Pustynia w mieście

Nie słuchają radia ani telewizji. Ukryte za grubym ceglanym murem czują jednak niemal każde tąpnięcie na Śląsku.

Napisy wymalowane przez kogoś na porośniętym dzikim winem murze, który okala niewielki klasztor karmelitanek bosych, nie pozostawiają złudzeń. To miasto Gieksy. Katowice z całą swoją specyfiką. A dom sióstr mieści się niemal w ich centrum, w pobliżu ruchliwej ulicy Mikołowskiej. Już 25 lat tworzą na górniczym Śląsku przestrzeń, gdzie oddycha się zupełnie innym powietrzem.

Wolny wybór

Dzwonimy na furtę. Oczywiście są w domu. – Zawrzyli? – pyta po śląsku pani, która pośredniczy w kontaktach sióstr ze świeckimi. – Tak, brama zamknięta. Wejście do kaplicy jest jednocześnie wejściem do domu sióstr. Tylko pozornie odgrodzone są od rzeczywistości. Dom jest otwarty dla osób przychodzących na codzienną Mszę świętą. Choć żyją za klauzurą, można przyjść i z nimi porozmawiać. Pierwsza forma kontaktu z siostrami to spotkanie „przy kole”. W małym pokoiku na dole zainstalowano w ścianie metalowy, obracany wokół własnej osi bęben. W czasie spotkania siostra stoi po jego drugiej stronie. Doskonale słyszy drugą osobę. Istnieje też możliwość przekazania sobie nawzajem drobnych rzeczy. To jest jeden z wyrazów rzeczywistego oddzielenia od świata zewnętrznego, jakim jest klauzura. – A to, że nie widzimy osoby, z którą rozmawiamy, ułatwia jej wypowiedzenie rzeczy bardzo osobistych. Ludzie często nie oczekują innej formy pomocy poza modlitwą, są bardzo wdzięczni za to, że ich wysłuchano. Wiedzą, że mogą liczyć na naszą dyskrecję – mówi przeorysza, matka Maria od Ducha Świętego, która w Karmelu jest już od 26 lat. My idziemy jednak do rozmównicy. Spotykamy się z m. Marią i m. Bernardą w taki sposób, w jaki kontaktuje się z siostrami raz w miesiącu ich własna rodzina. Mimo że siedzimy naprzeciwko siebie, oddziela nas solidna krata z umiarkowanej wielkości otworami.

Można potrzymać się za ręce z mamą? – Nie robimy tego. Oczywiście, może się zdarzyć taka sytuacja, zwłaszcza na początku, że ktoś z rodziny odruchowo będzie chciał okazać nam swoją miłość w ten sposób. Staramy się jednak przygotować rodzinę na to, że nasze powołanie wiąże się z całkowitym odejściem – mówi m. Maria. – To jest trudniejsze dla rodziców, czasem łączy się ze łzami, ale doświadczamy, że Pan Bóg obdarza łaską do przyjęcia tej ofiary również rodzinę – dopowiada m. Bernarda. Wie, co mówi, przeżyła w Karmelu 60 lat. Karmelitanki zaprosił do Katowic bp Herbert Bednorz, który chciał, aby w samym sercu Śląska powstała oaza modlitwy. Kilka lat później, w 1989 r., powitał je w stolicy Górnego Śląska abp Damian Zimoń. Obecnie w katowickim Karmelu mieszka 14 mniszek. Rozpiętość wieku jest ogromna. Najstarsza ma 79 lat, a najmłodsza jest tuż po maturze. Siostry nie podejmują pytania o to, czym zajmowały się wcześniej i co studiowały. Karmelitańskiej wspólnocie zależy, aby wszystkie siostry były sobie równe, dlatego nie podkreśla się pochodzenia czy wykształcenia. Matka przeorysza ma takie same obowiązki jak inne siostry: sprząta, myje naczynia, ma dyżur w kuchni itp. – Ma taką samą celę – mówi m. Bernarda. – Wąskie łóżko, stolik, stołek, półka z książkami i koniec.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8