Dostałem obuchem w łeb

O ewangelizacji przy puszczaniu baniek i wyrywaniu chwastów opowiada ks. Teodor Sawielewicz.

Marcin Jakimowicz: Spoglądam na statystyki i tysiące ludzi śledzących TeoBańkologię w mediach społecznościowych i widzę, że idzie Ksiądz jak burza… Nie patrzy Ksiądz rano w lustro: „No, ma się trochę charyzmatów”?

Ks. Teodor Sawielewicz: Nie. (śmiech) Wiem, że to dzieło Boże, które dostałem w zarząd, i często czuję się jak dzieciak, który dostał miotacz ognia i nie bardzo wie, co z nim zrobić. A gdy patrzę w lustro, to przede wszystkim dziękuję Bogu za charyzmat kapłaństwa i za to, jak wiele zawarł w tym pakiecie…

„Co wy możecie zrobić? – słyszę często – najwyżej się pomodlić”. To dla świata szczyt bezradności…

Modlitwa naprawdę ma ogromną moc, widzę to choćby po spływających do mnie świadectwach internautów, ale – uwaga! – nie załatwi za nas wszystkiego. Łatwo sobie nią „wytrzeć buzię” w myśl zasady: nie będę działał, tylko się pomodlę. Modlitwa nie „załatwi” za nas psychoterapii, terapii rodzinnej, wizyt u lekarza, pracy nad sobą. Chrześcijańska postawa to ora et labora – módl się, ale i pracuj. Są jednak chwile, gdy Bóg pokazuje nam to, że jesteśmy bezsilni. Wówczas pozostaje nam tylko (i aż!) modlitwa.

Ma Ksiądz doświadczenie tego, że gdy jest padnięty i ostatnią rzeczą, o jakiej marzy, jest nagranie kolejnej części Różańca, to wówczas Pan Bóg mówi: „wchodzę” i zaczyna działać?

Jasne. Ja w pewnym momencie miałem świadomość, że przez moją nieroztropność w dysponowaniu czasem doszedłem do ściany. Byłem wykończony, organizm słabo funkcjonował… Trzymało mnie wówczas jedynie zobowiązanie do służby. Zresetowałem się trochę, odpuściłem, postawiłem granice i staram się nie doprowadzać się do takiego stanu. Wewnętrzny głos podpowiadał mi, gdy uważałem, że za dużo ode mnie zależy: „Twój czas jest w moich rękach”.

Często miewał Ksiądz pokusę, by rzucić tę całą internetową ewangelizację? Zwłaszcza na początku, gdy nie było jeszcze tak masowego odbioru?

Nie. Z jednego powodu: to moja ogromna pasja. Kocham to, co robię. Zaczynałem wcześnie, bo tuż po święceniach kapłańskich. Czułem się czasami jak żeglarz, który wypływa na bezkresny ocean, wierząc, że prędzej czy później znajdzie ląd i dotrze do celu. Dziś widzę owoce tego wyruszenia w ciemno…

Gorliwy kleryk Teodor miał pomysł nawracania przez media społecznościowe połowy kraju, a przełożeni mówili: „Stop”. Tupał Ksiądz nogami?

Zdarzało się. (śmiech) Ale byłem posłuszny. Trafiłem do seminarium jako niemal trzydziestolatek, a powiedzenie takiemu facetowi: „Nie możesz”…

…grozi śmiercią lub trwałym kalectwem…

Aż tak to nie. (śmiech) Ale takiemu człowiekowi jest trudniej wejść w tryby posłuszeństwa. Dziś widzę, że polecenia przełożonych były dobre. To był czas…

…umierania ziarna?

Nauki tego, że nie przygotowuję dzieła „dla siebie”, ale dla Niego. Czasem z ciężkim sercem przyjmowałem polecenia rektora. Potrzeba dużej wiary, by zgodzić się, że posłuszeństwo wyda owoc, poddać się odgórnemu prowadzeniu i uznać, że moje środki, pomysły nie są najlepsze. Doświadczyłem, że posłuszeństwo jest gwarantem tego, że Bóg błogosławi dzieło i jego przyszłe owoce. Zanim trafiłem do seminarium diecezjalnego, byłem w 2010 roku w nowicjacie karmelitańskim. Tam już na początku przekonałem się, czym jest posłuszeństwo. Na przykład wykonując mą „ukochaną” czynność, czyli pielenie grządek. Miałem dłuuu- gie godziny na rozmyślanie o posłuszeństwie…

I odtąd Księdza ukochaną Ewangelią jest ta o niewyrywaniu chwastów…

A nie! Mój ukochany fragment, ten z obrazka prymicyjnego, brzmi: „Przyszedłem, by owce miały życie i miały je w obfitości”. Rozumiem go dwojako. Wiem, że chodzi w nim o Jezusa, który daje mi życie w obfitości, ale jest to również zadanie dla mnie – to istota mojego kapłańskiego powołania. Mam prowadzić ludzi do życia w obfitości, a nie wegetowania na pół gwizdka.

Skąd się wzięła TeoBańkologia? Mała siostra Magdalena przypominała młodym siostrom: „Nie bójcie się wyruszać na wszystkie kontynenty lekkie, lżejsze od mydlanych baniek”.

Bańki są ładne, a jednocześnie niezwykle delikatne, kruche jak nasze życie i znakomicie obrazują wiele prawd wypływających z Ewangelii…

Martwi się Ksiądz o Kościół?

