Zakochana po uszy

Doskonale wiedziała, o czym mówił Nauczyciel: „Komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Wiele jej odpuszczono. Dlatego kochała do szaleństwa. Maria z Magdali przynosi nadzieję Kościołowi, z którego Mesjasz wyrzuca siedem demonów. „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.

Jej życie? Ciemność zmagająca się z blaskiem, jasność z cieniem.

To ona udziela mi najważniejszych lekcji wiary. Zmartwychwstały przychodzi, gdy „jeszcze jest ciemno”. W płaczu. Woła mnie po imieniu. Mogę Go nie rozpoznać i pomylić ze zwykłym ogrodnikiem. Maria z Magdali uczy mnie wierności. Woła: „zabrano Pana”, a nie „zabrano ciało” (jak wiele to zdanie mówi o jej miłości!). Czuwa przy grobie, gdy apostołowie rozdrapują rany i wchodzą w piekło samooskarżenia. Gdy do nich przybiega, by podekscytowana zawołać: „On żyje!”, zderza się z murem ich niewiary. Samo życie…

Siedem demonów

Siedem złych duchów – to brzmi naprawdę groźnie. Choć tradycja widzi w Marii cudzołożnicę, ani razu w Biblii nie znajdziemy potwierdzenia tej teorii. Czy można utożsamiać towarzyszkę Jezusa, urodzoną w rybackiej Magdali nieopodal Tyberiady na zachodnim brzegu jeziora Genezaret, z prostytutką, która obmyła Jego stopy drogocennym nardowym olejkiem? Nic na to nie wskazuje.

W pierwszych wiekach porównywano ją do samego św. Piotra – przewodnika apostołów. Maria Magdalena była liderką wspólnoty kobiet. Apostołką apostołów, jak określili ją św. Hipolit, teolog początku III wieku, i św. Augustyn. Święty Roman Hymnograf, uważany za jednego z największych poetów Kościoła greckiego, pisał o niej: „czcigodna, szlachetna, mądra, nosząca Boga w sercu, rozważna, bogobojna, przykład życia cnotliwego, członek zgromadzenia apostołów”.

Dlaczego zatem utożsamiamy ją z kobietą lekkich obyczajów? Zawinił… papież Grzegorz Wielki, który w VI wieku przyrównał ją do nieznanej z imienia jawnogrzesznicy namaszczającej w domu Szymona nogi Mesjasza. A może błędny pogląd o niemoralności Magdaleny bierze swe źródło z tłumaczenia słowa migdala, oznaczającego „zaplatanie włosów”?

Wiemy z pewnością jedno: to kobieta po przejściach, która została uwolniona od siedmiu złych duchów (Łk 8,1-2). Biblijna siódemka sugeruje pełnię, można więc przypuszczać, że demony czuły się w niej jak u siebie w domu. Zawładnęły nią w pełni. Była opętana? A może to metafora choroby psychicznej? Nie wiemy. Jedno jest pewne: spotkanie Tego, który „objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3,8), wywróciło jej życie do góry nogami. Nie było to jedyne trzęsienie ziemi, jakie przeżyła…

Płacz Golgoty

Gdy umierał rozpięty między niebem a ziemią Baranek bez skazy, „zadrżała ziemia, a skały zaczęły pękać”. Maria z Magdali była świadkiem tych wydarzeń. Występowała w trzech kulminacyjnych momentach dramatu odkupienia: podczas śmierci, pogrzebu i przy pustym grobie Jezusa. Stała pod krzyżem jako jedna z trzech Marii: obok matki i cioci Jezusa.

Często, spoglądając na „spis lokatorów” naszych świątyń, rzucamy ironiczne: „Kościół żeńskokatolicki”, ale, po prawdzie, w najważniejszej chwili świata, gdy umierał Syn Boga, pod krzyżem stały trzy kobiety i tylko jeden z uczniów. Czy to papierek lakmusowy psychicznej kondycji płci? A może test wierności?

Zmartwychwstanie kojarzymy z blaskiem, snopem światła rozdzierającym kryjące ziemię ciemności. Z kosmiczną eksplozją, atomowym rozbłyskiem jak na obrazie Matthiasa Grünewalda. A Jezus, jak czytamy w Ewangelii, zmartwychwstał „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno”. Złamał pieczęć śmierci w mroku. Gdy zapłakana Maria Magdalena przybiegła pod grób, było ciemno. Gdy stała, płacząc, po raz kolejny doświadczyła trzęsienia ziemi. Dosłownie i w wymiarze duchowym. „A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, odsunął kamień i usiadł na nim”.

Wierna jak pies

„Jest wierna. Jak pies waruje przy grobie. Nie mówi: »Zabrano ciało«, ale »zabrano Pana«. Tak potrafi kochać tylko kobieta” – doskonale pamiętam każde słowo tych rekolekcji. Zabranie na kilka dni do Bukowiny Tatrzańskiej grupki rozwydrzonych śląskich licealistów groziło śmiercią lub trwałym kalectwem. Na szczęście o. Tomasz Golonka zaryzykował. Gdy przy stole jak zwykle zrobiło się gęsto od szyderki i wygłupów, dominikanin wyciągnął magnetofon i puścił jakąś kasetę. „Twój Bóg tęskni za tobą. Wiem: rasowy teolog nigdy tak nie powie. Ale to prawda: twój Bóg tęskni. Stoi przed tobą bezbronny i nieśmiały” – mówił spokojnym głosem jakiś zakonnik. „To o. Michał Zioło” – wyjaśnił ktoś obok. W kuchni zapadła cisza jak makiem zasiał. Ojciec Michał (wówczas jeszcze dominikanin, nie trapista) opowiadał o Marii Magdalenie. O jej wierności, tęsknocie.

