Patrzący w gwiazdy

Jako jezuita przeszedł pełny trening w programie Apollo, przygotowującym do lotu na Księżyc. Przyczynił się do rehabilitacji Galileusza, a jego imieniem nazwano jedną z asteroid. Zmarł o. George Coyne SJ nazywany papieskim astronomem.

Na jego biurku zawsze stało zdjęcie Jana Pawła II oglądającego makietę watykańskiego teleskopu oraz fotografie z mniej formalnych spotkań, kiedy papież wpadał do obserwatorium i wspólnie oglądali gwiazdy. Razem pracowali przez cały pontyfikat Karola Wojtyły. „Zajrzał do nas w czasie pierwszego pobytu w Castel Gandolfo i te odwiedziny stały się tradycją. Z nich zrodziło się wiele wspólnych akcji, m.in. letnia szkoła astrofizyki, które sprawiły, że za jego pontyfikatu dialog między wiarą i nauką wszedł na najwyższy poziom” – mówił o. Coyne w jednym z wywiadów. Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne, którym kierował jezuita, mieści się w letnim pałacu apostolskim leżącym nad jeziorem Albano, gdzie Jan Paweł II chętnie spędzał wakacje. „Zdarzało nam się całymi godzinami rozmawiać o tym, jak niepokaźny jest człowiek we wszechświecie, i szukać odpowiedzi na najważniejsze pytania nurtujące ludzkość. Do tych rozmów zapraszał naukowców z całego świata. Miał bardzo otwarty umysł” – wspominał papieski astronom, który całe swe życie poświęcił budowaniu relacji między nauką a teologią. Był głęboko przekonany, że wiara nie jest przeciwstawna wiedzy i nowoczesnym odkryciom naukowym. Często powtarzał, że zagłębiając się w bezkres kosmosu, galaktyk i ciał niebieskich, człowiek może dostrzec stworzoną przez Boga harmonię świata.

Jak jezuita został astronomem

Sam w gwiazdy zaczął spoglądać jeszcze jako dziecko. Urodził się w amerykańskim stanie Maryland w 1933 r. jako trzeci z ośmiorga rodzeństwa. Głęboko wierzący rodzice posłali go do katolickiej szkoły podstawowej, a następnie do prowadzonego przez jezuitów liceum. „Tam odkryłem nie tylko pasję, która towarzyszyła mi do końca życia, ale i powołanie. Poznałem jezuitów o wybitnych umysłach, żyjących jednocześnie pięknie Bogiem. Ta harmonia mnie pociągnęła” – wspominał o. Coyne.

W jezuickim nowicjacie w Pensylwanii duży wpływ na jego formację duchową i naukową wywarł wykładowca literatury greckiej i łacińskiej, który oprócz doktoratu z literatury klasycznej miał też dyplom z matematyki i astronomii. „Zachęcał mnie do nauki i do samodzielnych poszukiwań, cierpliwie odpowiadał na tysiące moich pytań i wątpliwości i tak ociosywał mnie, nadając pierwsze kształty nie tylko jezuicie we mnie, ale i astronomowi” – wspominał amerykański zakonnik. Studiował nie tylko filozofię i teologię, ale też matematykę na Uniwersytecie Fordham. Wtedy bardziej zainteresował się astronomią, a po kilku latach zrobił doktorat z astronomii na jezuickim Uniwersytecie Georgetown. – W czasach coraz węższych specjalizacji i zainteresowań on był prawdziwym człowiekiem renesansu. Umiał budować mosty i łączyć często mocno zwaśnione ze sobą środowiska akademickie, a także ludzi wierzących i niewierzących. Słynne były jego dysputy z Richardem Dawkinsem, popularyzatorem teorii ewolucji – wspomina Guy Consolmagno SJ, obecnie kierujący Watykańskim Obserwatorium. – Ojciec Coyne był mistrzem, któremu zależało na formacji nowych pokoleń wierzących astronomów, i wiele robił w tym kierunku. Do swej ekipy zaprosił młodych jezuickich naukowców pochodzących z całego świata, nawet z Afryki czy Azji. Nie wszystkim to się wówczas podobało, bo astronomia zarezerwowana była dla Amerykanów – opowiada Guy Consolmagno.

„Od dziecka lubiłem spoglądać w gwiazdy, zawsze jednak najbardziej pociągał mnie Księżyc. Kiedy koledzy grali w piłkę, ja próbowałem zrozumieć zjawisko powstawania światła. Dzięki rozmowom z rodzicami widziałem w tym dotknięcie niezmierzonej, Bożej siły” – wspominał o. George. Jeszcze jako kleryk postanowił wziąć udział w treningu programu Apollo, przygotowującego astronautów do lotu na Srebrny Glob. Gdy jego marzenie o podróży na Księżyc nie spełniło się, poświęcił się badaniom astronomicznym. Zajmował się także popularyzowaniem nauki i ukazywaniem jej ścisłej relacji z wiarą. Gdy w 1991 r. astronomowie odkryli nową planetoidę w pasie asteroid okrążających Słońce, nazwano ją – na cześć jezuickiego astronoma – (14429) Coyne.

