Wybór siostry Ruth

– Kiedy słyszysz wezwanie od Boga, nie możesz go zlekceważyć – mówiła s. Ruth Pfau. Dla niej pójście za głosem Pana oznaczało spędzenie życia wśród nędzarzy w Karaczi.

Nie lubię używać słowa „emerytura”, bo brzmi to tak, jakbyś wszystko już załatwił i zostawił ułożone – stwierdziła s. Ruth w jednym z wywiadów. 85-letnia wówczas zakonnica miała za sobą ponad 50 lat pracy w pakistańskim ośrodku dla trędowatych. Kiedy zaczynała, znajdował się on w slumsach. Dziś chorzy mają do dyspozycji jeden ze 157 punktów medycznych.

Oaza spokoju

Slumsy Karaczi zaczęły się rozrastać po tym, jak w 1947 r. Indie Brytyjskie rozpadły się na właściwe Indie i Pakistan. Uchodźcy zapełnili osiedla nędzy, takie jak to położone przy McLeod Road w stolicy Pakistanu. W połowie lat 50. na prośbę biskupa Karaczi do slumsów trafiła Meksykanka s. Berenice Vargas z zakonu córek Serca Maryi, z wykształcenia farmaceutka. Przy McLeod Road znajdowała się kolonia trędowatych. Warunki w niej, podobnie jak w całych slumsach, uwłaczały ludzkiej godności. Chorzy mieszkali w drewnianych barakach. Nie mieli prądu ani dostępu do bieżącej wody, dlatego pito ją ze ścieków. Byli odrzuceni nawet przez własne rodziny. Ich jedynym źródłem utrzymania było żebranie. Kilkuosobowa grupa s. Berenice nie miała nawet odpowiednich lekarstw. Mimo to zakonnica założyła ośrodek pomocy trędowatym. Przed zbitym z desek domkiem ustawiały się codziennie kolejki potrzebujących, którym opatrywano wrzody.

Siostra Ruth Pfau przyjechała do Pakistanu w 1960 r. Wybierała się do Indii, ale z powodu problemów z wizą musiała się zatrzymać w Karaczi. Należała do tego samego zakonu co s. Berenice. Kiedy odwiedziła prowadzony przez nią ośrodek, postanowiła w nim zostać. Była lekarką i, jak się okazało, świetną organizatorką. Usprawniła pracę, wprowadzając m.in. obowiązek prowadzenia kart pacjenta. Wystarała się o fundusze pochodzące od sponsorów ze swoich rodzinnych Niemiec, dzięki czemu w 1963 r. udało się kupić budynki w Saddarze, historycznej dzielnicy Karaczi. Był to pierwszy szpital dla trędowatych w całym Pakistanie. Nadano mu imię Marii Adelajdy, założycielki zakonu córek Serca Maryi.

Okazało się, że pieniądze nie są jedynym problemem. Mieszkańcy Saddaru protestowali przeciwko lokowaniu w ich sąsiedztwie chorych na trąd. Wielu Pakistańczykom nie podobało się też to, że w ośrodku s. Pfau nie ma podziału na wyznawców poszczególnych religii. Między muzułmanami a hinduistami dochodziło do napięć. Pewnego razu część pacjentów odmówiła zjedzenia obiadu, bo podawał go chłopak będący wyznawcą hinduizmu. – W takim razie kupcie sobie jedzenie na targu – odpowiedzieli lekarze. Pacjenci złożyli skargę na policji. Funkcjonariusze przyjechali do szpitala, ale stanęli po stronie lekarzy. – Wstydźcie się – powiedzieli do roszczeniowych pacjentów. – Jedzcie, co wam podadzą, albo zabierajcie się stąd.

– Pakistan to beczka prochu – komentowała po latach s. Pfau. W kraju, w którym ponad 95 proc. stanowią muzułmanie, a hinduiści i chrześcijanie muszą uważać, żeby nie złamać ustawy o bluźnierstwie, prowadzone przez zakonnice ośrodki były oazą spokoju.

Nie da się zlekceważyć

Ruth Pfau urodziła się w 1929 r. w Lipsku w rodzinie protestantów. Miała 4 siostry. Brat zmarł jako dziecko. To wtedy Ruth postanowiła zostać lekarką. W czasie wojny dom państwa Pfau został zbombardowany. Później ich miasto znalazło się w sowieckiej strefie okupacyjnej. W 1948 r. rodzina przedostała się nielegalnie do strefy alianckiej. Ruth zaczęła studia medyczne na Uniwersytecie w Moguncji. W tamtym czasie była pod wpływem spotkania z pochodzącą z Holandii starszą kobietą, która przeszła przez obóz koncentracyjny, a potem postanowiła poświęcić życie szerzeniu miłości i przebaczenia. Ruth pytała, jak można zostać chrześcijaninem. – Dzięki modlitwie – odpowiedziała była więźniarka. Studentka zaczęła interesować się religią i brać udział w dyskusjach filozoficznych organizowanych na uczelni. Po zakończeniu studiów wyjechała do Marburga, gdzie kontynuowała naukę. Tam przeczytała książkę „Bóg” Romano Guardiniego, w której autor rozważa życie Jezusa Chrystusa. Lektura wywarła na nią duży wpływ. Ruth zaczęła też chodzić do katolickiego kościoła.

Podobała się kolegom i kilka razy była zaangażowana uczuciowo. Podczas studiów w Marburgu zakochała się w chłopaku, który studiował filologię klasyczną. – To był ktoś, kto mógł zaproponować małżeństwo – wspominała w rozmowie z pakistańskim magazynem „The Express Tribune”. – Byłam pewna, że to zrobi i że się zgodzę. Czekałam na to dzień i noc. To były piękne dni.

