Trzeba zostawić każdemu jego miejsce

Warunkiem pójścia za Jezusem jest uznanie siebie za braci i siostry u boku innych braci i sióstr, wszystkich w drodze, ze względu na jedyną łaskę i jedyne miłosierdzie Tego, który na krzyżu oddał swoje życie za wszystkich. I trzeba zostawić każdemu jego miejsce, właściwe dla niego we wspólnocie, aby mógł żyć w Imię Pana – stwierdza w rozważaniu na XXVI Niedzielę Zwykłą roku B łaciński patriarcha Jerozolimy abp Pierbattista Pizzaballa OFM.

W minioną niedzielę widzieliśmy z bliska jedną z pokus, jaka kryje się w sercach uczniów: pokusę władzy, chęć bycia uznanym za wielkiego, bycia pierwszymi (Mk 9, 34). W dzisiejszym fragmencie Ewangelii znajdujemy kolejną: jest to pokusa, by nie tylko być pierwszymi, lecz aby być jedynymi.

W drodze do Jerozolimy, gdy Jezus poucza swoich uczniów o tajemnicy swojej męki i śmierci, uczniowie widzą, że ktoś sprawuje władzę w imieniu Jezusa i chcą go powstrzymać. Ich motywacja jest bardzo ważna: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami” (Mk 9, 38).

Uczniów irytuje więc to, że człowiek, który wyrzucał złe duchy, nie chodził z nimi. Oznacza to, że ich zdaniem, ten człowiek nie uznawał ich autorytetu i nie pytał o pozwolenie.

Jezus odpowiadając natychmiast przesuwa środek ciężkości pójścia za Nim i ustawia go na swoim miejscu: pójście za Jezusem nie jest naśladowaniem uczniów, lecz naśladowaniem, wraz z uczniami, jedynego Nauczyciela; nikt nie może zająć Jego miejsca, nawet ci, którzy utrzymują, że przyszli jako pierwsi. Zatem każdy jest mile widziany, a jedynym sposobem przynależności do grupy uczniów jest życie w imię Jezusa. Jest On jedyną racji bytu i jedynym punktem odniesienia dla tych, którzy za Nim idą. I tylko wokół Niego grupa uczniów może znaleźć jedność i spójność.

Dzisiejsza perykopa podejmuje następnie dwa inne elementy: pierwszy związany z gościnnością (Mk 9, 41), a drugi ze zgorszeniem (Mk 9, 42-48).

Zadajemy sobie pytanie, czy istnieje związek między tymi trzema częściami, czy też są to powiedzenia Jezusa zebrane tutaj przez ewangelistę Marka.

Wskazówką może być słowo „zabraniać”, które w pierwszej części występuje dwa razy: uczniowie czują się upoważnieni do tego, by zabraniać, stawiać barierę, przeszkodę. Jest to postawa, która bardzo przypomina wyrzut Jezusa skierowany do faryzeuszy: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23,13). Czasami zdarza się, że ten, który powinien prowadzić, zachęcać do wejścia do Królestwa, staje się przeciwnie tym, który temu przeszkadza.

Otóż termin „zgorszenie”, który znajdujemy kilkakrotnie w trzeciej części Ewangelii, ukazuje właśnie taką postawę: zgorszenie jest przeszkodą, trudnością, zawadą; tym, co stoi na mojej drodze i uniemożliwia mi jej przebycie.

A to, co może być przeszkodą na drodze maluczkich, tych, którzy zbliżają się do wspólnoty uczniów, to nie tyle ograniczenia, które można znaleźć we wspólnocie, nawet nie grzech, ale owo nadużycie władzy, to owa zarozumiałość, pozwalająca stwierdzić, kto może do niej należeć, a kto jest z niej wykluczony.

Krótko mówiąc, uczniowie są zgorszeni i urażeni względem tych osób, które będąc spoza wspólnoty używają imienia Jezusa, ale nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób sami stają się zgorszeniem dla tych spoza, którzy chcieliby wejść do środka, mając nadzieję, że znajdą tam gościnę i równość.

Dlatego trzeba, aby uczeń miał nowe spojrzenie: spojrzenia kogoś, kto umie dostrzec nawet w drobnym geście gościnności - takim jak podarowanie szklanki wody komuś, kto należy do Chrystusa - obecność Królestwa (Mk 9, 41): niewiele trzeba, aby być Chrystusowym.

Trzeba więc czuwać nad swymi oczami, rękoma i nogami (Mk 9, 43-47), to znaczy nad całym życiem, aby było ono dalekie od zgorszenia, uzdrowione z niezdolności dostrzegania obecności Królestwa, z pokusy utrudniania jego drogi.

Ręce, nogi, oczy... mają sens, jeśli wskazują na Jezusa jako jedynego nauczyciela, którego należy naśladować i miłować. W przeciwnym razie nie mają one racji bytu i lepiej, żeby ich nie było. Jest coś, co jest na pierwszym miejscu, i nie jesteśmy to my.

Przeciwnie, pokusa, by używać imienia Jezusa, by uzurpować sobie władzę decydowania o tym, kto jest godny Jego imienia, paradoksalnie stawia nas poza grupą, czyni nas obcymi dla Pana, i oddala nas od tego nowego sposobu życia, który On nam przyniósł. To nowe życie polega na tym, że nie mamy innej władzy, jak tylko ogołocić samych siebie z miłości do życia każdego maluczkiego.

Aby więc razem z Panem wstąpić do Jerozolimy, musimy uczynić jeszcze jeden krok: to znaczy zacząć uważać się za braci i siostry u boku innych braci i sióstr, wszystkich w drodze, ze względu na jedyną łaskę i jedyne miłosierdzie Tego, który na krzyżu oddał swoje życie za wszystkich. I trzeba zostawić każdemu jego miejsce, właściwe dla niego we wspólnocie, aby mógł żyć w Imię Pana.

+Pierbattista Pizzaballa

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6