Ewangelia z trzciną cukrową

O kraju kawy, czarach sanguma i odkrywaniu na nowo Ewangelii opowiada bp Dariusz Kałuża z górskiej diecezji Goroka w Papui- ‑Nowej Gwinei.

Krzysztof Błażyca: Trudno nie spytać na początku: do Was też dotarła pandemia?

Biskup Dariusz Kałuża: Oficjalnie potwierdzono 8 przypadków. Wszystkie wyleczone. Choć prawdą jest, że nie ma u nas testów, aby sprawdzić, jaka jest rzeczywista sytuacja. Ten pierwszy przypadek to był Australijczyk pracujący na wybrzeżu. Od razu został odesłany do kraju. Zamknięto granice. Więc reakcja była szybka. U nas na początku pozamykano szkoły, wprowadzono limity w kościołach. Po dwóch tygodniach zluzowano, ale cały czas zaleca się dystans, co najmniej 1 metr. Choć u nas to trudne. Tutejsze budynki to małe „chatki”. Jedna wspólnota przyjdzie i już pełny kościół. I trudno powiedzieć ludziom, by nie siadali obok siebie. Poza tym u nas jest taka kultura, że musisz się przywitać, kiedy przybywasz do wioski. Ludzie cię za nogi obejmują. I jak teraz powiesz, że nie, bo jest niebezpiecznie, więc nie możemy się witać… Ale Bogu dzięki nie ma przypadków, by ludzie zaczęli chorować czy umierać. Myślę, że powoli wracamy do normalności.

Największe zaskoczenie w poznawaniu tej kultury?

Jestem tu już 23 lata. Najbardziej mnie urzeka otwartość ludzi. Szczególnie tu, w górach. Wydają się mieć surowe twarze, ale serca mają otwarte, gościnne. Dla nich najważniejsza jest wspólnota. Nie tylko najbliższa rodzina, ale to, co się dzieje w wiosce. Można powiedzieć, że wspólnota była takim katalogiem moralnym, zanim przyszło tu chrześcijaństwo. To, co jest dobre dla wspólnoty, jest traktowane jako dobro. Nawet jeśli wspólnota powie: „Idziemy się bić”, ale dla dobra wspólnoty, to jest to akceptowalne.

Gdy jestem w Polsce, zawsze opowiadam, że u nas, na Papui, nie ma wciąż potrzeby tworzenia sierocińców czy domów starości. Coś takiego, aby porzucać dzieci lub zostawiać starszych bez opieki, w tutejszej mentalności nie istnieje. To jeden z aspektów wspólnotowości.

Kościół na Papui jest młody. Jakie były początki?

Trudno wyznaczyć jedną datę rozpoczęcia misji w Papui-Nowej Gwinei. Na różnych wyspach zaczynało się to w różnym czasie. Ale zawsze początki były trudne. Jednymi z pierwszych byli misjonarze posłani przez Pontyfikalny Instytut dla Misji Zagranicznych z Mediolanu, znany jako PIME. W 1852 roku wysłano dwie grupy misjonarzy: jedną na wyspę Rook, a drugą na wyspę Woodlark. Misja zakończyła się trzy lata później przepędzeniem misjonarzy i zamordowaniem Jana Mazzucconiego, który został błogosławionym. Na początku XX wieku wiele zgromadzeń zakonnych rozpoczęło misje jeszcze raz. Zależnie od regionu byli to werbiści, misjonarze Najświętszego Serca, maryści… Do Goroki, gdzie jestem, pierwsi misjonarze dotarli dopiero na przełomie lat 1951 i 1952. To w samym środku Papui, wcześniej myślano, że tam nie ma ludzi. A kto wszedł w dżunglę, ten nie wracał. No a potem Australijczycy zaczęli docierać w głąb wyspy i misjonarze za nimi – za zgodą australijskiego rządu.

Ojciec też wchodził w dżunglę?

