Gdy rozbijemy namiot wśród cierpiących

– Kiedy przyszedłem do konwentu, to miejsce oczarowało mnie spotkaniem z tajemnicą, którą noszą w sobie osoby chore psychicznie – mówi ks. Tomasz Szarliński, prezes Stowarzyszenia Dobroczynnego im. Mikołaja Zebrzydowskiego.

Ksiądz Tomasz jest też reżyserem „Tryptyku zebrzydowskiego”, czyli trzech dokumentalnych filmów krótkometrażowych, w których obok osób zdrowych grają też mieszkańcy domu pomocy społecznej dla osób przewlekle chorych psychicznie oraz osoby niepełnosprawne korzystające z warsztatów terapii zajęciowej prowadzonych przez ojców bonifratrów w konwencie w Zebrzydowicach. Dwa z nich można już oglądać w serwisie YouTube. Trzeci kręcony jest właśnie na terenie konwentu, a jego premiera zaplanowana jest na wiosnę 2019 roku.

Zaczęło się od modlitwy

Pierwszy film – ballada „Sen o Kalwarii” – powstał z okazji obchodów 400. rocznicy lokacji Kalwarii Zebrzydowskiej i jest niezwykłą opowieścią o historycznych wydarzeniach, które symboliczna nić czasu i postać Mikołaja Zebrzydowskiego (a zwłaszcza jego marzenia) splatają ze współczesnością. Drugi film – „Zebrzydowskie sianokosy” – przenosi widza w czasy II wojny światowej, kiedy hitlerowcy w pielęgniarskich przebraniach przyjechali do konwentu bonifratrów i 23 czerwca 1942 r. wywieźli wszystkich 30 pacjentów prowadzonego tu wówczas szpitala dla osób chorych psychicznie do Auschwitz. Tam czekał na nich – jak również na pacjentów szpitala w Kobierzynie – wyrok „łaskawej śmierci”. Trzeci obraz („Etiuda zebrzydowska”) ma być próbą budowania mostów miłosierdzia pomiędzy ludźmi chorymi i zdrowymi, żyjącymi w epoce „wyścigu szczurów”.

Dla mieszkańców DPS i osób niepełnosprawnych przemiana uporządkowanej codzienności w prawdziwy plan filmowy to prawdziwa radosna rewolucja. Trzeba przecież na kilka chwil zostawić dobrze znane zajęcia, wykonywać polecenia wydawane przez ekipę, nie rozmawiać, gdy musi zapanować cisza, i nie ruszać się, gdy trzeba spokojnie stać. Nagroda za ten trud jest jednak warta zachodu – nie każdy może przecież zobaczyć się na wielkim ekranie! – Oni się tym bawią i znakomicie wykorzystują szansę, jaką jest możliwość stanięcia przed kamerą, pokazania się i powiedzenia światu: „Jestem!”. Gdy zakładają kostiumy z epoki Mikołaja Zebrzydowskiego, wręcz zanurzają się w historię i głęboko przeżywają to, co mają zagrać. Dlatego mówię z pełną odpowiedzialnością: są świetnymi aktorami – przekonuje Piotr Piecha, na co dzień aktor Teatru Ludowego w Krakowie, który od lat wspiera teatralne i filmowe inicjatywy realizowane przez parafie, zakony i różne instytucje pomagające osobom niepełnosprawnym.

Z ks. Tomaszem po raz pierwszy spotkał się wiele lat temu – na ówczesnej Papieskiej Akademii Teologicznej (obecnie UPJPII), gdzie do dziś uczy kleryków dykcji i emisji głosu. Na propozycję ks. Szarlińskiego, by zagrał M. Zebrzydowskiego i wziął udział w całym projekcie „Zebrzydowski 2017” w roli eksperta czuwającego nad tym, by wszystko odbywało się maksymalnie profesjonalnie, zgodził się bez wahania. I był w tym palec Boży. – Zaczęło się bowiem od modlitwy – uśmiecha się Jarosław Leski, pasjonat filmu i pomysłodawca przedsięwzięcia. – Powiedziałem kiedyś Bogu, że interesuje mnie film i poprosiłem, aby skierował mnie tam, gdzie będę mógł zrobić coś ciekawego. Potem trwały obchody 400. rocznicy lokacji Kalwarii Zebrzydowskiej, a mnie nie opuszczał obraz klęczącego Mikołaja Zebrzydowskiego. Nie wiedziałem, co z tym zrobić. W końcu zadzwoniłem do ks. Tomasza i powiedziałem, co mi leży na sercu, a on w kilka chwil przedstawił mi scenariusz. Zaniemówiłem – wspomina J. Leski.

Uczę się ich świata

O tym, jak mocno chorzy wchodzą w swoje role, najlepiej świadczy to, jak wielkim wyzwaniem było dla nich zagranie ostatnich scen w „Zebrzydowskich sianokosach”, niosących ze sobą ogromny ładunek emocji i treści. Najpierw musieli ustawić się do apelu w obozie koncentracyjnym, później – przejść przez symboliczną bramę, a na końcu zejść do piwnicy, która stała się komorą gazową. Na 30 mężczyzn tylko 4 przełamało się i wykonało to zadanie. Pozostali zbyt mocno przeżywali podniosłość chwili. – Po premierze filmu starsi mieszkańcy DPS oglądali go jeszcze kilka razy. Wiedzieli, że to jest afirmacja ich godności. Podpisali się pod tym obrazem – podkreśla ks. Szarliński.

