Druga ojczyzna chrześcijan

O hebrajskojęzycznych katolikach, budowaniu pomostu między Kościołem a Żydami i Ziemi Świętej bez pielgrzymów opowiada ks. Piotr Żelazko.

Beata Zajączkowska: Jak to się stało, że Ziemia Święta stała się drugą ojczyzną Księdza?

Ks. Piotr Żelazko: To jest druga ojczyzna wszystkich chrześcijan. Każdy, kto się czuje związany z Jezusem Chrystusem, musi zmierzyć się z pytaniem, kim On jest. Trudno to zrobić, nie wchodząc w głąb tajemnicy wcielenia. Właśnie dlatego ciągnęło mnie do Ziemi Świętej, od zawsze się nią interesowałem. Po raz pierwszy pojechałem tam w 2005 roku, podczas studiów w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie. To było mocne naukowe, duchowe i religijne przeżycie, od razu się w tej ziemi zakochałem i postanowiłem, że właśnie na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie będę pisać doktorat z nauk biblijnych i archeologii. Postanowiłem nauczyć się współczesnego hebrajskiego. Kiedy zacząłem porozumiewać się w tym języku, poznałem wspólnoty hebrajskojęzyczne i mocno się z nimi związałem.

Ostatnio był Ksiądz proboszczem na pustyni Negew, a wcześniej w Jerozolimie. To różne światy?

Gdy byłem w Beer Szewie, poczułem, że jest to ziemia, na której Bóg chce, żebym pracował jako kapłan. Po obronie doktoratu byłem księdzem jakby czasowo wypożyczonym z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, a w ubiegłym roku za zgodą mojego biskupa przeszedłem do Patriarchatu Łacińskiego. Moją diecezją jest teraz Jerozolima. Właśnie tu chcę żyć, pracować i umierać. Tym, co jednoczy wszystkie wspólnoty, w których pracuję, jest język hebrajski, co nie znaczy, że są one identyczne. W Jerozolimie jest np. większe napięcie tożsamościowo-religijne, każdy przynależy do jakiejś grupy i chce to pokazać. Konflikty, które są obecne w Izraelu, w Jerozolimie są skupione jak w soczewce. Powiedziałbym, że Beer Szewa jest „bardziej wyluzowana”. 100 tys. ludzi rozmawia po rosyjsku, drugie tyle to marokańscy żydzi albo zamieszkujący wokół Beduini. Tam mocno widać, że ludzie są różni, ale nie patrzy się na nich tak jak w Jerozolimie – przez pryzmat religii – tu chrześcijanin, tam żyd czy muzułmanin. Na życie wpływa też klimat. Beer Szewa leży na pustyni, a to kształtuje charakter ludzi. Trzeba być twardym, żeby tam mieszkać.

Przeczytaj też:

Czym jest Wikariat św. Jakuba dla hebrajskojęzycznych katolików?

Posługujemy katolikom modlącym się po hebrajsku, nie tylko pochodzenia żydowskiego – bo są katolicy pochodzenia arabskiego, rosyjskiego, a także dzieci emigrantów, które się tutaj urodziły i wychowały. My, katolicy, żyjemy jako grupa bardzo mniejszościowa w społeczeństwie, w którym większością są żydzi. To jest nowe doświadczenie, unikatowe w historii Kościoła. Dlatego jedną z misji wikariatu jest wychowywanie w wierze członków naszych wspólnot, szczególnie dzieci i młodzieży, aby przekazać wiarę kolejnym pokoleniom. Te młode osoby są bardzo zintegrowane z hebrajskojęzycznym społeczeństwem żydowskim. Drugie zadanie to służba jako pomost między Kościołem uniwersalnym a narodem Izraela. Wikariat próbuje umocnić relacje między chrześcijanami i żydami, pracując nad budzeniem świadomości Kościoła o swoich żydowskich korzeniach oraz żydowskiej tożsamości Jezusa i Jego apostołów. W społeczeństwie żydowskim w Izraelu próbujemy budzić większą świadomość dotyczącą historii, nauczania i wkładu Kościoła katolickiego w historię świata. Nasi wierni angażują się w pełni w życie izraelskiego społeczeństwa, bo tu mieszkają, ale jednocześnie są w pełni członkami Kościoła katolickiego. I w ten sposób mogą budować ten pomost. Kiedyś zajmowaliśmy się też katolickimi migrantami, którzy nie byli Arabami. Teraz powstał dla nich osobny wikariat.

Czy hebrajskojęzycznym duszpasterstwem kierują tylko obcokrajowcy, czy są już miejscowe powołania?

