Wracamy do raju

Wszystko zostało tu dobrze przemyślane: modlitwa, praca, odpoczynek mają swoje miejsce w rytmie dnia, świąt, pór roku. Może dlatego opactwo cystersów w Wąchocku jest miejscem, w którym od razu dobrze się czujemy.

Detale mają znaczenie

Brat Maciej prowadzi nas do kościoła klasztornego, który nosi wezwanie św. Floriana i Wniebowzięcia NMP. Właśnie mnisi na tzw. chórze nocnym rozpoczęli modlitwę brewiarzową. Słowa psalmów śpiewane na jednym tonie płyną przez kościelną przestrzeń, wypełniając ją duchem modlitewnego skupienia. – Kościół jest sercem opactwa – podkreśla brat. – Tu kilka razy w ciągu dnia spotykamy się na modlitwie.

W romańskiej świątyni, ozdobionej znacznie późniejszą, osiemnastowieczną polichromią, warto zwrócić uwagę na sklepienia krzyżowo-żebrowe, jedne z pierwszych zastosowanych w Polsce. I na bloki szarożółtego i brunatnoczerwonego piaskowca, układające się w charakterystyczne pasy, widoczne na ścianie prezbiterium. Jeszcze lepiej widać je na zewnętrznej elewacji. Do kościoła przylegają klasztorne krużganki, otaczające wirydarz. Stąd koniecznie trzeba zajrzeć do kapitularza, czyli miejsca, gdzie mnisi podejmowali najważniejsze decyzje, m.in. wybierali opata.

Kapitularz, jeden z najpiękniejszych w Polsce, przetrwał do naszych czasów w niemal niezmienionej postaci. – Tylko elementy drewniane i szyby w oknach nie są oryginalne – mówi brat Maciej. – Pomieszczenie zostało wybudowane na planie kwadratu, a jego sklepienie wspiera się na czterech kolumnach, które dzielą całość na dziewięć części, symbolizujących dziewięć chórów anielskich. Z kolei żebra dzielą sklepienie na trzydzieści trzy trójkąty, odsyłające do ziemskich lat życia Chrystusa. Każdy detal ma tutaj znaczenie. Proszę spojrzeć na te roślinne i zwierzęce ornamenty. Do mnie szczególnie przemawiają te dwa gołąbki jedzące winorośl u dołu kolumny. To bardzo piękne przedstawienie Eucharystii.

Z zaciekawieniem zaglądamy jeszcze do karceru, gdzie mniej posłuszni zakonnicy musieli czasem odpokutowywać swoje przewinienia. Zachowały się tam średniowieczne napisy, wykute w skale zapewne przez niepokornych mnichów. Na koniec przechodzimy przez dziedziniec do klasztornej kawiarni, by odpocząć po intensywnym zwiedzaniu przy pysznej kawie i ciastku. – Ta kawiarnia to pomysł naszego opata, o. Eugeniusza Augustyna – podkreśla ojciec przeor. – Zależało mu na tym, żeby turyści, którzy do nas przyjeżdżają, mieli się gdzie zatrzymać.

Sami mnisi też mają swój czas na odpoczynek, który nazywają rekreacją. – W tygodniu jest to około godziny po śniadaniu i po obiedzie. Dłuższą rekreację mamy za to zawsze w niedzielę wieczorem. Jest też wtedy więcej czasu na wspólne rozmowy – opowiada ojciec Fabian. No tak, wszystko zostało tu dobrze przemyślane: modlitwa, praca, odpoczynek mają swoje miejsce w rytmie dnia, świąt, pór roku. Może dlatego wąchockie opactwo jest miejscem, w którym od razu tak dobrze się poczuliśmy. •

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11