Osoby przywiązane do teorii o trzech dniach ciemności na ogół z trudem przyjmują dowody obalające ten mit. Niektóre próbują polemizować z faktami. – Część takich osób powołuje się na Biblię, która mówi o ciemności. Argumentują na przykład, że: „Apokalipsa mówi o ciemności, która będzie wylana na tron szatana”. Tymczasem ciemność w rozumieniu Biblii i to, co wyłania się z tekstów niby-Anny Taigi i niby-Ojca Pio to zupełnie różne sprawy. Na zasadzie skojarzeń łatwo tę wiedzę połączyć w jedno. Ciemność w Biblii ma jednak wielorakie znaczenie. Może być przerażającym symbolem śmierci, zła i nienawiści, a także miejscem odpoczynku, osłoną przed wrogiem i przestrzenią spotkania z Bogiem, który ukrywa się przed człowiekiem. Ciemność jest również czasem próby, której Bóg poddaje człowieka. Tymczasem „trzy dni ciemności” oznaczają tylko jedno: jest to ciemność, przed którą się schowam, bo tam gdzieś będą latały demony, a ja tu mam poświęcone świece – wyjaśnia o. Wit Chlondowski. Podkreśla, że fizyczna ciemność nie jest wcale najgorszą ciemnością, i wskazuje, że ciemność w biblijnym znaczeniu to nie tyle fizyczny brak światła, ile brak światła Bożego.

Inni oponenci próbują ocalić obalony mit hasłami: „Masa mistyków pisała o trzech dniach ciemności, więc to nie może być tak nieprawdopodobny news”. – Masa mistyków, czyli kto? – pyta retorycznie dogmatyk.

Fantazja fałszerza

Bliżej nieokreślona masa mistyków od początku dziejów Kościoła objawiała się w okresach wzmożonego poczucia niepewności. Towarzyszył im zalew proroctw i orędzi odpowiadających aktualnemu zapotrzebowaniu. Z reguły były to sprawy fałszywe, a przynajmniej przeinaczone i tendencyjnie interpretowane. Niektóre z nich mają nad podziw długi żywot. Przykładem jest trwająca wciąż popularność tzw. przepowiedni św. Malachiasza. Przypisuje się ją irlandzkiemu biskupowi żyjącemu w latach 1094–1148. Tekst proroctwa miał odnaleźć 450 lat po śmierci świętego benedyktyn Arnold Wion, który ok. 1590 roku opublikował książkę „Lignum vitae”. Posługując się autorytetem św. Malachiasza, zamieścił w niej 112 łacińskich dewiz, które miałyby charakteryzować wszystkie pontyfikaty, poczynając od współczesnego Malachiaszowi Celestyna II. Tylko dziwnym trafem ów „Malachiasz” precyzyjnie opisał cechy papieży żyjących przed 1590 rokiem (czyli przed rzekomym odnalezieniem listy papieży), a mniej jednoznacznie żyjących później. Przyczyna jest prosta: o wcześniejszych papieżach XVI-wieczny autor wiedział z historii, a kolejnych po prostu wymyślił. Historycy Kościoła przyjmują dziś na ogół, że falsyfikat z listą papieży powstał na potrzeby jesiennego konklawe 1590 roku. Autor fałszerstwa miał wedle tej hipotezy próbować wpłynąć na kolegium kardynałów, sugerując im wybór biskupa Orvieto przez obdarzenie w tym celu przyszłego papieża przydomkiem „naprowadzającym” (co zresztą nie przyniosło zamierzonego efektu). Pozostałe dewizy papieży, podobnie jak ich liczba, byłyby więc tylko dziełem fantazji fałszerza.

Co prawda każdy ze zmyślonych przydomków da się jakoś dopasować do odpowiedniego papieża, ale bywa to dość karkołomna operacja. Szczególnie widać to przy Benedykcie XVI, którego „Malachiasz” opisał zawołaniem Gloria Olivae (chwała oliwki). Na tej podstawie sądzono, że następca Jana Pawła II będzie czarnoskóry. Ponieważ Josephowi Ratzingerowi trudno przypisać ciemną karnację, niektórzy zwolennicy „proroctwa” uznali, że zawołanie odnosi się do herbu papieża, którego elementem jest głowa Afrykanina.

