Korona z mieczem i z sercem

Przychodzili i przychodzą tu ludzie dziesiątkami i setkami tysięcy, ale ten tłum nigdy nikomu krzywdy nie zrobił. Pewnie dlatego, że przy Matce awantur się nie robi.

Wiatr mocno wieje na szczycie kopca w Piekarach Śląskich. Szarpie polską flagą, która, zawieszona na wysokim maszcie, głośno łopocze nad naszymi głowami. Zapinamy kurtki, bo choć świeci wiosenne słońce, to powietrze wciąż jest chłodne.

To szczególne miejsce. Widać stąd… historię. A konkretniej to, co ukształtowało pokolenia żyjących tu ludzi i wpłynęło na ich losy. Są i pola uprawne, i lasy, i szyby kopalniane, i fabryki. Zewsząd też widać miasta i wsie, z przewagą tych pierwszych. To przecież „czarny Śląsk”. Węgiel odkryty w głębinach ziemi uczynił z tego obszaru miejsce szybkiego rozwoju przemysłu, nie tylko górniczego.

Blisko stąd do Bytomia, Zabrza, Tarnowskich Gór, Chorzowa, Katowic… A na wschodzie rozciąga się Zagłębie Dąbrowskie, które leży na terenach dawnej Rzeczpospolitej, a później zaboru rosyjskiego. To nie Śląsk. Choć to tak blisko, przez wieki obszar ten dzieliła od Piekar granica. Same Piekary należały do państwa pruskiego. To niosło dla mieszkających tu ludzi trudne konsekwencje. Ślązacy z reguły mówili tu po polsku i myśleli po polsku. A co istotne – także modlili się „po polsku”, czyli po katolicku. Prusy zaś były państwem zasadniczo protestanckim. Stąd też Ślązacy należeli do tych, których najmocniej ugodził bicz kulturkampfu – niemieckiej kampanii szykanowania Kościoła katolickiego, rozpętanej w latach 70. XIX wieku.

Efekt był odwrotny. Polskojęzyczna i katolicka ludność jeszcze bardziej zniechęciła się do niemieckiego zwierzchnictwa i zjednoczyła się w oporze wobec obcych nacisków. To dlatego sto lat temu Ślązacy zerwali się do trzeciego powstania.

Piekary należały do tej części Śląska, która w następstwie zrywu znalazła się w odrodzonej Polsce. Pobliskie Bytom, Zabrze, Gliwice pozostały w granicach Niemiec. Wznoszący się na obrzeżu Piekar Kopiec Wyzwolenia (bo tak się oficjalnie nazywa) upamiętnia tamte wydarzenia. Pośrednio nawiązuje także do jeszcze wcześniejszych czasów – do odsieczy wiedeńskiej i związanego z tym pobytu w 1683 roku Jana III Sobieskiego. To wtedy polski król modlił się przed wizerunkiem Piekarskiej Pani. Pozostawił tu jako wotum złoty kielich i patenę.

Pamięć o tamtym zdarzeniu zachowała się przez wiele pokoleń. Nic dziwnego, że 20 sierpnia 1933 roku piekarzanie uroczyście świętowali 250. rocznicę pobytu króla w ich mieście. Tego dnia wśród pól na północno-zachodnim krańcu Piekar zebrali się tłumnie działacze społeczni, żołnierze Wojska Polskiego, delegaci z okolicznych miejscowości i weterani powstań śląskich. Przywieziono urny z ziemią z pól bitewnych Głogowa, Niemczy, Grunwaldu i z innych miejsc ważnych dla historii Polski. Tak zaczęła się budowa kopca. Ludzie przychodzili spontanicznie i pracowali z wielkim oddaniem, uważając to za punkt honoru. Ziemię zwozili sportowcy, studenci, robotnicy, żołnierze, policjanci, celnicy, powstańcy, przy budowie pracowały też kobiety, głównie członkinie Towarzystwa Polek z okolicy.

Stolica ducha

W krajobrazie widocznym z wysokości Kopca Wyzwolenia najmocniej wybijają się wieże bazyliki i iglica stojącego na pobliskim wzgórzu kościoła kalwaryjskiego. To też symboliczne – z wszystkiego, co budowało życie społeczne mieszkańców tych ziem, najsilniej oddziaływał Kościół, ten zaś wyjątkowo mocno zaznaczył się w życiu Piekar. Tutejsze sanktuarium Matki Bożej to duchowa stolica Ślązaków.

– Rozwinięty tu kult maryjny i sława sanktuarium były jednym z powodów, dla których na miejsce budowy kopca wybrano właśnie Piekary – wskazuje Leszek Bensz, regionalista i pasjonat lokalnych dziejów. – Ponadto stąd pochodziło wielu powstańców, w tym przedstawicieli powstańczej kadry dowódczej, organizatorów Polskiej Organizacji Wojskowej, i to drugi powód takiej lokalizacji. Trzecim powodem był fakt, że tu było najwyższe wzniesienie w powiecie świętochłowickim. Chodziło więc też o pokazanie Polakom z tamtej strony granicy, że Polska pamięta o ich czynie powstańczym. No i był to też trochę prztyczek w nos Niemcom, którzy dobrze widzieli to miejsce z Bytomia – opowiada. Zaznacza, że pierwsze plany wybudowania kopca pojawiły się pół wieku wcześniej – na dwusetną rocznicę odsieczy wiedeńskiej.

– Tę myśl rzucił wtedy Wawrzyniec Hajda, niewidomy poeta z Piekar, nazywany śląskim Wernyhorą. Pomysł podchwycili liczni piekarzanie, ale próby sypania kopca skończyły się interwencją policji i procesem – mówi Leszek Bensz.

