Bułka z masłem

Słuchając Jana Pawła II odkrywam, że strasznie naszą rzeczywistość pokomplikowaliśmy.

Dziś św. Stanisława, biskupa i męczennika. Epidemii w Polsce dzień 66. Koronawirus w ostatnich dniach zszedł jednak na dalszy plan. Na pierwszym polityka. Już wiadomo: w niedzielę wyborów nie będzie. Ale apele biskupów nie pomogły: kłótnie trwają w najlepsze, a ich końca nie widać (z jedną jaskółką wiosny: pogodzenia się Zjednoczonej Prawicy). I pełno w tym wszystkim sprzeczności: wcześniej łamaniem prawa było, że władza prze do wyborów 10 maja, dziś, że wybory nie odbędą się w wyznaczonym terminie. Co musiałoby się stać, żebyśmy nie musieli być świadkami tych ciągłych przepychanek i ścierania się przenajświętszych racji? Obawiam się, że nawet dźwięk archanielskiej trąby, zwiastującej koniec świata, tych sporów nie przerwie. Bo koniec świata końcem świata, ale przecież MY mamy rację! Szkoda słów...

Obserwując z pewnego dystansu te spory myślę jednak o czym innym. Już niebawem setna rocznica urodzin świętego Jana Pawła Wielkiego. Z tej okazji Radio Watykańskie przygotowało cykl króciutkich audycji, przypominających jego nauczanie. Żadnego mądrzenia się redaktorów i specjalistów: po prostu fragmenty przemówień, jakie papież kierował do nas będąc w Polsce. Nie powiem, jestem urzeczony. Tym, co nam Jan Paweł mówił. Odnajduję w tych jego słowach to wszystko, czym żyłem w tamtym czasie, co jeszcze tych kilkanaście lat temu wydawało mi się jasne i oczywiste jak to, że człowiek oddycha. Połączenie mistyki z codziennością. Takie zwyczajne, proste. Bo w sumie to przypomnienie oczywistości...

Dziś to wszystko jawi mi się jako znacznie bardziej skomplikowane. Niby wiem, że takie nie jest. Bo bycie chrześcijaninem to nic trudnego: trzeba tylko raz wybrać, a wszystko inne już jest tylko konsekwencją tego wyboru; ciągle ponawianego wyboru. Ale kiedy słucham co mówią albo czytam co piszą dziś chrześcijanie, katolicy...

Wiem, jestem trochę wykrzywiony pracą w mediach. Jednak mam nieznośne na dłuższą metę wrażenie bycia ciągle pouczanym. Że to źle, to niedobrze, a tamto jeszcze nie tak. Że to musimy, tamto powinniśmy, ale że w ogóle to kompletni nieudacznicy jesteśmy, co zapomnieli nauczania Jezusa. Najdziwniejsze, że w tych postulatach najczęściej nie odnajduję tego nauczania, a tylko jakieś ideologie, wyolbrzymiające jedno, a pomijające drugie... Nie odnajduję Dobrej Nowiny, a przykrą nowinę o roztrwonionych szansach, zdradach, niewierności... Ot, takie twierdzenie, że Komunię trzeba przyjmować wprost do ust i na klęcząco: sposób w jaki przyjmujemy Jezusa spycha w cień radość z tego, kto do nas przychodzi...

W nauczaniu świętego Jana Pawła odnajduję prostotę i pokój. Tak, pokój. Nie besztanie, ale przede wszystkim podnoszenie na duchu. Wskazywanie dobra i miłości. I to wcale nie odległych, trudno osiągalnych, ale bliskich tak, że wystarczy sięgnąć. Jak po kromkę chleba z masłem...

Z perspektywy tych piętnastu lat, kiedy nie ma już z nami papieża – Polaka coraz wyraźniej widzę, jak był w tej swojej prostocie przekazu wiary wielki. Tak, to był prawdziwie Jan Paweł Wielki.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7