Ostatnim papieżem według przepowiedni miałby być Piotr Rzymianin, za którego pontyfikatu rozpęta się największe prześladowanie Kościoła – Rzym ma ulec zniszczeniu, po czym nastąpi koniec świata. Rola ostatniego papieża przypadłaby zatem Franciszkowi, choć ani on Piotr, ani Rzymianin. Nic też nie wskazuje na to, żeby był to ostatni pontyfikat i by w najbliższym czasie miało dojść do największych prześladowań Kościoła. Fałszerz się po prostu zmęczył i zakończył listę na sto dwunastym papieżu. Przypadek sprawił, że ten ostatni biskup Rzymu przypadł na czas bieżącego pontyfikatu.

Kryzys wiedzy

Osoby, które są innego zdania, twierdząc, że obecnie mamy największy kryzys w historii Kościoła, zazwyczaj słabo znają historię Kościoła. Najazdy barbarzyńców i bezpośrednie zagrożenie Rzymu, powstanie wielkich herezji z arianizmem na czele, zapaść moralna i intelektualna w Kościele X wieku, rozłam Kościoła na wschodni i zachodni, czas, w którym jednocześnie rządziło trzech papieży i trudno było stwierdzić, który jest prawdziwy – to wszystko były sytuacje lepiej nadające się do roli dni ostatnich niż to, co dzieje się dzisiaj. A przy katastrofie, jaką była reformacja – gdy całe państwa odłączyły się od Kościoła katolickiego, gdy rozszalały się wojny religijne, gdy opustoszały klasztory, splądrowano kościoły, a duchowieństwo masowo porzuciło powołanie, obecne perturbacje wcale nie wyglądają na wyjątkowe.

Nie znaczy to, że wszystko jest w porządku. Jeśli jednak coś ma posłużyć do odrodzenia Kościoła, to powinno to być oczyszczenie przez życie w prawdzie. A prawdzie nie służy uleganie wpływom świadomych i nieświadomych fałszerzy, terroryzujących wiernych nieautoryzowanymi przez uprawnione władze Kościoła teoriami. Tych teorii jest zaś wiele i najczęściej są produkowane w nawiązaniu do bieżących wydarzeń. To stąd biorą się na przykład pogłoski, jakoby szczepionki przeciw covidowi były „apokaliptycznymi znamionami Bestii”.

Tego rodzaju podszyte lękiem interpretacje każą ludziom upatrywać radykalizmu chrześcijańskiego w kwestionowaniu zaleceń specjalistów i dawaniu wiary plotkom rozsiewanym przez „ekspertów” z Facebooka. Na tej zasadzie wielu chrześcijan uznało sprzeciw wobec zarządzeń sanitarnych za sprawę ściśle religijną i akt mężnego wyznania wiary, na przykład poprzez odmowę noszenia maseczek i wyrażanie gotowości poniesienia za tę sprawę „męczeństwa”.

Tego rodzaju mentalność prowadzi do przyjmowania obcej duchowi Ewangelii postawy obronnej. Człowiek w tej koncepcji musi „coś zrobić”, czyli zabezpieczyć się przed tym, co ma nadejść, środkami czysto ludzkimi, rzekomo zaleconymi z nieba. Stąd krążące po sieci przepisy na „antywirusowe nalewki” według receptury Matki Bożej albo „Pieczęć Boga Żywego”, czyli dokument „sygnowany” przez Najwyższego, który należy stale przy sobie nosić, aby uzyskać odpowiednią ochronę.

Wierzy w to wcale niemało ludzi, którzy, rzecz charakterystyczna, odmawiają posłuszeństwa papieżowi i biskupom, za to bez zastrzeżeń słuchają samozwańczych autorytetów. Pytani o źródło swoich przekonań, wskazują na przykład Księgę Prawdy, czyli zbiór urągających zdrowemu rozsądkowi „nadprzyrodzonych przesłań”, który zajmuje w ich świadomości miejsce wyższe niż Biblia. Sytuacje takie pokazują, że największym problemem chrześcijan bywają oni sami.

To wystarczy

To naturalne, że człowiek wierzący poszukuje nadprzyrodzonych znaczeń w tym, co się wydarza. Co więcej – postawa taka jest właściwa, chrześcijanin wie bowiem, że Bóg policzył każdy włos na naszych głowach. Wszystko zatem jest pod Jego kontrolą. To jednak powinno nas, ludzi wiary, motywować do życia w pokoju i zaufaniu, a nie wśród przedmiotów „ochronnych”. Bo jak zapewnia apostoł: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28). Cała rzecz zatem w tym, żeby Boga miłować – a do tego nie są potrzebne żadne świeczki, zapasy żywności ani dokumenty.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11