Parafia nie może być ideałem

O budowaniu wspólnoty parafialnej, jej zadaniach ewangelizacyjnych i najważniejszym wyzwaniu duszpasterskim w polskim Kościele mówi ks. Wiesław Kamiński, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Archidiecezji Łódzkiej.

Bogumił Łoziński: Czy ograniczenia wynikające z pandemii spowodowały, że w Księdza parafii na Msze przychodzi mniej wiernych?

Ks. Wiesław Kamiński: Według moich szacunków liczba osób uczestniczących w niedzielnych Mszach zmniejszyła się o mniej więcej jedną trzecią. Prowadzę też duszpasterstwo głuchych. Przed pandemią na Msze dla tej grupy w dolnym kościele przychodziło gdzieś 200 osób, teraz połowa. Oczywiście są różne przyczyny. Niektórzy na pewno boją się zarażenia, ale pandemia odsiała przede wszystkim tych ludzi, którzy przychodzili do kościoła kulturowo, zwyczajowo, „z rozpędu”. Na pewno zostały osoby, które szukają Chrystusa w modlitwie i Eucharystii.

Zmniejszenie z powodu pandemii liczby wiernych przychodzących na Msze jest zjawiskiem powszechnym. Ma Ksiądz pomysł, jak znów przyciągnąć tych ludzi do Kościoła?

Przed pandemią stan też nie był idealny. W archidiecezji łódzkiej wskaźnik dominicantes (osób uczęszczających na niedzielne Msze św.) w najlepszym razie wynosił około 15–16 proc., w centrum Łodzi nawet 12 proc. Chodzi więc nie tyle o odbudowanie stanu sprzed epidemii, ile o poszukiwanie wszystkich ludzi, o wychodzenie z konkretnymi propozycjami.

A zatem jakie to propozycje?

Często ewangelizacja, zwłaszcza nowa, kojarzy się z rodzajem wieczoru uwielbieniowego albo koncertu ze świadectwami, który prowadzi jakaś grupa charyzmatyczna. Do mojej parafii też zgłosiła się taka grupa, około 60 osób. Zrobili koncert ze świadectwami. Po jakimś czasie znów przyszli z tą propozycją, a ja się na to nie zgodziłem, ponieważ ich oferta jest kierowana do ludzi, którzy i tak przychodzą do kościoła. Zaprosiłem ich na festyn w czasie odpustu parafialnego. Wówczas na placu przy kościele zjawia się bardzo dużo osób – około 700, tylko dlatego, że jest darmowa kiełbasa i kaszanka, a także można wygrać rower górski, kupując cegiełkę. Zaproponowałem, aby członkowie tej grupy wyszli do tych 700 osób i próbowali z nimi porozmawiać. Stwierdzili, że tego nie widzą, że to jest trudne. Wymyśliliśmy więc, że zrobimy folder parafialny, gdyż we wspólnocie działa ok. 30 grup, każdy może się w jakiejś odnaleźć – czy to w charytatywnej, czy w zespole sportowym. Oni mieli wyjść z tym folderem do ludzi, którzy przyjdą na festyn, i starać się z nimi rozmawiać o parafii, Ewangelii itd. Na drugi dzień po odpuście przyszli i stwierdzili, że mam bardzo trudną parafię. Opowiadam to, aby zwrócić uwagę, że nie możemy robić pozorów ewangelizacji. Taki koncert uwielbieniowy to fajna sprawa, tylko czy to trafia do ludzi, którzy są poza Kościołem... Chodzi o spotkanie z konkretną osobą. To jest pierwsza propozycja. O tym mówi ostatnia watykańska instrukcja o nawróceniu duszpasterskim parafii.

W jaki sposób więc realizować spotkanie z drugim człowiekiem?

W myśl tej instrukcji ewangelizować mają wszyscy, nie tylko duchowni czy osoby konsekrowane, ale wszyscy wierni, którzy zostali ochrzczeni. Jeśli chodzi o księży, staramy się wykorzystywać te sytuacje, które są nam dane, czyli w kancelarii, na katechezie, w kościele i przed nim. Możemy też formować liderów. Ja w parafii mogę liczyć na mniej więcej 150 osób. Tych ludzi chcę wysyłać do innych.

Może stworzyć z nich grupę ewangelizacyjną?

Próbowaliśmy to robić, wysyłając ewangelizatorów do domów, ale to nie zawsze działa. Jeżeli wszyscy uważamy się za uczniów, zarówno świeccy, jak i duchowni, i jak uczniowie w Ewangelii czujemy się posłani, to nie musimy specjalnie stawać na rogach ulic i wykrzykiwać jak protestanccy kaznodzieje, bo zostaniemy uznani za dziwaków. Jako uczniowie mamy ewangelizować w tym miejscu, gdzie żyjemy, wykorzystując okazje, które nam Pan Bóg stworzył, np. w pracy, wśród sąsiadów.

Jak ewangelizować bez słów, pouczeń, wezwań?

