Neema, czyli Łaska

Dostałam ją na imieniny. W Kongu, na pograniczu z Rwandą. Łaska ma trzy i pół roku. Była za mała na „adopcję serc”, która dotyczy dzieci szkolnych. Jak to za mała? Za mała, by żyć? Właściwie to Neema mnie znalazła. Neema w języku suahili znaczy „Łaska”.

Do Konga przyjechałam z Rwandy. Wariacka granica, wśród palm, bananowców, na brzegu jeziora. Malownicza przyroda i rozjeżdżona setkami samochodów droga, kurz, wilgoć, brud, gorąco. Nikt nie ma pewności, czy kongijska wiza otrzymana w Polsce będzie ważna i tutaj. Wciąż trwa rebelia, a wzdłuż granicy (wiodącej grzbietami wzgórz okrytych dżunglą), przemieszczają się zbrojne oddziały, grabiąc i mordując po drodze.

Neema, czyli Łaska   W Rwandzie w 1994 r. doszło do ludobóczych walk pomiędzy zwaśnionymi plemionami Hutu i Tutsi. Niebawem wojna ogarnęła cały region. W sąsiednim Kongu rebelia, która pogrążyła kraj w chaosie. Sprawni przewodnicy, którzy mieszkają i pracują tu, pomagając najbiedniejszym, przeprowadzają mnie w wielkim pośpiechu przez granicę. Jedziemy do Gomy.


Miasto w lawie

Tysiące ludzi zginęło, a ponad milion zostało bez wody do picia, bez środków na przeżycie po tym, jak rzeka smolistej lawy z wulkanu Nirakongo 17 stycznia 2002 roku zalała olbrzymią część miasta. Chodzimy po centrum miasta, wciąż pokrytym skorupą lawy, pękającej, wypuszczającej czarcie dymy. Katedra w Gomie wypalona doszczętnie, zalana po górne partie wykuszy okiennych. Spalony ołtarz, a wokół katedry tylko zgliszcza, kikuty słupów, pogięte w wysokiej temperaturze ognistej lawy. Lawa po horyzont. Nad nią wciąż dymiąca piramida Nirakongo.

Neema, czyli Łaska   Zalana lawą Goma - Pracowałem wtedy poza miastem - mówi Kongijczyk, sprzedawca papierosów i sznurowadeł, tuż przy zgliszczach katedry. - Dzięki temu ocaleliśmy z całą rodziną. Ale drugim cudem było to, że gdy miasto zostało pozbawione ujęć wody pitnej, lawa jeszcze się tliła, ludzie konali z pragnienia, w szoku, po stracie domów i bliskich, wtedy przez dwa tygodnie po cztery czy pięć razy dziennie przyjeżdżali tu Polacy, fathers, misjonarze. Przywozili z gór wodę w cysternie. 35 kilometrów stąd mają źródło. To oni nas ocalili.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6