Zgodnie z definicją tereny misyjne Kościoła to nie są te, które są samowystarczalne finansowo i mają swoje powołania. Więc według tej definicji my nadal jesteśmy terenem misyjnym, bo nie mamy powołań z miejscowej ludności. Jest na świecie dosłownie kilku księży, którzy pochodzą z Izraela, a tych, którzy tutaj się urodzili i wyrośli – jeszcze mniej. Dwa lata temu święcenia przyjął u nas ksiądz z Neapolu, liczymy, że będzie w końcu ktoś lokalny. Nie jest to proste, bo cały nasz wikariat to około pięciuset osób. Po ludzku to beznadziejna sprawa, ale dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Nasze duszpasterstwo hebrajskojęzyczne jest prawie „ukryte” w porównaniu z dynamizmem Franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej. Franciszkanie są wszędzie widoczni w swoich habitach, opiekują się miejscami świętymi, prowadzą szkoły, więc to może przyciągać młodzież. Natomiast ciekawostką jest to, że oni mają głównie duszpasterstwo arabskojęzyczne. Patriarchat Łaciński nie jest już terenem misyjnym, bo tych powołań jest sporo. Większość kapłanów to Palestyńczycy albo Jordańczycy. Tymczasem za duszpasterstwo hebrajskojęzyczne odpowiada obok dwóch Włochów i kapłana z Ameryki Południowej aż czterech księży z Polski, a wkrótce będzie jeszcze jeden. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego aż tylu nas jest, ale jesteśmy widoczni, a przede wszystkim potrzebni.

Czym w ojczyźnie judaizmu ubogacił Ksiądz swoje duszpasterzowanie?

Jest ogromna różnica w stylu bycia z ludźmi. Polskie parafie są ogromne, a tutaj znamy wszystkich swoich parafian. Wiem, gdzie kto mieszka, co robi, jakie ma potrzeby. Po Mszy zawsze się spotykamy, rozmawiamy. Więc to jest bardziej duszpasterstwo indywidualne, ukierunkowane na konkretnego człowieka. Takie są wszystkie nasze hebrajskojęzyczne wspólnoty, których jest pięć: w Jerozolimie, Hajfie, Beer Szewie, Tel Awiwie i Tyberiadzie. Papież Franciszek mówi, że to nie mainstream zmienia świat, tylko peryferie. Czuję, że jestem na takich peryferiach. Mam przekonanie, że droga, którą idziemy w kierunku bardzo indywidualnego, skromnego duszpasterstwa, jest kierunkiem dziś bardzo potrzebnym Kościołowi.

Jak się głosi Jezusa w sercu judaizmu?

Odpowiem troszkę przewrotnie – tak jak wszędzie. Głównie świadectwem życia. Oczywiście zdarzają się pentakostalni misjonarze idący na teren należący do ortodoksyjnych żydów z głośnikiem i mikrofonem, którzy po angielsku wzywają: „Jesteście narodem wybranym, ale musicie przyjąć Mesjasza!”. To jest styl amerykański, nieprzystający do tutejszych realiów. Spotyka się to z ostrą reakcją przechodzących. Policja, by uniknąć zamieszek, prosi tego człowieka, by przestał, aby przeszedł w inne miejsce. To jest taka romantyczna wizja ewangelizacji. Ten człowiek może sobie nawet zapisać w CV, że cierpiał dla Jezusa prześladowania, ale czy w ten sposób kogokolwiek do Jezusa przyprowadził? Zawsze mówię swoim parafianom: jesteście częścią tego społeczeństwa, w nim żyjecie, wasze rodziny, bliscy i przyjaciele są w Izraelu. To jest wasze państwo. I chcemy ludzi przyciągać do Jezusa nie tyle opowiadaniem o Nim, ile pokazywaniem, czym to chrześcijaństwo jest w praktyce, jak wpływa na nasz styl życia. To nie mają być od razu święte rodziny, ale rodziny, gdzie poszukujemy przebaczenia, miłości, próbujemy żyć tymi wartościami, które głosił Jezus i to – jak głęboko wierzę – będzie ludzi przyciągać. To jest najlepsze głoszenie Ewangelii. Ktoś z Polski zapytał mnie kiedyś z przekąsem: jak to – Boże Ciało bez procesji? Nie wychodzimy na ulice z Najświętszym Sakramentem, ale kiedy spożywamy podczas Komunii Ciało Pańskie, to On jest w nas i my jesteśmy tymi monstrancjami, tak jakbyśmy nieśli Go do pracy, domu, do szkoły, do naszych rodzin. Staramy się po prostu być zaczynem w społeczeństwie. Często przypominam za Janem Pawłem II, że bracia żydzi są ostatnimi, których powinniśmy prowadzić do Jezusa. Mamy zacząć od tych, którzy w ogóle Boga nie znają, nigdy Go nie doświadczyli.

Czy Żydom chrześcijanom żyje się trudniej?