Usłyszy Pan Polskę

Wawrzyniec Hajda był uosobieniem tęsknoty mieszkańców tych stron za polskością. Mimo życiowych tragedii (stracił wzrok wskutek wypadku na kopalni, przeżył śmierć dwóch żon i siedmiorga dzieci) nie stracił patriotycznego zapału, który u niego splatał się z głęboką wiarą. Często mówił, że miłości do ojczyzny nie można odrywać od miłości do Boga. Przez całe długie dorosłe życie nie opuścił codziennej Mszy św. W Piekarach i okolicy każdy go szanował. Do niego przychodzono po radę, szczególnie w sprawach społecznych i narodowych. Wielokrotnie był szykanowany przez pruskie władze, które jednak z obawy przed rozruchami nie odważyły się go uwięzić.

Jego wielkim marzeniem było doczekanie chwili, gdy Śląsk stanie się częścią Polski. Przyszło mu na to czekać przez 78 lat. Gdy w 1922 roku do Piekar wmaszerowało Wojsko Polskie, to właśnie Hajda witał jadącego na czele generała Szeptyckiego. Ten, wzruszony powitaniem, powiedział: „Nie będzie pan wprawdzie widział wojska polskiego, lecz usłyszy pan za chwilę tętent ułanów polskich, którzy tędy przejeżdżać będą. Niech choćby to jest nagrodą za pańską tęsknotę do Polski i pańskie cierpienia dla sprawy polskiej”.

Hajda zmarł 9 miesięcy później. Jego pogrzeb był wielką manifestacją, a pamięć o nim nigdy w Piekarach nie zgasła.

Pamiątki

Wielki dla Piekar był dzień 20 kwietnia 1937 r. Wtedy to przy ukończonym kopcu w Piekarach zebrały się wielkie tłumy miejscowej ludności, aby uczestniczyć w poświęceniu obiektu. Mszę św. odprawił biskup polowy Wojska Polskiego Józef Gawlina. Obecni byli przedstawiciele władzy, m.in. wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski i wojewoda Michał Grażyński.

Dlaczego Niemcy nie zlikwidowali kopca w czasie wojny? Trudno powiedzieć. Oczywiście zniszczyli wszystkie pamiątki po powstaniach i polskim okresie dwudziestolecia. – Z frontonu kościoła zniknęła tablica z podobizną marszałka Piłsudskiego, upamiętniająca odzyskanie przez Polskę niepodległości. Niemcy zlikwidowali też z przylegającego do świątyni rajskiego placu tablicę upamiętniającą poległych powstańców – wylicza Mateusz Mezglewski, pracownik sanktuarium w Piekarach i opiekun muzeum sanktuaryjnego. – Wszystkie istniejące dziś upamiętnienia, głównie w postaci tablic na kaplicach okalających rajski plac, to rzeczy odtworzone współcześnie – opowiada. – Są też w bazylice i w jej pobliżu upamiętnienia ofiar stalinizmu czy represjonowanych w czasach komunizmu. Zazwyczaj powstały w latach 90. XX wieku albo już po roku 2000 – mówi.

Mimo wszystkich przeciwności Piekary oparły się zarówno germanizacji, jak i komunistycznej laicyzacji. Królująca tu Maryja zawsze okazywała się zwycięska w obliczu totalitarnych zapędów. Jasne było dla przytłaczającej większości Ślązaków, że walka o utrzymanie wiary jest tożsama ze sprzeciwem wobec totalitaryzmu. Mimo kłód rzucanych przez komunistów do Piekar ściągały dziesiątki, a nawet setki tysięcy ludzi. Szczególnie pielgrzymki mężczyzn były solą w oku władz PRL, bo to przecież „klasa robotnicza” miała z czerwonym sztandarem w ręce „ruszyć z posad bryłę świata”. Piekary pokazywały, jaka jest prawda, ale jednocześnie nie radykalizowały nastrojów, lecz prowadziły do pokoju i pojednania.

Sprawiedliwość i miłość

Stojąc w bazylice, zadzieramy głowy, przyglądając się umieszczonemu na sklepieniu złotemu napisowi: „Matko sprawiedliwości i miłości społecznej”. To dodatkowe wezwanie z Litanii Loretańskiej, które za zgodą Stolicy Apostolskiej odmawia się na Śląsku, dobrze oddaje istotę piekarskiego przesłania. Autorem tego określenia był Jan Paweł II, wieloletni piekarski pielgrzym. Użył go w 1983 roku podczas spotkania ze Ślązakami na lotnisku w Katowicach-Muchowcu. Władze PRL uniemożliwiły wtedy papieżowi przyjazd do Piekar, rozpętując kampanię fałszywych sprzeciwów „śląskiego społeczeństwa”. Jak było naprawdę – pokazał milionowy tłum Ślązaków. Komuniści bardzo bali się tego spotkania – ściągnęli dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy. Niepotrzebnie. Nikt nawet nie próbował wzniecać zamieszek. Nie rozumieli komuniści logiki Ewangelii. Ale to właśnie ona sześć lat później przyniosła Polsce wolność bez jednego wystrzału.

– Proszę spojrzeć na koronę Maryi – Mateusz Mezglewski wskazuje obraz Matki Bożej Piekarskiej. – Tam widnieją miecz i serce. Miecz symbolizuje sprawiedliwość, a serce miłość społeczną – zauważa. Wyjaśnia, że symbole te dodano do korony w nawiązaniu do wezwania z litanii, które stało się też nowym tytułem Niepokalanej królującej z Piekar.

I tak właśnie jest – Maryja w sanktuarium piekarskim przypomina, że nie ma sprawiedliwości bez miłości. I nie ma też miłości bez sprawiedliwości.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7