Światło dla wszystkich

Z Marią Teresą i Ruggero Badano, rodzicami błogosławionej Chiary Luce Badano rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek.

Kiedy jej Pani powiedziała prawdę?

MT: Nie ja, a ordynator szpitala Reggina Margerita. R: To było w Turynie, szpital dziecięcy dla dzieci do 12. roku życia. Chiara miała wtedy 17 lat. MT: Profesor zrobił wyjątek. Mówił, że Chiara chwyciła go za serce. Wykonał pierwszą operację. Po 20 dniach mieliśmy zadecydować, co dalej. I wtedy jej powiedział, że niedługo wypadną jej włosy. Poradził, by je obcięła. Nie chciała, bo przywiązywała wagę do wyglądu, stroju, fryzur. I pamiętam, jak po pierwszej chemioterapii zastałam ją z włosami w dłoni. Stała przed lustrem: „Mamo, zaczyna się. Za każdym puklem włosów, który wyciągam, powtarzam: »Dla Ciebie Jezu«. Zrobię jednak, jak radził profesor”. Chciała, żebym była przy obcinaniu włosów. R: Nawet wtedy nie była smutna, uśmiechała się!

Chiara zaakceptowała chorobę i nieuchronność szybkiej śmierci w ciągu 25 minut. Skąd ten czas?

MT: Byliśmy w Turynie. Chiara poszła z tatą do lekarza. Ja leżałam w łóżku z chorą nogą i wyglądałam przez okno wychodzące na ogromny ogród. Bałam się, jak córka przyjmie ten straszny werdykt. Czas dłużył się jak wieczność. Po dwóch godzinach ujrzałam Chiarę kilka kroków przed ojcem. Miała na sobie zielony płaszcz, ręce w kieszeniach, wzrok wbity w ziemię. Powłóczyła nogami, jakby chciała odroczyć czas spotkania ze mną. Jej twarz była ponura. Kiedy otwarłam drzwi i zapytałam, jak poszło, nie odrywając wzroku od ziemi odparła: „Teraz nic nie mów, nic nie mów”. I rzuciła się na łóżko. Zamknęła oczy. Jej twarz się zmieniała: to była walka wewnętrzna, by powiedzieć „tak” Jezusowi. Tyle już razy dotąd mówiła Mu „tak” we wspólnocie, w radości. Teraz musiała to zrobić w cierpieniu. I nie dawała rady. Cisza, jaka unosiła się w tym pokoju, była nie do zniesienia. Chciałam ją przerwać, ale musiałam uszanować prośbę Chiary. Zerkałam w milczeniu na wiszący nad łóżkiem zegar. Wybijał kolejne minuty. 25 minut – liczyłam. Nagle Chiara otwarła oczy, uśmiechnęła się: „Teraz możesz mówić”. Ale nie musiałam. Zrozumiałam, że udało jej się ból zamienić w miłość.

Jak Pani sobie z bólem radziła?

MT: W sercu powtarzałam: „Jezu, ileż razy ona jeszcze będzie musiała powiedzieć Ci kolejne »tak«”? Ale od tego momentu Chiara trwała przy Bogu, Ewangelii. A czas, o który pani pytała, nazywamy dziś „25 minut Chiary dla Jezusa”. Nasze „tak” dla krzyża powiedzieliśmy Jezusowi jeszcze przed Chiarą – jak wspomniałam. Kiedy odwiedził nas potem ksiądz, pytałam go o te 25 minut. Coś się w tym czasie niezwykłego wydarzyło między Bogiem a naszą córką. A on odparł: Chiara powiedziała „tak” dzięki waszemu „tak”, dzięki waszej zgodzie na krzyż. Powtarzam to rodzicom, których dzieci cierpią na śmiertelne choroby. Bywa, że niektóre z nich czują się odrzucone, przez brak zgody rodziców na tę sytuację. Dziecko przyjmie nawet cierpienie, kiedy poczuje akceptację rodziców.

Chiara prosiła o uszycie białej sukni na swój pogrzeb. Zaskoczyła Państwa i tym razem?

Ruggero: Mnie tak. MT: Mnie nie, bo tłumaczyła mi, że musi się przygotować do zaślubin z Jezusem. A pogrzeb ma być świętem. „Bądź szczęśliwa, mamo, bo ja jestem” – powiedziała mi i zamknęła na zawsze oczy.

Panie Badano, choć minęło ponad 20 lat, widzę łzy w Pana oczach…

R: Jestem zawsze wzruszony. W sercu są nadal żywe obrazy, wspomnienia.

Co Pan pamięta?

R: Jako kierowca ciężarówki spędzałem mało czasu w domu. Kiedy wracałem, siadałem przy łóżku Chiary, brałem ją za rękę, a drugą kładłem na jej unieruchomionych nogach. Wtedy mniej ją bolało. Było w Chiarze coś szczególnego: radość, pokój. Chciało się przy niej ciągle być. Wie pani, że czasem zakradałem się pod drzwi i podglądałem przez dziurkę od klucza. Dla mnie w takim cierpieniu, bez środków uśmierzających, ten uśmiech był niemożliwy. Mówiłem do żony: Chiara uśmiecha się pewnie tylko kiedy wchodzimy, żeby nas nie martwić. Tymczasem przez dziurkę od klucza widziałem, że cały czas jest pogodna i szczęśliwa! „Jeśli chce tego Jezus, ja także” – powtarzała mi, gdy ją bolało.

Modli się Pan do córki?

R: Tak. (łzy) MT: Modlimy się i czujemy jej obecność. Ale jak się czasem pokłócimy, jak wszyscy normalni ludzie, to mniej ją czujemy, prawda Ruggero? (śmiech)

Na koniec banalnie: jak to jest mieć błogosławioną córkę?

MT: W czasie procesu beatyfikacyjnego, przesłuchań, powtarzano nam: to nie jest już wasza córka, należy do Kościoła. Bolało mnie to, nie rozumiałam tego. W czasie ceremonii beatyfikacji, kiedy podnosiła się zasłona, z całych sił poczułam, jakbym po raz drugi rodziła Chiarę. Ale tym razem dla nieba, dla Kościoła, dla wszystkich. Teraz jest nasza.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12