Problemu nie stanowi prawo czy polityka państwa, ale mentalność niektórych ludzi. Nie jest mile widziane afiszowanie się z krzyżykiem na szyi, prezentowanie na zewnątrz faktu, że jest się chrześcijaninem. Na pewno są wciąż ludzie, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że ktoś z ich rodziny został chrześcijaninem. Często płaci się za to cenę wykluczenia. Jest to pewnego rodzaju społeczne samobójstwo, dlatego wielu moich parafian nie afiszuje się ze swoją wiarą, przychodzi na Mszę raczej dyskretnie. Choć to się powoli zmienia i zależy od miejsca, w którym żyjemy. Gdy z tego powodu krytycznie patrzymy na Izrael, pytam się: jak ty byś się czuł, gdyby twoje dziecko, które wyrosło w tradycji katolickiej, wybrało buddyzm, judaizm czy islam. Pewno poczułbyś się zdradzony, zraniony, opuszczony... Wielu moich znajomych jest przekonanych, że Izrael może być miejscem dla ludzi, którzy czują się Izraelczykami, nie będąc żydami. Kiedy 73 lata temu to państwo powstawało, główną zasadą było, że jest to państwo żydowskie dla żydów. Teraz widać, że są tu też obywatele, którzy żydami nie są. Kiedyś budziło to ogromny sprzeciw, dziś część społeczeństwa przyzwyczaja się do tego, że można kochać Izrael, być gotowym oddać za niego życie, będąc np. chrześcijaninem. Znam młode osoby, które idą do armii izraelskiej i zdają sobie sprawę, że ta służba wiąże się czasem z ryzkiem śmierci. Myślę, że postrzeganie wyznawców innych religii powoli się zmienia. Sam chodzę do dwóch synagog, w których czuję się u siebie i oni mnie przyjmują. Nie jest tak jednak jeszcze w całym społeczeństwie. Mam nadzieję, że będzie to szło w tym kierunku, że Izrael będzie miejscem, w którym wszyscy będą mogli czuć się jak u siebie w domu.

Co było najtrudniejsze podczas pandemii?

Cały lockdown spędziłem w Izraelu, a był on tu wyjątkowo trudny. Był czas, że w ogóle nie mogliśmy wychodzić z domu. Bywało, że przez kilka dni nie widziałem innego człowieka. Podchodziłem do płotu w ogrodzie z nadzieją, że uda mi się z sąsiadami zamienić dwa słowa. Najbardziej pamiętam liturgię Niedzieli Palmowej i puste krzesła w kościele. Była ze mną tylko wolontariuszka z Polski. To było bardzo trudne doświadczenie, choć jestem przyzwyczajony do pustego kościoła. Wiele razy w tygodniu tak właśnie odprawiam Mszę, ale wiem, że w sobotę, niedzielę wierni będą. Pusty kościół w tygodniu nie jest przerażający, ale pusty kościół w największe święta chrześcijaństwa – już tak. Jak cały świat przeszliśmy na transmisje internetowe liturgii, na zoomie odbywały się spotkania wspólnotowe. Udało nam się zorganizować skuteczną sieć pomocy najbardziej potrzebującym i starszym parafianom. Jesteśmy chyba najbardziej zaszczepionym krajem na świecie, pozostały jedynie maseczki w miejscach zamkniętych. Teraz sytuacja wróciła do normy i wrócili też parafianie.

Brak pielgrzymów i turystów dla wielu rodzin chrześcijańskich szczególnie w regionie Betlejem oznacza brak pracy. Jak wygląda sytuacja?

Dawno tam nie byłem, bo pokonywanie punktów kontrolnych w obecnej sytuacji jest skomplikowane. Myślę jednak o moich znajomych, którzy mają restauracje, sklepiki czy hotele lub w nich pracują. Nie wyobrażam sobie, jak już tak bardzo ubogie miejsce, jakim jest Betlejem, poradziło sobie z pandemią. Nie chcę umniejszać zubożenia ludzi w Europie, ale ci kompletnie odizolowani ludzie naprawdę nie mają z czego żyć, tam nie ma fabryk, nie ma inwestycji. Brak turystów i pielgrzymów oznacza dla nich koniec. Kościół, na ile może, pomaga, ale środków brakuje. Warto o tym pamiętać, gdy myślimy o naszej sytuacji. Dotknęło to także bardzo mocno tamtejszych muzułmanów. Coraz więcej rodzin ma problem z tym, by zapewnić chleb rodzinie, stąd taka nadzieja na powrót pielgrzymów.

Czy ulice Jerozolimy zapełniają się już pielgrzymami?

Wciąż są opustoszałe. Nie ma jeszcze pielgrzymów. Izraelskie gazety piszą o pilotażowym programie realizowanym we współpracy z biurami podróży. Ma on ruszyć pod koniec lipca i dotyczy sprowadzania do Izraela zagranicznych turystów i pielgrzymów, a warunkiem przyjazdu jest bycie zaszczepionym. Kiedy nastąpi całkowite otwarcie dla turystów, nie wiadomo. Do Izraela można wjechać jedynie, gdy ma się wizę, a obecnie wizy turystyczne nie są wydawane. I nikt nie mówi, kiedy może się to zmienić.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9