Chłopak rzeczywiście oświadczył się Ruth. Odpowiedziała: nie. – Tuż przedtem usłyszałam wezwanie od Boga. Kiedy je słyszysz, nie możesz go zlekceważyć, bo to nie ty dokonujesz wyboru. To Bóg wybrał sobie ciebie dla Siebie – tłumaczyła. W 1957 r., będąc w Paryżu, wstąpiła do zakonu córek Serca Maryi.

Marzenie: spokojnie umrzeć

Czekając na wpuszczenie do Indii, s. Pfau odwiedziła kilka regionów Pakistanu, w których znajdowali się cierpiący potrzebujący pomocy. Została w slumsach przy McLeod Road, bo nawet w porównaniu z innymi osiedlami ubogich tamtejsze warunki były tragiczne. Aby dostać się do ośrodka, niemiecka zakonnica musiała iść na czworaka w błocie. – Trzeba mieć 31 lat, żeby robić coś takiego i uważać to za normalne – mówiła. Z biegiem czasu warunki poprawiały się, a ośrodek rozszerzał działalność. W 1961 r. do grupy pracującej w osiedlu nędzy dołączyła pierwsza Pakistanka, dermatolog dr Zarina Fazlebhoy. W 1965 r. udało się przeprowadzić szkolenie dla pracowników medycznych. W 1968 r. s. Pfau zaproponowała stworzenie państwowego programu walki z trądem. O jej determinacji i oporze urzędników świadczy to, że program istotnie ruszył, ale dopiero w 1984 r.

Ruth Pfau i jej współpracownicy otwierali ośrodki dla trędowatych w kolejnych częściach kraju. Także w Kaszmirze, o który do dziś spierają się Indie i Pakistan. Niemiecka zakonnica na całym świecie szukała sponsorów dla swoich działań. Mogło narazić ją to na niebezpieczeństwo. Wśród darczyńców były bowiem firmy amerykańskie, a instytucje wspierane przez USA są w Pakistanie atakowane przez islamskich radykałów. Szpitale s. Pfau nigdy nie musiały być chronione przez wojsko, ale poza ich terenem zdarzały się napady na pracowników. Jak tłumaczyła Ruth Pfau, Karaczi jest wyjątkowo niebezpiecznym miejscem – rocznie dochodzi tam do 2 tys. zabójstw.

Praca s. Ruth została doceniona. W 1968 r. rodzinny kraj przyznał jej Order Krzyża. Rok później odznaczenie obywatelskie zwane Gwiazdą e-Quaid-e-Azam otrzymała od władz Pakistanu. W 1988 r. dostała też honorowe pakistańskie obywatelstwo, a w 2003 r. – nagrodę „W imię Allaha”. Własne ordery przyznawali jej m.in. Filipińczycy i Amerykanie. We Mszy św. odprawionej w pakistańskiej katedrze z okazji 70. urodzin s. Ruth udział wzięli nie tylko chrześcijanie, ale i muzułmanie. Ruth Pfau dostała też niemiecką statuetkę Jelonka Bambi przyznawaną zwykle celebrytom. Zakonnicę ze slumsów Karaczi odznaczono w kategorii „Cicha bohaterka”. Posługa chorym także przynosiła wymierne efekty. W 1996 r. Pakistan jako pierwszy kraj swojego regionu mógł ogłosić, że poradził sobie z problemem trądu. Dla ośrodków s. Ruth nie był to jednak koniec pracy. Pomoc świadczono niewidomym, niepełnosprawnym, ofiarom pozostawionych w wielu miejscach kraju min przeciwpiechotnych, ludziom poszkodowanym przez trzęsienia ziemi i powodzie.

Siostra Ruth nigdy nie porzuciła pracy. Nawet mając ponad 80 lat, wstawała o 5 rano, a po odmówieniu modlitw i spełnieniu zakonnych obowiązków o godz. 8 zaczynała obchód szpitala. Jej relacje z innymi pracownikami, w tym z dyrektorem Mervynem Lobo, nie należały do łatwych. – Jesteśmy jak pakistańskie małżeństwo – stwierdziła pewnego razu. – Aranżowane, z rozsądku. Ciągle ze sobą walczymy. Ale nie możemy się rozwieść, bo mamy za dużo dzieci.

Rzeczywiście, przez 157 ośrodków założonych przez niemiecką siostrę przeszło ponad 50 tys. trędowatych, 12 tys. gruźlików i 7 tys. osób wymagających operacji oczu. – Nie żałuję niczego, ale muszę powiedzieć jedno: poświęcenie życia służbie innym chroni duszę przed ranami. To dzieło Boga – powiedziała. Z niepokojem obserwowała to, co działo się w ostatnich latach z pakistańskimi programami zdrowotnymi. – Mają za dużo pieniędzy, więc większość myśli o nich, a nie o pacjentach – alarmowała.

Jej marzeniem było to, by Pakistan stał się spokojnym miejscem. Zapowiedziała, że jeśli usłyszy o stosowaniu tortur przez policję, w proteście wyjedzie z kraju. Kiedy jednak dotarła do niej taka wiadomość, mimo wszystko została ze swoimi pacjentami. Chciała też umrzeć spokojnie, a nie w wyniku czyjejś agresji. To marzenie spełniło się. 88-letnia zakonnica zmarła 10 sierpnia br. w szpitalu w Karaczi. – Jesteśmy dumni z jej przykładu – powiedział premier Shahid Khaqan Abbasi, zapowiadając uroczysty państwowy pogrzeb. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5