Gładko przystrzyżone głowy. Na przegubach rąk tatuaże, a na ustach religijna pieśń. Jeden przy drugim: tłum taki, że prawie nie ma gdzie stanąć.
Tak co tydzień wygląda Msza św. w warszawskim więzieniu przy ul. Kłobuckiej.
– Czekolada z orzechami raz, dwie chałwy, dwa razy mentosy – zgadza się. Więzienny strażnik kwituje siatkę słodyczy. Młoda kobieta chowa twarz w wysoki kołnierz. Przynosi tak raz na kwartał, aż do końca wyroku męża. Jeszcze 18 miesięcy. Dużo.
Święta rodzinnie (w areszcie)
Ale tych z dłuższymi wyrokami – jak na lekarstwo. Przeważają alimenciarze i „kolarze”, czyli ci, którzy usiedli za kółkiem po pijaku i nie mieli pieniędzy na grzywnę.
– A w ogóle to wszyscy siedzą za niewinność – mówi strażnik, przechylając się przez barierkę.
Z góry na parterze, za siatką widać stół do ping-ponga – jedną z nielicznych rozrywek za murem.
– Dzień się dłuży jak miesiąc. Po dwudziestu dniach masz wrażenie, jakbyś był tu pół roku – przyznaje po Mszy św. Robert.
Za 10 dni wychodzi. Na Kłobuckiej spotkał ojca. On z kolei siedzi za alimenty. Śmieją się, że przynajmniej święta spędzili rodzinnie. Gorzka prawda. Na innym oddziale siedzi trzech braci. Też każdy za co innego.
Kapelan do zadań specjalnych
– Niech będzie pochwalony! – krzyczą z daleka na widok ks. Kazimierza Pierzchały, który w więzieniu i areszcie na Służewcu Przemysłowym pracuje już ósmy rok. Kilka razy w tygodniu można się u niego spowiadać, przygotować do sakramentów albo po prostu z nim pogadać. Jak więzień z księdzem albo osadzony z psychologiem. Albo jak facet z facetem.
Co niedziela do kaplicy na trzecim piętrze jednego z więziennych bloków przychodzi kilkudziesięciu osadzonych. Niektórzy w więziennych drelichach, inni – jakby nie pogodzili się jeszcze, że trafili do nieciekawego miejsca. Albo po prostu, jakby chcieli ocalić w sobie to, co najlepsze.
– Dobrych przykładów to tu człowiek nie spotka – ostrzega Piotr, który dostał 24 miesiące za notoryczne uchylanie się od płacenia alimentów.
„Tak pięknie pan mówił o Bogu”
Przed Mszą jedna z dwóch sióstr misjonarek miłości (zwykle przychodzi ich więcej, dojeżdżają z Zambrowa kilka godzin, by zdążyć na 8.30) rozdaje śpiewniki z czytaniami mszalnymi. Ale nikt nie chce wystąpić w funkcji lektora. Wreszcie zgłasza się – były policjant. Przed Ewangelią przy małej ambonce staje Ryszard Niemaczek. Przychodzi tu z krótką przerwą od 1998 r.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Przed egzaminem dojrzałość co czwarty maturzysta pielgrzymował na Jasną Górę.
Jedynym rozsądnym wyjściem w sytuacji zagrożenia kraju jest przebaczenie i pojednanie.