Watykan patrzy w gwiazdy

Dyrektorem Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego mianował go Jan Paweł I. Była to jedna z nielicznych nominacji tego krótkiego pontyfikatu. Tradycją jest, że tą placówką kierują jezuici. Już papież Grzegorz XIII w 1575 r. sfinansował wybudowanie w Ogrodach Watykańskich 73-metrowej wieży obserwacyjnej, która stała się nowoczesnym obserwatorium. Prowadzone przez papieskich astronomów badania dostarczyły danych niezbędnych do zreformowania kalendarza. Używany wówczas kalendarz juliański gubił jeden dzień na 128 lat. Kalendarz gregoriański spóźnia się o jeden dzień co 3000 lat. Nowy sposób liczenia wprowadził specjalną bullą Grzegorz XIII.

W 1935 r. obserwatorium przeniesiono do Castel Gandolfo, jednak już trzy dekady później okazało się, że Rzym „produkuje” zbyt dużo światła, co stanowi poważny problem dla obserwatorów nieba. Ojciec Coyne wykorzystał więc swoje amerykańskie znajomości i trwającą od lat współpracę z Uniwersytetem w Arizonie, na którym każdego roku przez semestr wykładał, do realizacji ambitnego projektu. Nowe watykańskie teleskopy wybudowano na szczycie 3-tysięcznika Mount Graham, na pustkowiu Arizony. Tam w 1993 r. powstał VAAT, czyli Watykański Zaawansowany Teleskop Technologiczny. To bodaj pierwszy teleskop wybudowany w tzw. technologii plastra miodu, wyposażony w unikatowy system luster powiększających. Dzięki temu ten teleskop, nazywany również Zwierciadłem Aniołów, może zaglądać dalej niż większość innych teleskopów. Dzięki niemu jezuiccy astronomowie w międzynarodowych programach badawczych prowadzą obserwacje rejonów, gdzie rodzą się gwiazdy, poszukuje się tzw. ciemnej materii czy przygląda się ewolucji galaktyk.

Znalazł Boga w kosmosie

Ojciec Coyne nie tylko prowadził badania planetarne, ale też pomagał Janowi Pawłowi II w wielu przedsięwzięciach, które ukształtowały stanowisko Kościoła w kwestiach naukowych. Stał m.in. na czele specjalnej komisji teologiczno-naukowej zajmującej się rehabilitacją Galileusza, który promował i rozwijał teorię heliocentryczną i został w XVII w. oskarżony przez Święte Oficjum o głoszenie herezji. Prace komisji trwały 10 lat. W 350. rocznicę śmierci wybitnego naukowca ogłoszono całkowitą jego rehabilitację. Stwierdzono, że oskarżenia wynikały z niewłaściwego zrozumienia jego poglądów i literalnego odczytywania zapisów biblijnych na temat przyrody i kosmosu. – Trzy epokowe działania Jana Pawła II to przegląd sprawy Galileusza, spotkanie Kościoła ze światem nauki i wywołanie dyskusji w Kościele na temat ewolucji naukowej – wyliczał w jednym z wywiadów o. Coyne. Jego współpracownicy podkreślają, że amerykański jezuita uważał, iż zdecydowana większość nowożytnych teorii naukowych – od Wielkiego Wybuchu, przez ewolucję, koncepcję wieloświata i symbiogenezę, aż po neurobiologiczne studia nad ludzką świadomością, nie neguje istnienia Boga i Jego nadprzyrodzonej łaski. Ostro polemizował za to z powszechnymi w Stanach Zjednoczonych teoriami fundamentalistycznymi, domagającymi się literalnego rozumienia Pisma Świętego i postulującymi ścisły kreacjonizm, wykluczający możliwość istnienia ewolucji gatunków. „Biblia jasno pokazuje historię zbawienia, ale nie można traktować jej jako wykładu nauk przyrodniczych. Pismo Święte ma pokazywać nam odwieczny plan Boga wobec świata i człowieka” – mówił w jednym z ostatnich wywiadów o. Coyne, podkreślając, że Biblia nie powstała po to, aby podważać dokonania stworzonego przez Boga ludzkiego rozumu i zaprzeczać rozwojowi nauki czy kultury. Jak napisał po jego śmierci watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, swym życiem i badaniami o. Coyne pokazywał, że możliwe i konieczne jest pogodzenie świata nauki z wiarą i zaszczepienie wśród chrześcijan przekonania, że badając świat i przyrodę, możemy również poznawać i doświadczać samego Boga i Jego wszechmocy.

„Przez uświadomienie sobie wszechświata możemy stać się świadomi Stwórcy. To właśnie tam znajdujemy Boga. Właśnie to oznacza bycie naukowcem i właśnie to oznacza bycie jezuitą: »znajdź Boga we wszystkim«. Znajdź Boga w kosmosie! To był George. I właśnie dlatego znaleźliśmy w nim Boga” – powiedział Guy Consolmagno, żegnając o. George’a Coyne’a. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6