Zabić z miłości?

O tym, czy ciężka nieuleczalna choroba usprawiedliwia zabicie nienarodzonego dziecka i jakie są moralne konsekwencje takiego czynu, z ks. prof. Stanisławem Warzeszakiem rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Nie ma różnicy między aborcją zdrowego dziecka, wykonaną na przykład z przyczyn ekonomicznych, a aborcją eugeniczną?

Ks. Stanisław Warzeszak: W obu przypadkach to zabicie niewinnego dziecka. Choroba niczego tu nie zmienia. Zabicie ze współczucia, ze źle pojętej litości pokazuje eutanazyjne myślenie współczesnego człowieka. Jest przykładem na to, że samo miłosierdzie nie wystarcza. Aby godnie traktować drugiego człowieka, w tym malutkie dziecko, potrzeba czegoś więcej.

Czego?

Spojrzenia szerszego, nie skupionego wyłącznie na przeżyciach rodziców – cierpiącej matki lub ojca, choć i te przeżycia należy brać pod uwagę. Dopuszczając aborcję eugeniczną, niektórzy chcą w jakiś sposób usprawiedliwić rodziców czy wręcz im pomóc, żeby ich dramat się skończył. Mówią też o skróceniu cierpienia dziecka. Tymczasem taka logika jest ucieczką od cierpienia za wszelką cenę. Lęk przed bólem staje się uzasadnieniem eutanazji. Zabójstwo ze źle pojętej miłości jest jednak nadal zabójstwem.

Matka, która domagała się aborcji od prof. Chazana, w wywiadach opowiadała, że nie chciała oglądać cierpienia chorego letalnie syna, więc wolała, by umarł. Wielu lekarzy myśli podobnie, dlatego namawia matki do terminacji ciąży.

Czy mały Jaś, żyjąc dziesięć dni po porodzie, cierpiał? Nie przypuszczam. Był otoczony życzliwymi ludźmi, miał zapewnioną profesjonalną opiekę lekarską. A z tego, co czytam, rodzice go odwiedzali i brali na ręce. Opiekowali się nim.

Gdyby został „terminowany” przed 24. tygodniem ciąży i przeżył poród, odłożono by go na nerkę, by sobie „spokojnie” umarł.

I wtedy by nie cierpiał? Cierpienie tego dziecka byłoby stokroć większe, choć żyłoby krócej. Stwierdzenie: „lepiej uśmiercić, niż urodzić, by cierpiało”, jest więc jakimś zaburzeniem sumień, ale i rozsądku. Jeszcze pięćdziesiąt, sto lat temu chęć zabicia, by oszczędzić bólu, może i byłaby zrozumiała. Dzisiaj jednak, gdy współczesna anestezjologia jest w stanie kontrolować ból w 90 proc., zabijanie, by „oszczędzić cierpienia”, jawi się jako barbarzyństwo. Lekarze są w stanie uśmierzyć nawet tak straszne cierpienie jak ostatnie stadium raka: zwiększa się stopniowo analgetyki, a niekiedy pacjenta wprowadza w stan śpiączki. I mimo że zwiększana dawka morfiny przyśpiesza śmierć, nie traktujemy tego jak zabójstwa, lecz jako leczenie przeciwbólowe. Bo celem jest uśmierzenie bólu, a nie zabicie. Przy aborcjach eugenicznych intencją lekarza i rodziców jest po prostu śmierć dziecka.

Ale przyzna Ksiądz Profesor, że opisy chorych letalnie dzieci i ich domniemanych cierpień robią wrażenie. 

Działanie na emocje i strach to moim zdaniem główny oręż w walce o usprawiedliwianie aborcji eugenicznej. Posługują się nimi media. Lekarze dopuszczający czy wykonujący aborcję bólem i cierpieniem straszą pacjentki. W efekcie rzeczywiście niektóre matki mają zaburzony ogląd własnej sytuacji, sytuacji dziecka, więc i nie do końca świadomie podejmują decyzję o jego zabiciu.

Wydaje im się, że robią to z miłości.

Prawdopodobnie tak. Współczesny człowiek nie jest w stanie lub nie chce przyjąć cierpienia własnego ani cudzego. Co więcej, cudze cierpienie czasem dużo trudniej zaakceptować. Litujemy się, odsuwamy, staramy się wyeliminować ból wszelkimi dostępnymi sposobami. Choć przecież to nierealne i daje fatalne skutki. Choćby psychologiczne: późniejsze poczucie winy, depresję, źle przeżytą żałobę…

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • debreczyn
    11.08.2014 08:48
    Chciałem przypomnieć, że większość społeczeństwa, w tym również wierzący akceptują
    obecną ustawę która dopuszcza " zabicie nieuleczalnie chorego dziecka " w określonym
    okresie prenatalnym.
    W kontekście tego, co powiedział ksiądz w wywiadzie,duża liczba katolików jest na bakier
    z nauczaniem Kościoła, który jak widać nie ma
    żadnych dylematów i wątpliwości nawet tam gdzie można mówić o tragedii i dramacie.
    Nie zostawia wolności wyboru i zdania się ma osąd sumienia.
    Nie podoba mi się to porównywanie do eugeniki,
    która kojarzy się jednoznacznie źle.
    "Zabicie z miłości " nie jest eugeniką.Nie ma
    znaku równości także w etycznym wymiarze pomiędzy aborcją dziecka które nie ma szans przeżycia a dzieckiem zdrowym , czy upośledzonym ale zdolnym do życia.
    Czy Kościół jako Urząd Nauczycielski jest w stanie zaakceptować dramat,bez uciekania się
    do jednoznacznych moralnych ocen.
    Tutaj nie ma jednoznacznego dobra i jednoznacznego zła.
  • ACter
    19.08.2014 10:31
    Do debreczyn: Osąd sumienia tak modny ostatnio nawet wśród kleru nie jest rozwiązaniem optymalnym! Każdy człowiek w zależności od środowiska, warunków i sposobu życia ma inne sumienie. Co jeden uznaje za zło inny dopuszcza jako czyn obojętny lub dobry. Na szczęście istnieje system nadrzędny, powszechnie akceptowalny przez większość z nas. System zakazów i nakazów wartościujący jednocześnie co jest dobre a co złe. Jednostka bez doświadczenia postawiona przed danym problemem nie musi dokonywać filozoficznych analiz własnego sumienia trwających być może tygodnie czy lata ale od razu sięga po istniejące rozwiązania! Dlatego głoszę pierwszeństwo prawa naturalnego - mistrza na którego powinno patrzeć nasze sumienie.
  • Mm
    06.09.2014 19:19
    "Niech wasza mowa będzie: tak - tak, nie - nie, a wszystko ponad to - pochodzi od Złego." (Mt 5:37)
  • chordad
    08.09.2014 23:14
    mam pytanie trochę związane z tematem
    "zabić z miłości?" - na jakiej zasadzie funkcjonowały w średniowieczu wśród rycerstwa "mizerykordie" - czyli sztylety, którymi dobijano rannych, o których można przeczytać chociażby w "Krzyżakach" Sienkiewicza?

    chodzi mi o to, jak wtedy Kościół traktował ich używanie - czy jako grzech, czy własnie jako akt miłosierdzia dla ciężko rannych?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12