Małe stópki – wielka sprawa

Ratują dzieci przed zabiciem, a tym samym ratują dorosłych przed zbrodnią.

Mężczyzna namawiał dziewczynę do aborcji. Oferował „pomoc”. Ona się zgodziła, ale potem powiedziała „nie”. O ile był skłonny płacić za przerwanie ciąży, to w jej donoszeniu już pomóc nie chciał. Poradził jej, żeby się zwróciła „do katoli”. I tak trafiła do Fundacji Małych Stópek, gdzie znalazła pomoc. Potem ten człowiek zadzwonił do ks. Tomasza Kancelarczyka, prezesa Fundacji, i powiedział: „Ja muszę panu uczciwie powiedzieć, że jestem od »Faktów i mitów«”. „A ja muszę Panu uczciwie powiedzieć, że jestem od Jezusa Chrystusa” – odpowiedział kapłan i dodał: „No widzi pan, chciał się pan pozbyć problemu, rzucił pan problem nam. Ta kobieta jest szczęśliwa, że urodziła. Gdyby posłuchała pana, dzisiaj byłaby nieszczęśliwa”.

Wyróżnienie

W piątek 18 grudnia rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak nagrodził Odznaką Honorową Fundację Małych Stópek za szczególne osiągnięcia w dziedzinie ochrony praw dziecka. Głównym celem tej powołanej w 2012 roku fundacji jest ochrona nienarodzonych dzieci i promocja odpowiedzialnego rodzicielstwa. Jej pracownicy i wolontariusze m.in. pomagają samotnym matkom i zachęcają kobiety myślące o aborcji do urodzenia dziecka.

– Dlatego dla fundacji postanowiłem przyznać tę odznakę, na której widnieje Janusz Korczak i słowa „Infantis Dignitatis Defensori” [obrońcy godności dzieci – przyp. red.]. I prawdę powiedziawszy, to wy jesteście rzecznikami praw dziecka – powiedział Mikołaj Pawlak, zwracając się do osób działających w fundacji.

– Czujemy się bardzo zaszczyceni nagrodą od tego rzecznika. To dla nas bardzo znaczące, bo ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka mówi, że „dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności” – mówi ks. Tomasz Kancelarczyk. Podkreśla, że poprzedni rzecznik nie odwoływał się do tego artykułu i omijał kwestię dzieci nienarodzonych. Tymczasem Mikołaj Pawlak, zgodnie z tym, co ma zapisane w swoim urzędzie, jest rzecznikiem także dzieci nienarodzonych. – Tym samym jest on rzecznikiem również tych spraw, które podejmujemy jako Fundacja Małych Stópek – zauważa kapłan.

Tłumaczy, że trafiają do niej bardzo często kobiety „w sytuacji aborcyjnej”, czyli takie, które podjęły decyzję, że dokonają aborcji. Oczywiście takie osoby same się nie zgłaszają. Z reguły informują o nich ich koleżanki.

Jak się to odbywa? Często zaczyna się esemesowo. Ksiądz pyta, czy może porozmawiać i dodaje, że ma propozycję konkretnej pomocy.

„Nie będę z panem rozmawiała, większość księży to pedofile” – odpisała mu kiedyś jedna pani. „Ma Pani szczęście, jestem w tej mniejszości. Jak będę mógł zadzwonić, niech Pani da znać. Mam dla Pani konkretną pomoc” – odpowiedział duchowny. Po dwóch dniach otrzymał esemes: „Może pan zadzwonić”.

– Więc zadzwoniłem. Przedstawiłem jej, jaką mamy dla niej pomoc. Tam chodziło o oderwanie jej od środowiska aborcyjnego, więc mówię, że wynajmiemy jej mieszkanie. Nie dom samotnej matki, bo tam są kobiety, które chcą ocalić swoje dzieci. „Dla twojego dziecka już wszystko jest przygotowane, co będzie potrzebne na dwa lata. Wiem, że nie masz pracy, damy ci na wyżywienie, dostaniesz kartę, będziesz kupowała w sklepie z jej użyciem” – opowiada prezes fundacji. Ale nie było łatwo. W pewnej chwili tamta kobieta rozłączyła się i wysłała esemesa: „Nie chcę tego dziecka, nie urodzę go”. Ksiądz napisał tylko: „Wszystko, co powiedziałem, jest aktualne”. Po dwóch dniach znów sygnał: „Proszę księdza, zastanawiam się nad tym, co ksiądz mi powiedział”. – No to już wiedziałem, że sprawa jest wygrana – uśmiecha się ks. Kancelarczyk. Zaznacza, że to nie jest tak, że te kobiety się do niego dobijają. – To ja się muszę do nich dobijać. Z zasady nie korzystam z informacji internetowych. Szkoda czasu, wśród tych opowieści jeden przypadek na sto jest prawdziwy. Ten czas mógłbym spożytkować na uratowanie wielu innych dzieci. Najczęściej są to więc informacje, które docierają do mnie od kogoś. Nie dzwoni oczywiście osoba, która chce dokonać aborcji, ale najczęściej jest to ktoś, kto chce temu zapobiec – przekonuje.

