Nie gramy w teatrze

O spotkaniach bez piuski, mentalności ewangelizatora i leku na „drugą Irlandię” mówi bp Adrian Galbas.

Zdaniem części katolików temat wykorzystywania seksualnego przez duchownych jest wyolbrzymiony przez media.

To niech się bezpośrednio spotkają z ofiarą. Mnie takie spotkania ostro i boleśnie uświadomiły, że jest różnica między popełnionym czynem i cierpieniem spowodowanym przez ten czyn. Tego często nie rozumiemy w podejściu do ofiar. Nie rozumiano tego także w Irlandii – wiem to od mojego irlandzkiego współbrata. Czyn miał miejsce wiele lat temu, ale cierpienie, które on spowodował, trwa do dzisiaj. To wszystko jest obecne w tej osobie tak, jakby się działo dziś i jakby było nieustanne. Dopóki tego nie zrozumiemy, ofiara nie będzie ważna. Będziemy powtarzać słowa, które ranią: że to było dawno, że przesada, że inne środowiska też tak robiły. To, czy u nas będzie jak w Irlandii, czy tak nie będzie, bardzo zależy od tej chwili, od tego, czy będzie w nas realna, konkretna troska o każdą ofiarę i czy będziemy bezkompromisowi, zdecydowani w ujawnianiu każdej takiej sytuacji i robieniu wszystkiego, by to nie miało nigdy więcej miejsca.

Mam wrażenie, że bez zaangażowania świeckich w ten temat to niewykonalne.

Świeccy są ciągle tym śpiącym olbrzymem, którego należy obudzić.

A może olbrzymem już dawno przebudzonym, ale zderzającym się ze szklanym sufitem? Fajnie, że są ci świeccy, ale niech się za bardzo nie wtrącają. Nie jest tak?

Ma pan rację. Ostatnio czytałem ponownie „Christifideles laici” Jana Pawła II. Adhortacja ukazała się w 1988 roku, ale równie dobrze mógłby ją napisać dzisiaj papież Franciszek To jest ciągle aktualne. Dokument podkreśla, że świeccy są w pierwszym rzędzie Kościoła, i wzywa, by im zaufano, by mogli swoje charyzmaty i talenty wykorzystywać w służbie ewangelizacji. Pierwszy krok muszą tu zrobić duchowni. Tak jak w relacji między biskupami a księżmi pierwszy krok musi wykonać biskup, żeby te relacje były bardziej braterskie, naturalne, tak w relacji duchowni–świeccy pierwszy krok należy do duchownych. Tu chodzi o współpracę, o dzielenie się ze świeckimi realną odpowiedzialnością za Kościół. Bo to jest też ich Kościół! Człowiek świecki w wielu sprawach ma kompetencje dużo wyższe od duchownego. Nie wystarczy delegowanie świeckim roboty do zrobienia, a potem jej sprawdzanie i ocenianie. Czy proboszcz musi w parafii decydować o wszystkim, nawet o tym, jakie kwiaty mają być ustawione przed ołtarzem? Monarchistyczny model bycia ze świeckimi nie ma nic wspólnego ze współpracą. Ludziom odbiera się w ten sposób chęć do działania. A potrzebna jest dojrzała współpraca, wyrastająca z przekonania, że to jest nasz Kościół, który kochamy i za który odpowiadamy. Mamy w nim taki sam chrzest, taką samą godność, choć różne funkcje i zadania do spełnienia.

Po stronie świeckich też jest trochę winy, gdy należny szacunek mylony jest z czołobitnością, a zamiast inicjatywy funkcjonuje wygodne przekonanie, że „ksiądz wszystko zrobi”. Ten klerykalizm działa w obie strony.

Oczywiście, klerykalizm bywa wygodny zarówno dla duchownych, jak i dla świeckich. Na spotkaniach z radami duszpasterskimi pytam świeckich, jakie ich pomysły zostały w parafii zrealizowane. I gdy słyszę, że takie były, że to i to się udało, to mam pewność, że tam jest współpraca. Ale gdy po tym pytaniu zapada cisza, to wiem, że jeszcze jest tam dużo do zrobienia.

Dopóki nie będzie mocnego tąpnięcia, nie będzie przebudzenia? Czy musi być tak, że dopiero gdy w kościele będą trzy osoby, a nie trzysta, gdy w kasie parafialnej będzie pusto – i nie mówimy o sytuacji pandemii – to wtedy zmieni się mentalność?

Kryzys najczęściej okazuje się błogosławieństwem w życiu człowieka i pewnie także w życiu wspólnoty, pod warunkiem, że został dobrze przeżyty, że zostały postawione pytania o to, co mnie wprowadziło w ten kryzys, dlaczego się w nim znalazłem i co mogę zrobić, by z tego wyjść i by drugi raz nie wpadać do tej samej dziury. A poza tym kryzys pokazuje naszą słabość i kruchość, ale też, że jest Ktoś, kto w tym wszystkim jest Opoką. Ta doświadczona kruchość sprawia, że chcemy być bliżej Opoki. Jeśli więc, jak mówią niektórzy, mamy kryzys w polskim Kościele, to oby jego skutkiem była odnowiona gorliwość oraz ufność i miłość do Chrystusa. Wtedy będzie to kryzys błogosławiony.•


Bp Adrian Józef Galbas

Doktor teologii duchowości. Należy do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów. W latach 2011–2019 był prowincjałem Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu. 12 grudnia 2019 roku został mianowany biskupem pomocniczym diecezji ełckiej. Sakrę biskupią przyjął 11 stycznia 2020 roku. Pochodzi z Bytomia. Ma 52 lata.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11