Pozwólcie...

Mało kto lubi, gdy inny pokazuje palcem, nie dając szansy na wykazanie się inicjatywą, pomysłowością.

Mała wspólnota nie zawsze może pozwolić sobie na rozmach. Z prostego powodu. Trzeba rozsądnie gospodarować posiadanymi środkami. A te nie na wszystko wystarczają. Co wcale nie musi prowadzić do paraliżu. Przeciwnie. Trochę jak z dzieciństwem mojego pokolenia. Brak gadżetów, jakimi posługują się współcześni, wyzwalał twórczość. Wyobraźnia pracowała, czas wypełniał się realizacją niekiedy szalonych pomysłów. O błogosławieństwie prostoty często wspominają bracia z Taize. W parafii może być podobnie. Ale trzeba spełnić jeden warunek. Dać szansę.

Mało kto lubi, gdy inny pokazuje palcem, nie dając szansy na wykazanie się inicjatywą, pomysłowością. Gdy brak miejsca na współodpowiedzialność. Ameryki nie odkrywamy. O podmiotowości, nie tylko w Kościele, mówi się nie od dziś. Nie tak dawno na Twitterze rozmawialiśmy w pewnym gronie o klerykalizmie. Czym jest? Przekonaniem, że poza duchownymi nikt niczego lepiej nie zrobi. Trzeba wskazywać palcem i nadzorować. A już grzechem wołającym o pomstę do nieba jest pytać o zdanie czy pozwolić komuś samodzielnie podjąć decyzję. Co przekłada się na zaangażowanie w życie parafii. Na przykład ministranci. Z małymi kłopotu nie ma. Czasu trochę upłynie zanim nacieszy się wszystkimi zabawkami (czytaj funkcje liturgiczne). Z nastolatkami już gorzej. Raz i drugi poczuje się „zgaszony” i więcej nie przyjdzie. Ale pozwól mu być samodzielnym i odpowiedzialnym. Wołami go od ołtarza nie odciągniesz. Chociaż wszedł już w wiek dojrzały, studia skończył.

Obserwuję przygotowania do różnych ważnych dla Kościoła wydarzeń i jeden szczegół zwraca moją uwagę. Proporcje między duchownymi i świeckimi w gronach decyzyjnych i wykonawczych. Jak to wygląda u nas, jak gdzie indziej. Jedno takie spotkanie utkwiło w mojej pamięci. Ze strony polskiej sześciu duchownych i jeden świecki. Odwrotnie w grupie reprezentującej inny kraj. Czy to znaczy, że „tamci” będą przygotowani gorzej? Niekoniecznie. Urzekł mnie przygotowany przez młodych Francuzów spot, promujący Światowe Dni Młodzieży. Młody chłopak idzie ulicą i… ogląda się za dwiema ładnymi dziewczynami. Jedna z nich, czując na sobie jego wzrok, upuszcza na chodnik bilecik. Tak zaczyna się przygoda. Z kapitalna muzyką w tle. Bez mającego kłopoty z mówieniem do kamery dostojnego prałata. Bez słów. Bez niepotrzebnych dłużyzn. Można?

Można, czego dowiedli wczoraj młodzi z Archidiecezji Warszawskiej. Kilka minut, niezwykle dynamiczne, odpowiadające na najczęściej zadawane pytania. Nie upłynęły jeszcze 24 godziny, a spot ma już kilka tysięcy odsłon.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na problem z perspektywy duszpasterskiej komunikacji jeszcze nie dostrzegany. Młodzi niemalże nie korzystają już z tradycyjnych mediów. A zaliczają do nich nawet portale internetowe. Socjologowie i medioznawcy wskazują, że porozumiewają się ze sobą głównie na FB, YT i Snapchacie. Żeby tam dotrzeć nie wystarczy w diecezji jeden ksiądz po odpowiednich studiach. Potrzebne jest ich zaangażowanie. W tej perspektywie Jezusowe „pozwólmy” nabiera szczególnej wymowy i znaczenia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9