Masz to ogarnąć!

Weronika: – Widziałam oczyma wyobraźni, jak idę na jego pogrzeb. Paweł: – „Nie nadajesz się na żadną terapię. Najwyżej możemy cię w psychiatryku przez pół roku faszerować psychotropami” – usłyszałem. W sierpniu biorą ślub. Też nie możecie się nadziwić, do czego zdolna jest miłość?

Prosto w śmierć

Gdy rezygnujesz z czegokolwiek (nawet z uzależnienia od Facebooka), musisz to czymś zapełnić. Albo w tę lukę wejdzie Zły albo Dobry. Natura nie znosi próżni. Niczym nie zapchałem luki po ćpaniu. Po jakimś czasie wyjechałem w Bieszczady. Był alkohol. Po tygodniu byłem już naćpany. Dopalacze dzień w dzień. Wyniosłem mamie z domu całe złoto. Równia pochyła.

Przełomem był pewien poranek. 17 maja 2015 r. (nawiasem mówiąc imieniny Weroniki) wyszedłem z imprezy o szóstej rano. Coś we mnie pękło. Poczułem, że straciłem coś najważniejszego w życiu. Straciłem tożsamość. Wiedziałem, że jeśli czegoś nie zrobię, pójdę prosto w śmierć. Wybiegłem z imprezy i spity, naćpany pognałem do franciszkanów. Przyjął mnie o. Bartymeusz. Czuł, jak śmierdzę wódą, ale spokojnie wysłuchał moich grzechów. Ta spowiedź dała mi siłę, bym w domu uklęknął i prosił rodziców, by wysłali mnie do ośrodka. Bez niej nie zdobyłbym się na ten gest, bo miałem już w głowie plan, jak sprzedać laptopa, którego dostałem od ojca…

Znalazłem się w ośrodku w Kotlinie Kłodzkiej. Usłyszałem, że absolutnie nie nadaję się na żadną terapię. „Na pół roku do psychiatryka i walić mu cały czas psychotropy”.

Przyjechał po mnie tata. Trafiłem na pełny cykl do ośrodka w Wiśle. To był pobyt pełen pokory. Wiedziałem, że nie jestem silniejszy od nałogu, uznałem swą bezsilność. Dowiedziałem się, że moja koleżanka, która brała to, co ja, wylądowała w psychiatryku. Wyniosła całe mieszkanie. Gdy rodzice wyjechali na tydzień, pozwoliła znajomym wynieść wszystko, byle tylko dali jej narkotyki.

To był czas pokory, rachunku sumienia. Zobaczyłem jak na dłoni zło, które wyrządziłem innym. Czułem, że jestem na dnie. I wtedy przyjechali znajomi z DA. Powiedzieli, że cały czas się za mnie modlą, że im na mnie zależy. Nie miałem pojęcia, że jestem dla nich tak ważny. Odwiedzała mnie też Weronika…

Harówka

Nie chciałem wracać do Katowic. Pojechałem na 4 miesiące do hostelu dla uzależnionych w Kielcach. Solidnie nad sobą pracowałem. To była ciężka harówka. Pracowałem, uczyłem się nawyków, które zabrały mi narkotyki. Ratowała mnie cotygodniowa spowiedź u franciszkanów.

Rozłąka z Weroniką bolała coraz bardziej. Znajomość, fascynacja przerodziły się w miłość. Byliśmy strasznie zakochani, tęskniliśmy za sobą jak szaleni. Pisaliśmy nieustannie. Modliliśmy się ze sobą przez telefon. Zacząłem regularnie czytać Pismo Święte.

Wiedziałem, że Weronika ma prawo powiedzieć: „Nie dam rady. To mnie przerasta”. Czy to jej wina, że pokochała człowieka, który był uzależniony? Po powrocie do Katowic zerwałem absolutnie wszystkie kontakty z dawnym środowiskiem. Pozbyłem się numeru telefonu. Nie odpowiadałem na wiadomości. Angażowałem się mocno w pracę, studia, duszpasterstwo, w służbę, kursy Alpha. Totalnie zmieniła mi się hierarchia wartości. Wiedziałem, że nie mogę zamienić nawet jednego słowa z ćpunem. Nie biorę od ponad trzech lat. Skończyłem studia i znalazłem świetną pracę. Zajmuję się robotyką. Nowe życie − to nie jest określenie na wyrost.

Nie przeliczyłam się

Weronika: – Zaczęłam się wszystkiego domyślać, gdy Paweł zniknął na trzy miesiące i nagle pojawił się kościele w czasie nieszporów. Myślałam, że emocjonalnie zjadę. (śmiech) Nie powiedział mi jeszcze wtedy prawdy. Wyznał ją dopiero po kilku dniach. Stanęłam przed decyzją, czy chcę, by ten człowiek był częścią mojego życia, czy poradzę sobie z jego historią. Nikt przecież mnie nie nauczył, jak mam budować relacje z człowiekiem uzależnionym, w taki sposób, by być dla niego wsparciem, a nie przeszkodą w zdrowieniu. Czułam, że nie jestem na to wszystko gotowa, ale nie potrafiłam z niego zrezygnować.

Powiedziałam Bogu: „Jeśli mam z powrotem wpuścić do mojego życia Pawła, to nie pozwól, by kiedykolwiek z niego zniknął”. Ratowała mnie relacja z przyjaciółką, która studiuje psychologię i jest naprawdę wierzącą osobą. Towarzyszyła mi we wszystkim od początku.

Co ciekawe, gdy po raz pierwszy pogadałam na duszpasterstwie z Pawłem, postanowiłam, że codziennie będę się za tę relację modliła. Nie wiedziałam, kim jest ten człowiek, ale czułam, że mam się za niego modlić. Powiedziałam: „Panie, Boże, jeśli to ma być ważna relacja, to masz to ogarnąć!”.

Modliłam się każdego dnia. Przez półtora roku jedynie się kumplowaliśmy. Paweł zaczął odprowadzać mnie do domu tylko dlatego, że duszpasterz kazał mu się o mnie zatroszczyć. Chodziliśmy razem na spacery. Przegadaliśmy dłuuugie godziny. Gdy drugi raz Paweł przepadł, a już znałam prawdę, widziałam oczyma wyobraźni, jak idę na jego pogrzeb. Straszny czas. Bardzo cierpiałam. Przeryczałam mnóstwo nocy. A z drugiej strony przez cały ten czas modliłam się i wierzyłam, że Bóg jest w stanie z tego wyprowadzić ogromne dobro. I jak widać… nie przeliczyłam się.

4 sierpnia mamy ślub. U dominikanów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5