Nowa misja ks. Toma

Jeśli ktoś wie, czym jest cierpienie, na pewno tym kimś jest indyjski salezjanin Tom Uzhunnalil. Wie on także, że dzięki łasce przebaczenia prowadzi ono do Boga.

Trudna lekcja

A sprawiedliwość? Nie jest ważna? Jak reagować, kiedy ci, którzy zawinili wobec nas, nie są gotowi na żal i skruchę – pytam salezjanina. Ojciec Tom uważnie słucha mojego pytania i odpowiada, dobierając każde słowo. – Zdarza się, że nie jesteśmy w stanie szczerze przebaczyć komuś, kto nas skrzywdził, ale on okazuje żal i prosi o przebaczenie. Nie dziwmy się, że pokój nie może wejść do naszego serca. Potrzebna jest głęboka modliwa – twierdzi z przekonaniem. – Trudno mówić o sprawiedliwości. Jej stara wersja to „oko za oko, ząb za ząb”. Jeśli chcemy, aby to ona nas prowadziła w przebaczeniu, nigdy go nie osiągniemy. Ale jeśli wierzysz w Bożą łaskę i jej moc, która potrafi przyprowadzić złoczyńcę do żalu, wtedy to zupełnie inna sprawiedliwość. Nie ma lepszej sprawidliwości od Boskiej, która stoi ponad każdą ludzką kalkulacją. Boska sprawiedliwość jest najlepszą sprawiedliwością – dodaje.

Dla Chorwatów, którzy do dziś borykają się z konsekwencjami niedawnej wojny, to trudna lekcja. Czy jest tylko jedna recepta: zamiast odwetu, ofiara... – zastanawiam się. – Najlepszym sposobem na odwdzięczenie się waszym zmarłym w wojnie żołnierzom jest dokładnie to samo, co oni zrobili dla was: ofiarujcie siebie dla innych i dla waszej ojczyzny – radzi zakonnik i dodaje: – Widzę, jak bardzo Chorwaci są oddani Kościołowi i Jezusowi. Wasze kościoły są pełne młodych ludzi. Ból, przez który musiało przejść kilka pokoleń Chorwatów, jest silnie związany z ich oddaniem Bogu. W Indiach, w stanie Kerala, gdzie się urodziłem, w zeszłym roku doszło do wielkiej powodzi. Ona bardzo zbliżyła ludzi do siebie – jedni pomagali drugim, zapomnieli o tym, co ich dzieli, i byli razem, kiedy woda zabierała ich dobytek. Każda z takich sytuacji zbliża nas do Boga, który wszystkim kieruje, ale pomaga nam też zobaczyć obok drugiego człowieka naszego bliźniego.

Misja Jemen trwa

Ojciec Tom zamierza wrócić do Jemenu, mimo że wciąż trwa tam wojna, a chrześcijanie są prześladowani. – Bóg wszystko ma pod kontrolą. Chrześcijanie są prześladowani od początku istnienia Kościoła. I im bardziej byli prześladowani, tym bardziej Kościół się rozwijał. Tak jest np. w Indiach. W miejscach, gdzie cierpieli chrześcijanie, nawróciło się wielu Hindusów. Widzieli siłę przebaczenia u wyznawców Chrystusa. Dziwili się, kiedy chrześcijanie mówili, że wierzą w Boga, który nakazał kochać nieprzyjaciół. Bóg daje łaskę nawrócenia, my sami z siebie nie możemy nikogo nawrócić – mówi zakonnik.

Podkreśla, że „misja Jemen” dla salezjanów i Kościoła nie jest skończona i on też z niej nie zrezygnuje. – Misjonarki Miłości przyjechały do Jemenu na zaproszenie muzułmanów. Pracują dla nich, a oni je wspierają. W ten sposób Kościół w Jemenie realizuje swoją misję: zmienić mentalność wroga. Po morderstwie sióstr pewien starszy muzułmanin powiedział misjonarce, że „pójdzie prosto do nieba”. To, że muzułmanin mówi coś podobnego katolickiej zakonnicy, jest dowodem tego, że bezintresowna praca misjonarek dotknęła serca tamtych ludzi. To miejsce się zmienia – przekonuje o. Tom.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11