(śmiech) To zależy gdzie. Dziś mamy stacje misyjne zlokalizowane tak, że samochodem dojadę pod sam kościół. Ale są i takie, że trzeba do jakiegoś punktu podpłynąć, a potem – „z buta”. Zanim zostałem biskupem Goroki, byłem misjonarzem w diecezji Madang. Tamtejszy biskup posłał mnie wtedy na Saidor. Piękna stacja misyjna. Sześć godzin płynęliśmy tam łódką na otwartym morzu. Dobrze, że pogoda nam sprzyjała. Ja wtedy niestety założyłem krótkie spodnie. Spiekło nas tak, że potem nie mogłem usiąść. Miałem takie barwy narodowe, biało-czerwone. (śmiech) Po dotarciu trzeba było iść w góry na kilka dni. Wracaliśmy inną drogą i potem łódź nas odebrała z innej strony wybrzeża.

Goroka jest stolicą rejonu zamieszkałego przez ponad pół miliona ludzi. To katolicy?

Katolików jest tylko około 15 tysięcy. Reszta to luteranie i inne odłamy protestantów. Z misjami na Papui było tak, że gdy rząd australijski otworzył teren, to kto pierwszy wszedł, ten go zajmował. Była niepisana umowa, że gdzie wchodzą luteranie, to już katolicy tam nie idą, i odwrotnie. W przypadku Goroki protestanci pojawili się przed werbistami.

Katolicki biskup jednak osiadł w Goroce…

Bo to było główne miasto, centrum, gdzie lądowały samoloty. Ale cała praca misjonarzy poszła w drugą stronę, do prowincji Chimbu, która w 1982 r. stała się samodzielną diecezją. A to, co zostało w Goroce, to 9 parafii i kilka stacji bocznych. Warto dodać, że w 1978 r. w Goroce był biskup Wojtyła, jeszcze jako kardynał. Odwiedził polskich misjonarzy. Zachował się z tej wizyty film, choć bez dźwięku. A potem jako papież był w Papui dwa razy, w 1985 oraz w 1995 r., na beatyfikacji jedynego dotychczas Papuasa, Piotra ToRota.

Jak wygląda codzienne życie ludzi?

Jest tylko kilka miast, większość żyje w wioskach. Utrzymują się z upraw, ze swych małych ogrodów. Tu nie trzeba robić zapasów, nie ma sezonów. Klimat cały czas jest taki jak w Polsce latem, dookoła rosną warzywa i owoce. Kiedyś zrobiliśmy płot ze starych gałęzi kawowca i nam ten płot… zakwitł. Tu cokolwiek włożysz w ziemię, to zakwita. (śmiech) Goroka słynie z plantacji kawy. Jeśli spytasz w Papui o Gorokę, to wszyscy odpowiedzą: kawa.

Papua jest dziś chrześcijańska. Wdzierają się procesy laicyzacyjne?

Papua jako państwo powstała w 1975 r. W konstytucji zaraz na początku jest napisane, że to kraj chrześcijański, oparty na wartościach Biblii. Są tu luteranie, katolicy, lokalny Kościół Zjednoczony. Rząd musi współpracować z misjonarzami, a ci z rządem. 80 procent placówek edukacyjnych i medycznych jest prowadzonych przez Kościoły. Trudno by było więc mówić o rozdziale Kościoła od państwa. Ktokolwiek jest w rządzie, odwołuje się do wiary, do Boga. Każdy w swoim przemówieniu zawiera słowa typu: „Niech Bóg was błogosławi, niech ma w swej opiece”. Tu jest to bardzo naturalne. Każde oficjalne spotkanie rozpoczyna się modlitwą prowadzoną przez księdza katolickiego albo pastora. Podobnie w szkole – gdy jest apel, to i modlitwa. A jak dzwonią na Anioł Pański, to cała szkoła wstaje i się modli.

Są obszary szczególnych wyzwań dla misjonarzy, związane z lokalną kulturą?

