Sami swoi

W przypadku tej rodziny przysłowie: „Gość w dom, Bóg w dom” sprawdziło się w stu procentach. To rodzeństwo mogłoby godzinami opowiadać o słowie Jezusa, które jest skuteczne, i śmierci, która kapituluje na dźwięk Jego głosu.

Lubił tu bywać. Czuł się dobrze w tym gościnnym domu na wzgórzu. Znał świetnie Martę, Marię i Łazarza. Wiedział, co wyląduje na stole w czasie kolacji. Papież Franciszek wpisał właśnie do Ogólnego kalendarza rzymskiego rodzeństwo z Betanii.

Rodzinka.IL

Losy Rodzinki.pl śledziły przed ekranami miliony Polaków. Izraelskie domeny internetowe mają rozszerzenie „il” i choć przed dwoma tysiącami lat słowa „fale”, czy „sieci” miały kompletnie inne znaczenie, pokuszę się o taką prowokację.

Już widzę wspólnoty szturmujące niebo w intencji konającego przyjaciela, które otrzymują „odgórny” przekaz: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci”. Alleluja! Chwała Panu! Ogłaszamy wszem i wobec triumf życia. Ręce do góry! Uwielbiamy! Kto chce herbatę, ręka w dół…

Wyobrażam sobie również, jak momentalnie słabnie zapał ewangelizacyjny, gdy przychodzi wiadomość od Marty i Marii: Łazarz nie żyje. Jak to? Czy Jezus się pomylił? A może Jego słowa były jedynie głęboką metaforą i musimy – by nie skompromitować się w oczach innych – dopisać do nich pobożną ideologię?

Zderzenie było brutalne. Bolesne tym bardziej, że przecież ktoś z uczniów mógł opowiedzieć o tych słowach siostrom Łazarza. A potem o dość szorstkiej, niezrozumiałej reakcji na zdanie: „Choruje ten, którego kochasz”: „Raduję się, że Mnie tam nie było”.

„Naprawdę Jeszua tak powiedział?” – mogły pytać zalane łzami siostry. Przecież doskonale wiedziały, że „miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza”. Ewangelia jest jednoznaczna: „Mimo że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu”.

Martwa sytuacja

Przyszedł za późno. Wdrapał się na wzgórze Betanii, gdy nic już nie można było zrobić. Dlaczego zwlekał? Czemu nie przebiegł, by uzdrowić przyjaciela? Łatwo wyobrazić sobie rozpacz i bezradność Marty, która wybiega na drogę i wzburzona krzyczy: „Gdybyś tu był, mój brat by nie zginął”. Po co przychodzisz cztery dni „po”? Jest „pięć po dwunastej”, zbyt późno na ratunek…

Przed laty myślałem, że zwrot: „gdybyś tu był, mój brat by nie zginął” jest rodzajem credo. Dziś myślę, że był to bezradny krzyk.

Wiem, wiem

Dialog, jaki prowadzi z Martą Jezus, znakomicie pokazuje subtelną różnicę między wiarą a wiedzą. Jezus pyta: „Wierzysz?”, a siostra Łazarza odpowiada: „Wiem”. Przypomina to opowieść o klerykach śląskiego seminarium, którzy przed laty zapukali w czasie Wielkanocy do znajomych zakonnic. Gdy na furcie zawołali: „Chrystus zmartwychwstał”, usłyszeli: „Wiemy, wiemy…”. „Troszkę – przyznawali – podcięło nam to skrzydła”.

Trudniej uwierzyć Bogu „na słowo” niż przyjąć do wiadomości, że „zmartwychwstał”. Zmartwychwstał, zmartwychwstał, ale kiedy to było?

„Wiedza nadyma, a wiedza teologiczna nadyma szczególnie” – przypomina trapista Michał Zioło. Dialog na drodze Betanii pokazuje delikatną granicę między wiedzą a pójściem w ciemno za słowami Mesjasza. „Marta rzekła: »Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga«. Rzekł do niej Jezus: »Brat twój zmartwychwstanie«. Rzekła Marta: »Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym«. Rzekł do niej Jezus: »Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?«. Odpowiedziała Mu: »Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz«”.

„Wiem, że Bóg da ci wszystko”, „Wiem, że zmartwychwstanie”. Jezus nie zadowala się tą odpowiedzią: „Marto, kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Wierzysz w to?”. „Wierzę”.

Wyższy poziom

Reakcja Jezusa jest zdumiewająca. Słysząc bezradną skargę sióstr zaczyna… płakać. Jest wstrząśnięty. Dosłownie. Greckie tarasso oznacza poruszenie, wstrząs, zatrwożenie.

Jezus wypowiada słowo, a śmierć okazuje się wobec niego bezradna. Łazarz wychodzi na zewnątrz. Odtąd ludzie nie szepczą już: „To Ten, który uzdrowił swego przyjaciela”, ale „Widzieliśmy, jak wyprowadził go z grobu”.

Choroba nie zmierzała ku śmierci. Słowa Jezusa wypowiedziane w „martwej sytuacji” były prawdziwe. Miał rację.

– Gdyby przyszedł wcześniej, siostry wierzyłyby tylko w Jezusa, który jest w stanie zapobiec śmierci. Czyli nic by się nie zmieniło w ich życiu – wyjaśnia ks. Wojciech Węgrzyniak. – Ponieważ przyszedł „za późno”, uwierzyły, że jest w stanie wyciągnąć człowieka nawet z grobu. Wiara przeszła na wyższy poziom. Krzyk sióstr okazał się krzykiem bólu rodzenia, który ukazał światu Jezusa jeszcze większego. To kwintesencja „teologii próby”: po to Bóg zostawia w nas krzyk, bunt, szczere: „Czemuś mnie opuścił?”, byśmy mogli wejść na wyższy poziom relacji.