I tak, i nie. Z jednej strony wierzę, że „bramy piekielne go nie przemogą”, a z drugiej znam miejsca, gdzie po dynamicznych, tętniących życiem wspólnotach chrześcijańskich nie pozostało nic.

Wystarczy pojechać do Turcji…

…czy na Bliski Wschód. Mam jednak nadzieję, że dzięki wierze Polaków obronimy się w jakiejś mierze przed dechrystianizacją, a wszystkie „wilki w stadzie” są szansą na oczyszczenie i doskonalenie naszej wiary. Wiem, że i chwasty, i pszenica muszą razem rosnąć do sądu ostatecznego. Gdyby ich nie było, nie byłoby tak dorodnej pszenicy. Dorastamy przecież pośród pokus, przeciwności. Inaczej byśmy się nie rozwijali… Być może chrześcijaństwo w Polsce nie będzie dominujące, może nawet zejdzie do katakumb, ale mam nadzieję, że będzie zaczynem powodującym wzrost, solą nadającą smak.

Ruszacie niebawem z Rodzinną Nowenną Pompejańską…

Tak! Ponieważ mam przekonanie, że w zdrowych rodzinach będą rodziły się zdrowe, święte powołania, zapraszam od 16 października do modlitwy za najbliższych w formie Nowenny Pompejańskiej… To niemożliwe, by wiara, nadzieja i miłość nie promieniowały! Dlatego zapraszam do modlitwy za osoby, które są nam najbliższe. Aż do 8 grudnia będziemy modlili się za członków naszej rodziny, czyli np. za wujka Bronka, babcię Stefanię… Każdego dnia o 20.30 będą wieczorne transmisje na żywo na kanale i fanpage’u TeoBańkologia. Poczucie jedności bardzo motywuje, a człowiek, wiedząc, że nie jest sam, jest zdolny do wykrojenia godziny czy półtorej, by trwać na modlitwie z innymi. W pierwszą nowennę, którą zaproponowaliśmy od 13 maja do 5 lipca, włączyło się kilkadziesiąt tysięcy osób. Wtedy wszyscy modlili się w jednej intencji – o nawrócenie grzeszników. Teraz proponujemy intencję: „o wiarę, nadzieję i miłość dla mojej rodziny”.

Pisałem kiedyś tekst o pompejance i byłem przerażony, gdy ludzie opowiadali: „Wchodzę w tę formę, by otworzyć oczy Panu Bogu na to, że mój mąż pije albo syn zdradza żonę”. Naprawdę musimy otwierać oczy Bogu, by zwrócił na nas uwagę?

Nie musimy. Takie myślenie bierze się z pychy. Żyjemy w takim zakłamaniu, że wielu z nas wydaje się, że już jesteśmy wierzący, kochający, oczyszczeni, i teraz wypada się jedynie modlić o zdrówko i nawrócenie innych. Bardzo pobożne życzenia. Brakuje nam głębokiego poznania siebie, swoich braków i tego, jak bardzo potrzebujemy nawrócenia przez pogłębienie wiary, nadziei i miłości.

W czasie, gdy prowadzi Ksiądz w sieci Różaniec, na dole płynie fala komentarzy. Większość to prośby „o zdrowie dla…”. Rzadko widać wpis: „dziękuję”.

To niestety prawda. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej ludzie składają intencje, gdy pojawi się hasło „przypadki beznadziejne”… Rzeczywiście, gdy proszę, by złożyli Bogu dziękczynienie, jest o wiele mniej wpisów. Z czego to wynika? Z małej wiary….

Co stało się w PKS-ie, w którym jechał młodziutki Teodor, uczeń drugiej klasy liceum?

Oj, sporo. (śmiech) Jechałem na szkolne rekolekcje, które postrzegałem jako trzy dni wolne od szkoły. Miałem wtedy pod ręką maleńką Biblię. I właśnie w tym PKS-ie przeżyłem coś, co było przed wiekami doświadczeniem św. Augustyna. Przeczytałem dialog Jezusa z niewidomym i to Słowo mnie sieknęło. Rozłożyło na łopatki. Dostałem obuchem w łeb. Jezus pyta: „Co chcesz, abym ci uczynił?” i słyszy: „Abym przejrzał”. Przez kilka dni chodziłem i powtarzałem w zachwycie: „Panie, abym przejrzał!”.

Po co Jezus zadaje to pytanie? Przecież wszyscy dokoła wiedzą, co „niewidomy chce, by mu uczynił”… Darł się przecież wniebogłosy…

Wrócę do intencji, z jakimi podchodzimy do Nowenny Pompejańskiej. Dlaczego miałbyś się modlić o wiarę, skoro wydaje ci się, że już ją masz? Wydaje się nam, że widzimy, a… jesteśmy ślepi. Nasza wiara jest często katolickopodobna. Stąd to konkretne pytanie Jezusa. Faryzeuszom też wydawało się, że widzą, ale Jezus bez owijania w bawełnę wyprowadzał ich z błędu. Tylko osoba, która pokornie uzna swą ślepotę, może zawołać: „Panie, abym przejrzał!”. I ujrzy światło, które rozprasza ciemności. •

Ks. Teodor Sawielewicz

wikary w Oleśnicy (archidiecezja wrocławska). Prowadzi popularny kanał i fanpage TeoBańkologia w mediach społecznościowych.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8