Zadzwoń

Członkowie Fundacji Małych Stópek za pośrednictwem internetu docierają zarówno do obrońców życia człowieka, jak i do jego przeciwników. Ich aktywność wywiera wpływ na opinię społeczną, a co najważniejsze – ratuje życie niejednego człowieka. Tworzą konkretne środowisko pomocy i instytucję, do której można w potrzebie zadzwonić.

Jak to działa? Była na przykład taka sytuacja, że dziewczyna poszła do banku, żeby wysłać pieniądze na zakup środków wczesnoporonnych. Dziwnym trafem była jakaś awaria komputerowa w banku i dopiero za kwadrans mogli wykonać tę operację. Wyszła na papierosa z koleżanką, która zorientowała się, o co chodzi i zadzwoniła do swojego kolegi. Ten z kolei poradził jej, żeby zadzwoniła do prezesa Fundacji Małych Stópek.

– Po kilkunastu minutach już z nimi rozmawiałem. W efekcie ona wstrzymała się z realizacją swojego zamiaru. Gdy zobaczyła na USG swoje dziecko, to choć było wielkości fasolki, postanowiła je urodzić. Nie udało się – ale gdy poroniła, niesamowicie płakała. Dla mnie to było uratowanie człowieka – zapewnia kapłan. Jak mówi, podobne sytuacje w fundacji zdarzają się średnio raz na tydzień. A trzeba wiedzieć, że koszt takiej pomocy to jest około 30–40 tysięcy złotych (!). Znaczną część tej kwoty pochłania wynajęcie mieszkania, co często jest konieczne, bo trzeba kobietę wyrwać ze środowiska aborcyjnego, gdzie dziadkowie i ojciec dziecka – wszyscy chcą aborcji.

Kosztowny jest także dom samotnej matki. Pobyt jednej osoby to około dwa tysiące złotych miesięcznie. Nie chodzi tylko o wyżywienie, prąd i wodę, ale i o etaty zatrudnionych tam osób. – Stać nas na to dzięki temu, że po tych ośmiu latach istnienia mamy grono darczyńców, którzy nas wspomagają. Jesteśmy fenomenem wśród różnych fundacji, bo nie bierzemy żadnych dotacji. Żadnych grantów. Nas nie wspomaga ani miasto, ani województwo, ani państwo, ani tym bardziej Unia. Jednym z celów Bractwa Małych Stópek jest wymiar społeczny, do którego należy także gromadzenie darczyńców – podkreśla ksiądz Tomasz.

Sedno – mężczyzna

Oczywiście nie zawsze konieczne jest wynajmowanie mieszkań dla kobiet, które odstępują od zamiaru zabicia dziecka. Nieraz udaje się uzdrowić sytuację u jej źródła, a tym najczęściej bywa postawa mężczyzny.

– Kiedyś otrzymałem pytanie, czy nie da się wynająć jakiegoś lokum, ale zdałem sobie sprawę, że sednem problemu jest ojciec dziecka. Wyczułem, że kobieta dalej go kocha, więc spotkałem się z nim. Pokazałem mu na laptopie USG jego nienarodzonego dziecka. To wystarczyło. On się popłakał, zalał mi łzami laptopa i pyta, co ma robić. Ja mu na to: „Człowieku, weź tyle kwiatów, ile uniesiesz, idź do niej i na kolanach przepraszaj”. I to rozwiązało całą sprawę. Mnie już później nie było, nie musiałem pomagać – mówi prezes Fundacji. Wskazuje, że nie byłoby problemu, gdyby mężczyźni inaczej podchodzili do tych spraw. – Gdy mężczyzna powie: „będzie dobrze, damy radę”, to dziewczyna, która z zaciekłością upierała się, że chce aborcji, momentalnie mówi z uśmiechem, że chce urodzić dziecko. To jest niesamowite. Wtedy ja mam problem z głowy i nie muszę robić za świętego Józefa – śmieje się. – Często cała rzecz jest w tym, że nie ma kogoś, kto byłby świętym Józefem. Dlatego cieszę się, że ten rok będzie rokiem św. Józefa – dodaje. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8