– To sprawdzian: albo ufamy słowu, albo nie – dopowiada o. Tomasz Nowak OP. – Podobnie jak kobieta, która usłyszała od Eliasza, że dzban mąki się nie opróżni ani baryłka oliwy się nie wyczerpie. W zasadzie nie miała podstaw, by mu wierzyć, ale zagniotła ostatni podpłomyk…

Bezzębna śmierć

Śledząc dzieje tej jednej rodziny, możemy dowiedzieć się o misji Jezusa (wskrzeszenie Łazarza jako prorocza wizja zmartwychwstania), poznać znaczenie słów, które po latach Paweł adresował do Hebrajczyków: „Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”, a nawet poznać kwintesencję życia duchowego. Czy to nie krzątająca się w kuchni Marta usłyszała: „Potrzeba tylko jednego”? Przygotowywała posiłek, którego… Jezus nie zamówił.

– Ten dom był tak bliski Jezusowi, że według tradycji trwającej dwadzieścia wieków miała się w nim zatrzymać Maryja w Wielkim Tygodniu – opowiada abp Grzegorz Ryś w swej „Piątej Ewangelii”. – Tu mieszkała w czasie, gdy Jezus wchodził w doświadczenie krzyża. Był taki czas, że to miejsce nie nazywało się Betania, tylko Lazarium. Tak nazywali je krzyżowcy i tak nazywają do dziś Arabowie – Al-Ajzarijja. Maria jest zasłuchana, rozmodlona, kontemplacyjna. Marta jest dynamiczną kobietą i musi coś robić. Niektórzy próbowali przeciwstawiać sobie te siostry, a tymczasem chodzi o to, by je w sobie połączyć. Czytałem egzegezę tego tekstu dokonaną przez Jana Husa, przyzwoitego heretyka, którego spalono na stosie. Mówił, że Maria, Marta i Łazarz tworzą dom, w którym chce się zatrzymać Jezus. Pokazują trzy wymiary życia: Maria – stosunek człowieka do Boga, Marta – stosunek człowieka do bliźnich, a Łazarz stosunek człowieka do siebie samego. Jezus przychodzi, by te trzy rzeczy uporządkować. Byśmy byli ludźmi modlitwy (Maria), służby (Marta) i ludźmi, którzy z prawdą patrzą na siebie. Szczególnie wtedy, kiedy zaczynamy „śmierdzieć trupem” i jesteśmy wezwani do tego, by podnosić się z grobu.

– Święty Bernard mówi, że są trzy rodzaje mnichów, którym odpowiadają Maria, Marta i Łazarz – wyjaśnia trapista Michał Zioło. – Maria to ludzie, którzy mają inklinacje kontemplacyjne. Trzeba to respektować i w miarę możliwości przydzielić im odpowiednie do ich charakteru zajęcia, na przykład dać pracę w bibliotece, a nie wysłać na pole, bo zwariują. To Maria, czyli ktoś, kto wybrał cząstkę, która szybciej zbliża go do Pana Boga. Nie można mu mieć tego za złe. Marta to ludzie, którzy są bardzo aktywni, nie potrafią usiedzieć na miejscu i nie ma co ich na siłę wtłaczać w ramy Marii. Służą wspólnocie i kontaktują się z Panem Bogiem przez czynności, które dla innych mogą być ogłupiające. W zestawieniu Bernarda panuje ogromna tolerancja. Nie jesteś gorszym mnichem przez to, że pracujesz fizycznie albo intelektualnie. Po prostu inaczej przeżywasz relacje z Bogiem. Marii i Marty nie wolno skłócać. A Łazarz? To mnisi, którzy praktykują skrajną pokutę, bardziej podkreślają ducha ascezy, motyw zadośćuczynienia za grzechy.

Samo życie

Papież Franciszek, dokonując zmian w kalendarzu liturgicznym, przypomniał, że w Kościele łacińskim utrzymywała się niepewność co do tożsamości Marii, a w kalendarzu rzymskim widniała jedynie Marta. Badania biblijne rozwiązały jednak te wątpliwości, dlatego 29 lipca będzie odtąd wspomnieniem obowiązkowym trojga rodzeństwa.

– Gdy Jezus mówi do uczniów: „Chodźmy, bo Łazarz zasnął”, ci zwracają Mu uwagę: „Rabbi, dopiero co chcieli Cię zabić i znowu tam idziesz?”. Oni wiedzą, że jeśli Jezus pójdzie do Betanii, przypłaci to życiem – opowiada abp Ryś. – Jezus daje życie Łazarzowi… za cenę własnej śmierci. Zajmuje miejsce Łazarza w grobie. Św. Jan te dwa groby opisuje tak samo: pieczara, na której spoczywa kamień. Łazarz wychodzi z grobu, ale wejdzie tam za niego Jezus. Nieprzypadkowo tę Ewangelię Kościół czytał ludziom, których przygotowywał do chrztu. Chrzest to życie, które otrzymujemy za cenę śmierci Jezusa.

„»Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie« – opierając się na tym tekście, pierwsi chrześcijanie nazywali siebie po prostu »żyjącymi« (hoi zontes)” – podsumowuje Benedykt XVI. „Znaleźli to, czego wszyscy szukają: samo życie, życie pełne i dlatego niezniszczalne”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5