Na przykład poligamia. Oficjalnie jest zakazana, ale to zjawisko zakorzenione w tradycyjnej kulturze. Więcej żon to większy prestiż we wspólnocie. Miłość w małżeństwie jest dopiero na którymś tam miejscu, na pierwszym jest wspólnota. Jeśli we wspólnocie ktoś ma decydujący głos, to powinien mieć więcej żon, bo to też znaczy, że go stać. I że klan go wspiera. W Papui za żonę trzeba zapłacić i na żonę z innego klanu składa się cały klan mężczyzny. Zbierają mu pieniądze lub świnie. Wiadomo, że to nie idzie w parze z nauczaniem Kościoła. No i musimy sobie jakoś z tym radzić. Innym problemem są wojny klanowe. U nas jest ponad 800 klanów i tyleż języków. Każdy klan walczy z innym, ale jeśli dwa klany walczą między sobą, a trzeci mieszka w pobliżu, to jego ta walka nie dotyczy. W diecezji Mendi mieliśmy taki okres, że co chwilę wybuchała wojna klanów. Pracował tam wtedy kapucyn z USA, doświadczony misjonarz. On im pozwalał na tę wojnę, dopóki się nie zaczynały większe straty. Wtedy szedł pomiędzy nich, aby ich rozdzielić. A gdy to nie pomogło, to kiedyś zapowiedział, że jeśli nie przestaną, to im zabierze tabernakulum z kościoła. I to ich zastopowało. Zaczęli wtedy szukać drogi do pojednania. A takie pojednanie zawsze kończy się wielkim jedzeniem. (śmiech)

Czy problem czarów również jest obecny?

To naprawdę jest tu sporym problemem. Czarna magia nazywa się tutaj sanguma. Jeśli ktoś umrze, a nie ma widocznej przyczyny zgonu, to uważają, że to czary. I nie wytłumaczysz, że ktoś miał zawał. Znajdą winnego, kto rzucił czary i spowodował śmierć. Jeśli wiatr przewrócił drzewo i spadło ono na kogoś i go zabiło, to powiedzą, że ktoś rzucił czary, by był ten wiatr i przewrócił to drzewo. I najgorsze jest to, że jak znajdą takiego kogoś, kozła ofiarnego, to będą go torturować, przypalać ogniem, by się przyznał. Nad tym trudno zapanować. Nawet policja tu nie pomoże. Nie jest w stanie wydostać człowieka z klanu.

Doświadczył Ojciec takich trudnych sytuacji osobiście?

Nie takich, gdzie ważyły się sprawy życia i śmierci. Ale były okoliczności, gdy czasem, kiedy trzeba było podjąć decyzje dotyczące naszej wspólnoty, natrafiałem na mur. Bo tu trzeba pozwolić ludziom mówić, tu jest kultura uzgadniania. Czasem zajmie to dzień, czasem dwa miesiące. Pierwsza rzecz, jakiej tu się uczysz, to cierpliwość. Dziś uzgodnimy, zrobimy za dwa lata. My przyjeżdżamy z innej kultury, mamy inną mentalność, historię, sposób myślenia. A tu trzeba powoli, spokojnie. Dać ludziom czas, aby powiedzieli swoje, nawet jeśli mówią to samo co poprzednik. Cierpliwość to pierwsza rzecz.

Kapłan cieszy się poważaniem?

Tak, ludzie nas szanują. Myślę, że to owoc pracy pierwszych misjonarzy. My budujemy już na tym, co oni wypracowali. Mamy już lokalne powołania i oni również doświadczają tego szacunku dla księdza. A ludzie… Widać ich zaangażowanie, praktycznie wszędzie. W tym, jak dzielą się z tobą wodą czy trzciną cukrową. Doświadczyłem tu wiele dobra. Na początku trzy miesiące uczyłem się tutejszego języka. A potem idziesz w teren, umiesz czy nie. A jak czasem palniesz coś głupiego w kościele, to ludzie zaczną się śmiać, ale ci wytłumaczą. Język tu jest bardzo opisowy.

W Polsce mówimy: „Jedziesz na misje, będziesz głosił”…

A ja myślę, że więcej dobroci doświadczyłem od tych ludzi, niż sam im mogłem dać. I wiele rzeczy w życiu tu rozpoznałem na nowo. Od dziecka wzrastałem w wierze, byłem ministrantem, wszystko to jakoś dojrzewało. Ale tu, w Papui, z nowymi ludźmi, w innym języku, na nowo odczytuję Ewangelię.

Takiego obrazu Kościoła jak tu nie doświadczyłem w innych krajach. Gdy czytasz listy św. Pawła w tutejszym kontekście, możesz się na nowo zachłysnąć chrześcijaństwem. Na nowo zobaczyć osobę Chrystusa. Myślę, że to taki przywilej każdego misjonarza: zobaczyć osobę Chrystusa z zupełnie innej strony. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9