Efekt uboczny spotkania

O miłosierdziu, które jest odpowiedzią Boga na grzech, pękającym gdańskim Mikołaju i przymusowych warsztatach z ubóstwa opowiada o. Paweł Koniarek OP.

Aleksandra Pietryga: „Wierzę w jeden, święty (...) Kościół” – mówimy podczas każdej Mszy. Tyle że gołym okiem tej świętości w Kościele nie widać. To co wyznajemy? Wiarę w nasze pobożne życzenia?

o. Paweł Koniarek OP: Wyznanie wiary w Kościół jest częścią wyznania wiary w Ducha Świętego, kontynuacją słów: „Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela”. Tego nie da się rozdzielić. Jeśli nie mam w sobie Ducha Świętego, wiara w świętość Kościoła staje się absurdalna. Kościół może sobie być poraniony, grzeszny, w głębokim kryzysie, ale zawsze jest święty, bo obok tego, co jest ludzkie, jest jednocześnie to, co Boskie: pomysł na zbawienie człowieka, który ma źródło w Osobie Jezusa.

Kluczem jest zrozumienie, że świętość Kościoła wynika ze świętości Ojca?

I z godności synów, jaką On nas obdarza. Moje rozumienie Kościoła, miłość do niego, przebaczenie, potrzeba zaangażowania serca – to wszystko jest odpowiedzią na pytanie o moją tożsamość. Kim jestem w Kościele? Wstaję rano z poczuciem bycia synem, dziedzicem tronu czy jestem tylko niewolnikiem, sługusem? Mogę angażować się w dom Ojca, jak starszy syn z przypowieści o miłosiernym ojcu. Niby wszystko jest zrobione, wszystko jak należy, a towarzyszy temu głęboka frustracja, brak relacji. I widać w tym z jednej strony głęboką tęsknotę za przytuleniem Ojca, z drugiej – wielki dystans, wynikający z poczucia bycia „nie u siebie”.

Młodszy syn też nie czuł się u siebie.

Dlatego odszedł. Zażądał tego, co wydawało mu się, że jest jego. Nie rozumiał, że tak naprawdę nic mu się nie należy, że właścicielem jest ojciec. Kiedy to do niego dotarło? Gdy dotknął dna. To jest doświadczenie sakramentu pokuty. Z biegiem lat odkrywam coraz mocniej, że im bardziej świadomie wyznaję, że uczestniczę w czymś, co należy do Ojca, tym bardziej to staje się też moje. I zaraz dostaję sandały na nogi i pierścień, i utuczone cielę. Relacja z Ojcem niczego mnie nie pozbawia. Kiedy wchodzę w zażyłość z Nim, moje indywidualne cechy, talenty, charyzmaty jeszcze bardziej błyszczą. Kiedy doświadczę bezinteresownej miłości, kiedy odkryję w sobie tożsamość syna, będę zupełnie inaczej funkcjonował w domu Ojca. Moje zaangażowanie w Jego sprawy nabierze nowej jakości. To już nie będzie poprawne robienie wszystkiego od A do Z. Od myślenia korporacyjnego przechodzę do zaangażowania całym sobą. Odtąd każde zwierzę, sprzęty, każde źdźbło na polu będą opowieścią o mojej osobistej przyjaźni z Ojcem. Od doświadczenia spotkania Ojca rozpoczyna się najpierw reforma serca, a w konsekwencji reforma całego domu. To nowe funkcjonowanie promieniuje na innych. Jest wtedy nadzieją na pojednanie między młodszym i starszym bratem. Kiedyś pewna siostra franciszkanka, znając mój buntowniczy temperament, powiedziała: „Paweł, pamiętaj, że jest tylko jedna właściwa reforma Kościoła. Tak płonąć światłem Pana, żeby inni zechcieli też mieć Jego ogień”.

Kościół z Dziejów Apostolskich w czystej postaci.

Doświadczenie bezinteresownej miłości Jezusa zawsze wychodziło poza Kościół. Ludzie patrzyli i mówili: „Jak oni się kochają! My też tak chcemy”. To było dla nich czytelnym znakiem autentyczności Kościoła. Ile razy w parafii czy w innych miejscach zdarza nam się wspólnie z braćmi wychodzić i głosić słowo Boże. Na ludziach robi to największe wrażenie. Świat dzisiaj najbardziej w Kościele potrzebuje znaku braterstwa.

To nie tak, że każdy sobie rzepkę skrobie? Pracuje na własną markę?

Jedyną marką, na jaką mamy pracować w Kościele, jest Jezus Chrystus. My, dominikanie, mamy z tym spory problem. (śmiech) Często przyciągamy do zakonu zbyt wyraźne jednostki. Typy indywidualistów. Miło jest, kiedy reflektory skierowane są na mnie, kiedy to mnie słuchają, oklaskują, ze mną robią wywiady. (śmiech) Rodzi się wtedy pokusa, by swoich współbraci potraktować instrumentalnie, jako tych, którzy mają mi pomóc w zdobywaniu popularności. A braterstwo polega na tym, że ja rezygnuję z jakiegoś mojego pomysłu, ustępuję miejsca komuś innemu i uczestniczę w czymś, co jest wspólne, co jest „nasze”, a nie tylko „moje”. Do takiego braterstwa jesteśmy gotowi jednak dopiero wtedy, gdy mamy doświadczenie całkowicie darmowej miłości Ojca.

Nie mówmy ludziom za dużo o Bożym miłosierdziu, bo zaczną grzeszyć. Spotkałeś się z takim myśleniem?

Tak. Tymczasem moje doświadczenie jest zupełnie inne. Miłosierdzie jest odpowiedzią Boga na mój grzech. On przychodzi do mnie nie po to, żeby mnie potępić, ale z pragnieniem poskładania tego, co grzech we mnie rozwalił. Na pierwszy plan wysuwa się tu święty Piotr. Jego bycie Skałą, prymat pierwszego papieża – to nie jest zbudowane na supermocy, ale na osobistym doświadczeniu przebaczenia Jezusa. Piotr, taki chojrak, który rzucał się na fale i zarzekał się: „Choćby wszyscy Cię opuścili, to ja na pewno nie”, dopiero po poznaniu swojej nędzy, grzechu idzie w świat i głosi Jezusa zmartwychwstałego.

Piotr już wie, że nie głosi swoją mocą, bo na własnej skórze przekonał się, że żadnej mocy nie posiada.

Jeśli kogoś zdradziłem, zawiodłem jego zaufanie, a on mi przebacza mimo wszystko i obdarza na nowo jeszcze większym zaufaniem, to ja już nie jestem tym samym człowiekiem co wcześniej. Uruchomią się we mnie potężne pokłady wdzięczności, pokory i one uaktywniają moją miłość. Bo najpierw jest przemieniające doświadczanie ukochania, a wszystko inne jest potem. Moralność, świętość – to efekt uboczny spotkania z Jezusem. Bez miłości zostajemy na poziomie tradycji i kultury.

Chodzi o to, żeby ciągle pamiętać, że jest się kochanym za darmo? Taka pamięć miłosierdzia.

Dokładnie. Będę ją nosić w sobie, gdy doświadczę całkowitego przyjęcia przez Boga. Z całym moim brudem, grzechem. Miłosierdzie jest opowieścią o tym, że Bóg kocha mnie totalnie za darmo. Nic, zupełnie nic nie mogę zrobić, żeby sobie na nie zasłużyć.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6