Kiedy walczą słonie

Pewne afrykańskie przysłowie mówi, że kiedy walczą słonie najbardziej cierpi trawa.

Przypomniało mi się ono dziś, bo akurat trzy lata temu, pewne jury nagrodziło pewną moją książkę, poświęconą pewnej wojnie w pewnym afrykańskim kraju.

Do kraju tego jeżdżę często, mając tam swoje miejsce i przyjaciół. Odbyłem kilkadziesiąt rozmów z ludźmi, którzy do dziś noszą w sobie traumę minionych dni. Bo choć wojna skończyła się ponad dekadę temu, rany jakie poczyniła w psychice pozostają.

Wielu z tych, z którym rozmawiałem, jako dzieci zostali porwani do walki przez rebeliantów, dowodzonych przez samozwańczego proroka, który za cel obrał sobie obalenie rządu. Jedni widzieli w nim zbawcę, za którego i on sam siebie uważał, inni mówili wprost, że jest "prowadzony przez złego ducha". Abstrahując od spirytualnych interpretacji, był on niebezpiecznym watażką, dziś poszukiwanym przez Międzynarodowych Trybunał Karny.

Wojna trwała ponad dwadzieścia lat. Polało się wiele krwi, płonęły wioski, szkoły i kościoły. Naturalistycznych opisów aktów do jakich dochodziło, a o których opowiadali mi świadkowie oraz sami sprawcy, bo i z nimi się spotkałem, nie będę przytaczał. Graficznie, słowo w słowo, zostały przedstawione w książce.

Z drugiej strony konfliktu był rząd, który dopiero co przejął władzę, nie inaczej, jak obalając zbrojnie poprzednika. Ten sposób przejmowania władzy, jak na razie okazał się jedynym w tym kraju, od kiedy wyzwolił się on spod jarzma europejskiego protektora.

A ponieważ rząd nie potrafił poradzić sobie z rebelią jaka wybuchła w północnej części kraju, w pewnym momencie nakazał wszystkim mieszkańcom terenu objętego działaniami zbrojnymi, porzucić domostwa i zamieszkać w potworzonych obozach dla przesiedleńców wewnętrznych."Im nie chodziło o ochronę nas, oni chcieli przejąć nad nami kontrolę" - twierdzili moi rozmówcy.

Ten przymusowy i nierzadko brutalnie egzekwowany "lockdown" (był zakaz opuszczania obozów), skazujący dziesiątki tysięcy rodzin, na wieloletnią wegetację, doprowadził do załamania kultury, wzrostu patologicznych zachowań i utraty przez zwykłych ludzi zaufania, że ktokolwiek się z nimi liczy. Tym bardziej, że ludzie mieli w pamięci dwa rządy poprzednie, kiedy kraj również spływał krwią.

I kiedy dziś odwiedzam te miejsca, gdy widzę wciąż nie odbudowane ruiny szkół czy spalonych kościołów, kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy pokazują mi groby swoich najbliższych, którzy wtedy zginęli; gdy wypowiadają imiona, oraz nazwy miejsc, gdzie wbrew swojej woli zostali zabrani, to w tych wszystkich historiach odbija się smutna mądrość tego afrykańskiego przysłowia, że kiedy walczą słonie najbardziej cierpi trawa, czyli zwykli ludzie, którzy nie chcą walczyć, lecz po prostu chcą żyć w pokoju, uprawiać bezpiecznie swoją ziemię, modlić się pod swym drzewem... Niestety tą codzienność zaburzały tak napady rebeliantów jak i represje wojsk rządowych.  

I takie to historie z pewnego afrykańskiego kraju...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12