Bardzo często funkcjonujemy w „chrześcijaństwie lingwistycznym”, czyli na poziomie języka. A chrześcijaństwo to proza życia. Jeden z ojców soborowych mówił, że idee sprawdzają się na bruku. Chodzi o świadectwo życia. Nie można ewangelizować bez wewnętrznego nawrócenia. Trzeba żyć wiarą na co dzień, wszędzie przyznawać się do Jezusa, do Kościoła. Nie chodzi o obronę na zasadzie, że za wszelką cenę staramy się usprawiedliwić wszystko, co się w Kościele zdarza, nawet złe rzeczy. Chodzi o przyznawanie się do tego, że jestem członkiem tej wspólnoty, która nie jest idealna, ale jest dla mnie ważna, jest wspólnotą wiary, w której ja się odnajduję i w której spotykam Chrystusa. Trzeba też dać się prowadzić Bogu. Jeszcze jako wikariusz w pierwsze piątki odwiedzałem z Komunią panią Elżbietę. Ona rok po ślubie ciężko zachorowała i nie mogła wstać z łóżka, a nawet się przeżegnać. Przeleżała tak 36 lat. Jednak mimo że nie mogła przychodzić do kościoła, żyła parafią. Mąż jej nie opuścił, sąsiedzi ją odwiedzali, w jej mieszkaniu organizowaliśmy Msze. Widać było, że w niej jest życie Chrystusa. Wychodziłem stamtąd tak naładowany jej świadectwem, wiarą, że to wystarczało mi na długi czas, pozwalało zapomnieć o różnych swoich kryzysach.

Zbliża się kolęda i w związku z pandemią pojawia się problem, czy księża powinni odwiedzać wiernych w domach. Jaka jest Księdza opinia w tej sprawie?

To jest trudne, bo nie wiadomo, jak rozwinie się pandemia. Sens kolędy polega na indywidualnym spotkaniu. Idę do swoich parafian i widzę, jak mieszkają, jakie mają problemy, czy ktoś potrzebuje pomocy materialnej, wsparcia duchowego, a może boryka się z problemem alkoholizmu czy narkomanii... Dlatego kolęda indywidualna jest nie do zastąpienia. Nie chcę, abyśmy zostali posądzeni o to, że idziemy za wszelką cenę, aby zebrać pieniądze, choć oczywiście w wielu parafiach ofiary wówczas składane są bardzo istotne dla ich utrzymania. Jeśli kolędy nie będzie można przeprowadzić normalnie, to powinna odbyć się na zaproszenie, oczywiście z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. W mojej parafii świecki, który jest pomocnikiem księdza, najpierw idzie po mieszkaniach i pyta, kto przyjmie kapłana, a potem przynosi nam listę osób, do których możemy pójść z kolędą. Są też pomysły, aby przesunąć kolędę na inny miesiąc, nie musi być w styczniu, może się odbyć także np. w kwietniu.

Wyzwania duszpasterskie to jeden z głównych tematów obrad zebrania plenarnego episkopatu, które odbyło się w Łodzi i Pabianicach. Ksiądz był moderatorem jednej z grup tematycznych. Czy udało się wypracować jakieś propozycje pracy duszpasterskiej?

Rozmawialiśmy głównie o tym, co zrobić, aby parafia była wspólnotą, jak ją tworzyć. To zagadnienie uznaliśmy za najistotniejsze obecnie wyzwanie duszpasterskie w Kościele w Polsce. Z badań socjologicznych, które przeprowadziliśmy na Uniwersytecie Łódzkim w czasie synodu naszej archidiecezji, wynika, że trochę inaczej czują parafię osoby świeckie, a inaczej osoby duchowne. Za wspólnotę uważa ją prawie 45 proc. świeckich, a prawie 68 proc. duchownych. Te rozbieżności pokazują jasno, że nie zawsze o to samo nam chodzi. Warto zadać sobie pytanie, czy nie stawiamy za wysoko poprzeczki, idealizując wspólnotę parafialną. Ja najlepiej odnajduję się w grupie biblijnej, w której wszyscy ludzie są po przejściach, potrzaskani, ktoś z problemem alkoholizmu, inny – hazardu, ludzie po rozwodach itd. To też jest wspólnota parafialna. W „Zbrodni i karze” Dostojewskiego w spowiedzi Marmieładowa pojawia się pytanie, dlaczego Chrystus przyjmuje do szczęścia wiecznego złych i pijaczków, a Chrystus odpowiada, że dopuszcza ich dlatego, że oni nigdy nie uważali się za godnych tej łaski. Ja wolę taką wspólnotę. Nie uważa się za godną pochwały, nie czuje się zbyt dumna. Ona będzie ewangelizowała, ci ludzie pójdą do innych. W tej grupie jest osoba, która chwali się, że sprząta w supermarkecie i ma kierowniczkę, która nie chodzi na Msze, jest negatywnie nastawiona do Kościoła, ale mimo to rozmawia z nią o tym, co usłyszała w niedzielnej Ewangelii. Wspólnota ewangelizująca nie jest idealna, nie składa się z idealnych ludzi. Jeżeli dojdzie do takiego wniosku, to już po niej.

Jak taką wspólnotę zbudować?

Wspólnotę trzeba budować w trzech etapach – dotyczy to nie tylko świeckich, ale też duchownych. Najpierw relacja, potem spotkanie, a dopiero potem wspólnota. Jeśli nie chcę relacji z innym człowiekiem, mam ją tylko z własnym lustrem, jestem samowystarczalny, to nie ma szans na zbudowanie czegokolwiek. Drugim wymiarem jest spotkanie z innym. Jeśli będę nastawiony tylko na przemawianie, zamknięty na głosy z zewnątrz, na krytykę, to nigdy nie zweryfikuję tego, czy jestem gotów pójść z Ewangelią do drugiego człowieka, i też nic z tego nie wyjdzie. Ze spotkania tworzy się wspólnota. Jeśli ma ona świadomość, że nie jest idealna, ale chce nieść Chrystusa innym ludziom, to jest szansa, że będzie żywa.•

Ks. Wiesław Kamiński

proboszcz parafii świętych Piotra i Pawła na łódzkim Widzewie oraz diecezjalny duszpasterz głuchych w archidiecezji łódzkiej.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6