Rozbrajanie piekła

„Będę was kochał, nawet jeśli będziecie chcieli mnie zabić” – mawiał do więziennych strażników kard. François Xavier Nguyận Văn Thuận. Przesiedział bez procesu 13 lat, w tym aż 9 lat w odosobnieniu.

To jedno z tych spotkań, które zapamiętam do końca życia. Poruszającej opowieści albańskiego staruszka towarzyszyła przejmująca cisza, przerywana jedynie koncertem cykad. Drobniutki 89-letni kard. Ernest Simoni opowiadał o tym, jak był maltretowany. Przez 28 lat komuniści więzili go i torturowali. Dwukrotnie skazali go na śmierć. Cudem uniknął stryczka. Nie dziwię się, że przy jego opowieści płakał sam papież Franciszek. Myślę o nim, czytając przejmujące wyznania innego więźnia komunizmu…

Bliski szaleństwa

„Myślał, że popadnie w szaleństwo. Duszno i wilgotno o każdej porze, choć nie wiadomo, jaka to pora” – pisał o nim trapista o. Michał Zioło. „Niezaleczony​​ rak prostaty, kłopoty z sercem. Męka ciała przepuszczanego przez niewidzialne wyżymaczki bólu. I męka ducha dławionego w imadłach czarnych myśli. Nie lituje się już nad sobą, jest tym, który pociesza innych, pociesza nawet samego Jezusa. Nie przeszkadza mu, że dla strażników jest tylko psem łańcuchowym Watykanu. Potrafił okazać im szacunek i niektórych z nich nawrócił. Pozwolili mu zawiesić na piersi biskupi krzyż, zrobiony z dwóch kawałków drewna, przewiązanych drutem z ogrodzenia. Przekonywał ich: »Biskup nie może chodzić bez krzyża«”.

„Chociażby jeden po drugim padali wszyscy obok ciebie, ty musisz iść. Iść pod prąd jest cnotą nielicznych” – notował w więzieniu François Xavier Nguyễn Văn Thuận.

Nieświeża ryba

Urodził się 17 kwietnia 1928 r. Thuận znaczy „zgodnie z Bożą wolą”. Od wczesnej młodości zasłuchany w słowa Chrystusa, starał się rozeznać drogę, do jakiej został wezwany. Bardzo poważnie traktował naukę w niższym seminarium. Nie zniechęcały go opowieści starszych: „Najczęściej będziesz miał gotowane jajka w sosie rybnym i kupę kwaśnej kapusty do podziału na czterech. Nie dotykaj ryby – nigdy nie jest świeża. Mięso zobaczysz przy odrobinie szczęścia może sześć razy do roku”. Jak pokazało życie, seminaryjne menu w porównaniu z tym, jakie czekało go w więzieniach, było prawdziwym rarytasem.

Jaki był? Życzliwy, energiczny, świetnie grał w piłkę. Łagodny, uśmiechnięty. I taki pozostał. Nawet w piekle więzienia rozbrajał strażników swą postawą. „Pokora level hard” – jak mawiają moi przyjaciele.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11