Premiery w zebrzydowickim konwencie odbywają się zawsze z udziałem gości i okolicznych mieszkańców. Ci również nie kryją wzruszenia, wychodzą odmienieni i mówią, że takie filmy są potrzebne, bo budzą w ludziach wrażliwość i poruszają serca. Jest o tym także przekonana Weronika Wyka, od ponad roku wolontariuszka w bonifraterskim domu pomocy społecznej. W ostatniej części „Tryptyku” wciela się w postać Moniki, studentki filmówki, dziewczyny bardzo pewnej siebie, która w Zebrzydowicach pojawia się, ponieważ na zaliczenie musi przygotować etiudę i egoistycznie chce do tego wykorzystać mieszkańców domu pomocy społecznej. Dzięki spotkaniom z osobami chorymi przeżywa jednak przemianę serca.

– Czasem znajomi pytają, po co przyjeżdżam do konwentu, a ja odpowiadam, że ten wolontariat odkrywa w moim wnętrzu coraz to nowe zakamarki, a gdy widzę chorych ludzi, jeszcze mocniej doceniam to, co mam. Cieszy mnie ich uśmiech, gdy czują się chciani, i uczę się patrzeć na świat ich oczami, pozbawionymi skazy materializmu – tłumaczy Weronika, która swoją rolę gra z pasją i wielkim zaangażowaniem, by pokazać widzowi, zwłaszcza młodemu, że warto wyjść ze swojego szklanego, komfortowego zamku, zobaczyć ludzi potrzebujących drugiego człowieka i pomóc im na miarę swoich możliwości. – Najważniejsze, by przez pomagającego nie przemawiała litość, bo w tym uczuciu jest coś przykrego i niegodnego człowieka. Liczy się tylko miłosierdzie, trwanie przy chorym, dawanie mu siebie. A jeśli na wzór Chrystusa rozbijemy namiot pośród cierpiących, okaże się, że to miłosierdzie wydarzy się i dla nas – mówi ks. Szarliński i dodaje, że miłosierdzie jest także sensem i sercem Stowarzyszenia Dobroczynnego im. Mikołaja Zebrzydowskiego.

Założył je w 2015 r., by w duchu św. Jana Bożego i Bożego miłosierdzia właśnie (któremu zawierzył swoją działalność) jeszcze skuteczniej wspierać chorych i upamiętnić zebrzydowskiego magnata, np. poprzez stworzenie (we współpracy z władzami Krakowa i Kalwarii) w niedalekiej przyszłości ścieżki rowerowej łączącej oba miasta.

Tu cierpi Chrystus

Przyjaciele i znajomi ks. Tomasza, odwiedzając go, byli zafascynowani klimatem konwentu w Zebrzydowicach oraz serdecznością, z jaką gości witają tu chorzy i niepełnosprawni. Powtarzali więc jak zaklęcie, że to ciche, spokojne i znajdujące się na uboczu świata miejsce „ma potencjał”. W końcu, patrząc na zrujnowane mury, które pilnie wymagają renowacji, ks. Szarliński miał już dość tego słowa i postanowił, że trzeba zacząć działać. Tak zrodziło się stowarzyszenie, któremu pomysłów na nowe przedsięwzięcia nie brakuje.

– Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej odwiedzają tysiące pielgrzymów, lecz niewiele osób wie, że nieopodal, u stóp wzgórza, mieści się nieco inne, symboliczne sanktuarium, w którym Chrystus cierpi każdego dnia w chorych ludziach. Dla mnie to prawdziwe ogrody miłosierdzia i chciałbym, by one w pełni zakwitły – z korzyścią dla społeczeństwa i dla naszych podopiecznych – mówi kapłan. Ci ostatni mają wiele talentów. W warsztatach terapii zajęciowej, których kierownikiem jest Grzegorz Piotrowski, z wykształcenia artysta malarz, tworzą – pod okiem opiekunów 6 pracowni – prawdziwe cudeńka, które sprzedają potem na kiermaszach.

Wielu mieszkańców DPS, którego szefową jest Renata Mikołajek, także nie lubi siedzieć bezczynnie. Chętnie wykonują różne prace gospodarcze czy ogrodnicze – zbierają owoce, sadzą rośliny, przycinają, pielą... Marzeniem ks. Tomasza jest więc, by panowie mogli wykorzystać swoje umiejętności i aby po męsku poczuli się potrzebni. Byłoby to możliwe, gdyby kiedyś powstała spółdzielnia socjalna. Póki co, to melodia przyszłości, ale żeby dobro, które dzieje się od lat w konwencie nie było zapomniane, warto odwiedzać to miejsce, przyjeżdżając na kilka chwil modlitwy przed słynącym łaskami krzyżem w bonifraterskiej kaplicy. Warto też uśmiechnąć się do chorych, którzy podejdą, by uścisnąć rękę. Do Sylwka i Edwarda, którzy pewnie będą siedzieć na ławce pod drzewem i słuchać śpiewu ptaków, do zasłuchanego w muzykę Bacha Macieja, do Jacka, Krzysztofa, Izydora, Stanisława i do innych mieszkańców zebrzydowskiego DPS, którym tak niewiele przecież potrzeba do szczęścia.

Więcej informacji o projekcie „Zebrzydowski 2017” można znaleźć na www.zebrzydowski.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9