O problemach Kościoła i Polski z kard. Kazimierzem Nyczem rozmawia Andrzej Grajewski.
Kard. Kazimierz Nycz (l. 60). Pochodzi ze Starej Wsi k. Oświęcimia. Jest doktorem teologii w zakresie katechetyki. Jako biskup pomocniczy w archidiecezji krakowskiej organizował 3 ostatnie pobyty Jana Pawła II w Krakowie. W 2004 r. został biskupem koszalińsko-kołobrzeskim, a od marca 2007 r. jest metropolitą warszawskim.
Andrzej Grajewski: W uroczystość Wszystkich Świętych apelował Ksiądz Kardynał o zgodę w społeczeństwie, mówiąc, że nie można żyć w podziałach i nienawiści. Jak budować tę drogę, skoro podziały są tak silne?
kard. Kazimierz Nycz– W tym kazaniu mówiłem o potrzebie dążenia do świętości oraz, chcąc osadzić ten temat w naszych realiach, nawiązałem do bieżących spraw społecznych i politycznych. Powiedziałem, że doszliśmy już do ściany, gdy już nawet politycy zaczynają stawiać pytania, co robić, aby ten poziom agresji i nienawiści w życiu publicznym był mniejszy. Stwierdziłem wtedy, że są to słuszne poszukiwania, ale za tym stoi także pytanie o świętość. To, co powiem, może zabrzmi idealistycznie, ale aby zmienić naszą sytuację, potrzebujemy ludzi dążących do świętości i świętych.
Ks. Kardynał widzi polityków dążących do świętości?
– Oczywiście. Widzę wielu ludzi, którzy w sprawach społecznych potrafią demonstrować swoją wiarę. Oczywiście dostrzegam także po obu stronach polityków, którzy świadomie nakręcają skalę społecznych emocji. Widzę także, jak bardzo negatywną rolę odgrywają w tym media, które nagradzają tych najbardziej krzykliwych, zapraszając ich do swych programów, nagłaśniając ich złe emocje.
Może tak się dzieje, gdyż jest społeczne zapotrzebowanie na show?
– Ma pan rację, i to także jest smutne. Ale to również wynik postępującej komercjalizacji mediów, czerpiących zyski z nagłaśniania emocji w polityce. Tymczasem często uchodzą naszej uwadze sprawy naprawdę ważne.
Jakie?
– Od ich wskazania są politycy, jednak jako obserwator życia publicznego i obywatel mogę wskazać szereg spraw, od których rozwiązania zależeć będzie nasza przyszłość. To kwestia reformy służby zdrowia, systemu emerytalnego, regulacji podatkowych. To także cały kompleks spraw, które pozwolą nam wyjść z zapaści demograficznej. Obserwuję także uwiąd myśli politycznej na obszarze polityki zagranicznej. Wydaje mi się, że nie potrafimy definiować naszych celów i zagrożeń w dłuższej perspektywie, na przykład 20 lat. Brakuje nam mężów stanu, którzy potrafiliby spojrzeć na wyzwania stojące przed Polską nie tylko dziś, ale za kilkanaście lat. Jeśli zasklepimy się w kręgu tematów drugorzędnych, skoncentrujemy się na walce, burzeniu, a nie na budowaniu, trudno nam będzie sprostać wyzwaniom przyszłości. Wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej, sprawa upamiętnienia ofiar tej katastrofy, to tematy ważne, ale niejedyne w debacie publicznej.
Co dalej z krzyżem spod Pałacu Prezydenckiego?
– Powinien się znaleźć w kościele św. Anny, jak było to ustalone 10 maja, w czasie mojego spotkania z harcerzami. To oni ten krzyż przed pałacem ustawili i sami zaproponowali, aby po miesiącu żałoby został przeniesiony do jednej z pobliskich świątyń. Oni także wybrali kościół św. Anny, a ja ten wybór tylko zaakceptowałem. Gdy decyzje w sprawie krzyża były podjęte, włączyli się w to inni ludzie. Jedni z dobrą wolą, inni z naiwności, ale byli także i tacy, którzy czynili to z kalkulacji politycznej. Chcieli, aby krzyż, przynajmniej na czas kampanii wyborczej, pozostał na miejscu. Po wyborach spór o krzyż miał już wyłącznie kontekst polityczny i był rozgrywany przez polityków obu opcji. Mam nadzieję, że ostatecznie trafi do miejsca, które wybrali harcerze, czyli do kościoła św. Anny.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Powinno Jej się oddać honory królewskie, bo Ona prowadzi nas do swojego Syna.