Z powrotem do domu

Fragment książki Immaculee Ilibagiza oraz Steve Erwin „Ocalona aby mówić. Jak odkryłam Boga pośród ruandyjskiej rzezi”, wydanej nakładem Duc In Altum.

Wiele, zbyt wiele było ranków, kiedy budziły mnie głosy nienawiści. Spałam spokojnie, ale tylko do chwili, gdy agresywny dźwięk RTLM zaczynał przedzierać się przez okno mego pokoju i brutalnie przerywał mi sen. Podczas mojego trzeciego roku studiów bowiem RTLM, nowa stacja radiowa, stała się niezwykle popularna wśród ekstremistycznie nastawionych Hutu. Jej program to właściwie nic innego jak tylko maszynka do produkowania skrajnej nienawiści rozlewająca wszędzie jad przeciw plemieniu Tutsi.

Przez radio zawsze słychać było jakiś odczłowieczony, agresywny głos wołający o „Siłę Hutu". Wyrażenie to stało się sloganem wzywającym członków plemienia Hutu do powstania przeciw ich sąsiadom i znajomym należącym do Tutsi. „Te karaluchy Tutsi są tu tylko po to, by nas zabić. Nie ufajcie im... To my, Hutu, musimy działać pierwsi! To, co chcą zrobić, to przejąć władzę, by nas prześladować. Jeśli coś się stanie naszemu prezydentowi, musimy natychmiast wyrżnąć wszystkich Tutsi! Wszyscy Hutu muszą się zjednoczyć, by uwolnić Ruandę od tych karaluchów Tutsi! Siła Hutu! Siła Hutu!"

Straszna to była pobudka, ale przy tym program RTLM wydawał się tak niemożliwie dziecinny, że niemal śmieszny. Trudno wręcz było uwierzyć, że te idiotyczne obelgi i pogróżki nie z tej ziemi ktoś może wziąć na poważnie. Jednocześnie bardzo niepokojący był fakt, że rząd pozwala publicznej radiostacji prowadzić taką kampanię zastraszania Tutsi.

W tamtych dniach jeszcze bardziej niepokoiłam się pogłoskami o tym, że w wielu rejonach kraju Tutsi giną z rąk ekstremistów. Podobnie jak moi uniwersyteccy znajomi próbowałam nie przykładać zbyt dużej wagi do tego, co podawały media. Zbliżała się Wielkanoc, a był to zawsze dla mojej rodziny czas wyjątkowy. Spędzaliśmy go razem w domu, przyjmując wizyty sąsiadów, i odwiedzaliśmy krewnych i przyjaciół. Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się opuścić rodzinnego zjazdu w okresie Wielkanocy, ale tym razem miałam chęć zostać na uczelni, by przygotowywać się do czekających mnie egzaminów. Miałam silne postanowienie, że zdam je naprawdę dobrze.

Ponieważ w domu rodzice nie mieli telefonu, napisałam do Taty list, w którym wyjaśniłam, dlaczego nie przyjadę na Święta. Rodzice zawsze nalegali, by ich dzieci przykładały się do nauki nawet więcej niż wymagano, toteż byłam pewna, że teraz zgodzą się z moją decyzją. Bardziej mylić się nie mogłam. Tata odpisał, błagając mnie w swym liście, bym przyjechała do domu. W zasadzie prosił, abym przyjeżdżała NATYCHMIAST, nie czekając nawet na przerwę semestralną. Pisał, że chce, abym była z nim i obiecywał, że będę mogła bez żadnych przeszkód uczyć się w domu. Na to serdeczne błaganie Ojca łzy napłynęły mi do oczu.

Najukochańsza moja Córeczko! Mam wrażenie, jakby ta szkoła Cię nam zabrała. Twoja Mama i ja tak bardzo niecierpliwie czekamy, aby skończył się już rok akademicki, bo wakacje oznaczają, że znów będziemy mogli mieć Cię w dom u i znów będziemy mogli żyć jak rodzina. Potrzebujemy, żebyś tu z nami była, jesteśmy Twoimi rodzicami - kochamy Cię i strasznie za Tobą tęsknimy. Nigdy o tym nie zapominaj! Musisz przyjechać i odwiedzić nas, choćby na wet na dwa dni; nie trać czasu na nic innego. Bardzo Cię potrzebujemy...

Jeszcze zanim doczytałam do końca, już wiedziałam, że pojadę. Planowałam spędzić sześć dni z rodzicami i pod koniec tygodnia wrócić na egzaminy. Podczas gdy ustalałam szczegóły podróży, Augustine, młodszy brat Sary, spytał mnie, czy nie mógłby pojechać razem ze mną, by spędzić u nas w domu letnie wakacje. Augustine był bliskim kolegą Vianneya i teraz, odkąd skończyły mu się zajęcia w szkole średniej w Kigali, mieszkał z nami w akademiku. Był wysokim, przystojnym i nadzwyczaj sympatycznym osiemnastolatkiem, który tylko w towarzystwie mego brata Vianneya pozbywał się cechującej go nieśmiałości. Odpowiedziałam, że oczywiście wszyscy w domu będą zachwyceni jego przyjazdem.

Przyjechaliśmy z Augustine'em do Mataba w sobotę po południu. Moi rodzice wprost nie posiadali się z radości, widząc mnie w domu. Na miejscu była cała rodzina oprócz Aimable'a, który przebywał na międzynarodowym stypendium pomagisterskim. Właśnie niedawno wyjechał z kraju na studia do Senegalu, prawie 5000 kilometrów od domu. Damascene przyjechał z Kigali, gdzie od czasu uzyskania magisterium z historii pracował jako nauczyciel w szkole średniej. Vianney też już wrócił na wakacje do domu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7