– Fakt ukazania przez Jana Marii Magdaleny jako świadka pustego grobu może zaskakiwać, gdyż w świecie żydowskim I stulecia świadectwo kobiet nie miało waloru prawnego – wyjaśnia ks. prof. Mariusz Rosik. – Jednak ewangeliści podkreślają, że to właśnie kobiety były tymi, które pierwsze zauważyły fakt pustego grobu. Właśnie świadectwo kobiet stało się „kamieniem węgielnym” wiary paschalnej.

– Od tamtej pory rolę niewiast względem nas odgrywa Kościół. Przychodzi do nas każdej Wielkanocy i każdej niedzieli, i w każdej Eucharystii i oznajmia nam prawdę o zmartwychwstaniu – podsumowuje abp Grzegorz Ryś.

I jeszcze jeden niezwykle istotny detal. Po rozmowie z aniołami Maria „odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus”. – Określenie to sugeruje, że musiała przynajmniej odwrócić twarz w kierunku Jezusa, gdyż pełen obrót następuje dopiero po chwili. „Jezus rzekł do niej: »Mario!«, a ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego »Rabbuni« – opowiada ks. Rosik. – Jeśli po dokonaniu dwukrotnego zwrotu jej ciało zmieniło pozycję o 180 stopni, oznacza to, że pierwszy obrót był najprawdopodobniej jedynie zwróceniem głowy w stronę „ogrodnika”, całe zaś ciało pozostawało jeszcze naprzeciw grobu. Taki zwrot nie wystarczył, by rozpoznać Jezusa. Potrzeba całkowitego pozostawienia w tyle, za plecami, grobu, grzechu i śmierci, by w pełni rozpoznać zmartwychwstałego Jezusa. Początek nowego życia możliwy jest dopiero po całkowitym zerwaniu z dawnym.

Nie zatrzymuj Mnie!

„Za potokiem Cedron był ogród” (J 18,1). To samo słowo powraca pod koniec historii męki: „W miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród” (J 19,41). Poprzez słowo „ogród” św. Jan czyni aluzję do historii raju i pierwszego grzechu. W ogrodzie syk węża wprowadził Adama i Ewę w śmierć. W ogrodzie Ten, który jest Słowem, zamknął usta demonowi. W ogrodzie doszło do zdrady i zranienia śmiercią, ale ten sam ogród jest również miejscem spotkania ze Zmartwychwstałym.

„Mario!” – woła Jezus apostołkę apostołów, która myli Go ze zwykłym ogrodnikiem. „To imię obudziło w niej wszystko. Całą historię życia, w które On z mocą wkroczył kilka lat wcześniej, uwalniając ją z mocy siedmiu złych duchów, a więc w sytuacji, gdy była niemal całkowicie opanowana przez zło – opowiada abp Ryś. – W Jego ustach jej imię odzyskiwało swą treść. Maryam po aramejsku znaczy „pani”. I gdy On je wypowiadał, nie brzmiało jak drwina; chociaż to właśnie On wiedział najlepiej, że przez lata była raczej „niewolnicą” niż „panią”. Zmartwychwstały mówi do nas po imieniu. Mario! Anno! Piotrze! Iwono! Zofio! Adamie! Ewo! Grzegorzu! Jakie treści wywołuje z naszej pamięci nasze imię? Jaką historię przeżytą z Chrystusem? Jaką przemianę? Jakie nawrócenie? Jakie wyzwolenie? Czy Chrystus ma się do czego w naszym życiu odwołać?

„Rabbuni” – odpowiada zaskoczona Maria. – „Mój panie, mistrzu, nauczycielu”. A po chwili słyszy zdumiewające: „Noli Me tangere”: „Nie zatrzymuj Mnie”. Czy człowiek ma tak potężną moc, by zatrzymać samego Boga?

A może chodzi o to, że Maria jest tak zachwycona spotkaniem z Jezusem, że pragnie Go sobie przywłaszczyć? Papież Franciszek, który przed czterema laty jej wspomnienie podniósł do rangi święta, w książce „Święty Jan Paweł II Wielki” pisze: „Jezus mówi, że stoi u drzwi i kołacze. W tekście Biblii niewątpliwie chodzi o to, że puka On z zewnątrz, aby wejść. Lecz myślę o przypadkach, gdy Jezus puka od wewnątrz, aby pozwolić Mu wyjść na zewnątrz. Egocentryczny Kościół rości sobie prawo do zatrzymania Jezusa dla siebie i nie dopuszcza do tego, aby wyszedł On do innych”.

Współczesna popkultura jest często bezradna wobec relacji Marii Magdaleny i Jezusa i opakowuje ją w namiętne czy wręcz wulgarne, ociekające perwersją obrazy. A to miłość w najczystszej postaci! Konkretna do bólu lekcja, że „komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Nadzieja dla mnie i dla Kościoła, z którego Mistrz na naszych oczach wygania siedem demonów. „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7