Szlak do nieba

Kazałem zabić tych polskich misjonarzy z nienawiści do religii. Myślałem wtedy, że tak trzeba, bo religia to opium dla ludu – przyznaje Abimael Guzmán, twórca i przywódca komunistycznej organizacji Świetlisty Szlak.


Hunwejbini z Ayacucho


Trudno nam sobie dziś wyobrazić, że kiedy w Europie komunizm kompletnie „bankrutował” i rozpadał się Związek Sowiecki, a w Chinach po cichu odkładano do lamusa idee Mao, w odległym Peru, jednym z największych państw Ameryki Południowej, czerwoni rewolucjoniści szykowali się właśnie do wprowadzenia „dyktatury proletariatu”. Ten niewątpliwy anachronizm zaczęto jednak przygotowywać już w latach 60. XX wieku. Na uniwersytecie w Ayacucho charyzmatyczny wykładowca filozofii Abimael Guzmán gromadził wokół siebie grupkę studentów, której opowiadał o wyzysku mas pracujących przez burżuazję i knowaniach imperialistów, którym trzeba położyć kres. Wzorem dla niego była tzw. rewolucja kulturalna wprowadzona w Chinach przez Mao w roku 1966. Ślepo posłuszni dyktatorowi gwardziści, tzw. hunwejbini, tępili wówczas w Chinach przemocą wszelkie przejawy niezależnej myśli. Guzmán zaczął się wówczas skłaniać do walki zbrojnej i otaczał się coraz większą grupą własnych „hunwejbinów”. Jako swoje motto powtarzał zdanie José Carlosa Mariátegui (1894–1930), peruwiańskiego filozofa i komunisty: „El marxismo-leninismo es el sendero luminoso del futuro” (z hiszp. marksizm-leninizm jest świetlistym szlakiem przyszłości). Swoją gwardię nazwał więc Świetlistym Szlakiem. Sam zaczął działać w podziemiu pod pseudonimem Presidente Gonzalo. Wkrótce jego ambicje wzrosły na tyle, że nazwał się czwartym wielkim marksistą w historii, a oficjalną ideologią Świetlistego Szlaku stał się „marxismo-leninismo-maoismo y pensamiento Gonzalo” (z hiszp. marksizm-leninizm-maoizm i myśl Gonzalo).


Myśl Gonzalo


Na czym polegała ta „myśl Gonzalo”? Krótko mówiąc, było to dostosowanie komunistycznej rewolucji do sytuacji peruwiańskiej. Górzyste departamenty tego państwa, takie jak choćby Pariacoto, są zamieszkane przez bardzo ubogą ludność rolniczą. Wieśniacy nie potrafią upomnieć się o swoje prawa. Ponieważ nie stanowią realnej siły politycznej, poprawa ich życia nie jest priorytetem dla żadnej z istniejących w Peru partii politycznych. Władza centralna zresztą słabo kontroluje to, co dzieje się w wysokich górach, gdzie nie istnieją nawet porządne drogi. Nasi misjonarze do niektórych wiosek w swojej parafii musieli jechać konno przez całą dobę. Przedstawiciele lokalnych władz czy nawet policja zapuszczają się tam bardzo rzadko. Nic dziwnego, że kwitnie tam bezprawie. Prawdziwą plagą są złodzieje bydła.
Presidente Gonzalo opracował więc taktykę pozwalającą zdobyć przychylność miejscowej ludności. Pod koniec lat 70. Świetlisty Szlak zaczął intensywnie zwalczać złodziei bydła. Zabijanie ich terroryści przedstawiali jako przejaw „ludowej sprawiedliwości”. Ruch z roku na rok zdobywał coraz więcej sympatyków, którzy zaczęli nawet akceptować to, że partyzanci rozstrzeliwują również policjantów i wójtów wiosek za ich „opieszałość i zbyt słabe dbanie o interesy ludu”. 
Kiedy jednak rewolucja ogarnęła jedną trzecią powierzchni Peru, Abimael Guzmán poczuł się na tyle silny, że porzucił taktyczne zawiłości. W maju 1980 roku ogłosił, że nadszedł czas na obalenie władz państwowych i socjalistyczną rewolucję. Ruch liczył już wtedy 10 tys. partyzantów.


Prawie jak w niebie…


W okresie największych walk polscy franciszkanie przyjechali do Peru. Zaangażowali się bardzo mocno w życie lokalnej społeczności. – Ojciec Zbigniew dużo pracował z chorymi, nawet starał się ich leczyć, o. Michał zajął się dziećmi i młodzieżą. Ludzie bardzo ich kochali i szanowali. Sam to widziałem, kiedy przyjeżdżałem na wizytacje – opowiada bp Bambarén.
To wszystko widzieli też terroryści. Jak twierdzi o. Jarosław Wysoczański, współbrat ojców Michała i Zbigniewa podczas misji w Peru (ocalał tylko dlatego, że w chwili ich śmierci był na urlopie w Polsce), franciszkanie stali się dla terrorystów konkurencją. Komuniści pragnęli wychować ludzi zgodnie z własną ideologią. Nawet w samym Pariacoto zamierzali otworzyć szkołę, w której chcieli uczyć marksizmu-leninizmu. Ostrze ich zamachów było skierowane w przedstawicieli miejscowych elit. Wobec zwykłych ludzi przedstawiali się jako opiekunowie i dobroczyńcy. Spodziewali się, że zdobędą masowe poparcie. Tak się jednak nie stało. Ludzie nie chcieli popierać partyzantów, tylko gromadzili się wokół misji i wartości głoszonych przez misjonarzy. Guzmán dostrzegł wówczas, że największym zagrożeniem jest dla terrorystów Kościół. Zaczęły mnożyć się ataki na parafie. Sam bp Bambarén przeżył dwa zamachy na swoje życie.
Zło, które terroryści rozsiewali wokół siebie, spotkało się nie tylko z reakcją władz, ale także ze spontanicznym protestem wiejskiej ludności. Powstawały grupy uzbrojonych chłopów, zwane rondas (z hiszp. patrole), które na własną rękę tropiły i zabijały partyzantów. Terroryści odpowiedzieli pacyfikacją całych wsi. Do walk oprócz wojska, Świetlistego Szlaku i rondas włączyli się lewicowi partyzanci z Ruchu Rewolucyjnego im. Tupaca Amaru, walczący zarówno z rządem, jak i Świetlistym Szlakiem. Ocenia się, że w tej wojnie domowej zginęło około 70 tys. ludzi.
Wojna długo przetaczała się jednak z dala od Pariacoto. Ojciec Michał Tomaszek w jednym z listów do rodziny napisał: „Ponoć w Polsce mówi się dużo o terroryzmie w Peru. Jest to prawda, ale terroryści nie czepiają się księży, więc żyjemy tak, jakby ich nie było. Jest cichutko, spokojnie, prawie jak w niebie…”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11