h

Więzień z alei Niepodległości

Od ponad trzech miesięcy KGB przetrzymuje w areszcie w Mińsku ks. Władysława Lazara. Areszt funkcjonuje przy alei… Niepodległości. Jak widać, na Białorusi George Orwell jest wiecznie żywy.

Tekst powstał ponad miesiąc temu. Od tamtej jednak pory niewiele się zmieniło. Prócz tego, że jest już z księdzem kontakt.

Na Białorusi po cichu nęka się i niszczy obywateli sprzeciwiających się życiu w państwie policyjnym. Przyzwyczailiśmy się, że tuż za naszą granicą zaczyna się czarna dziura Europy, o której najwygodniej milczeć. Cele aresztu KGB w Mińsku mają po pięć drewnianych łóżek bez materaców. Kilkunastu osadzonych musi ustalać czas zmian, żeby się na nich położyć i chwilę odpocząć. Całą dobę stłoczeni przebywają w czterech ścianach. Nie mają żadnych zajęć, oprócz obowiązkowego wyjścia na spacer. Życie wielkiego miasta tętni tuż za murami aresztu. Mijają go turyści, nocujący w stojącym kilkaset metrów dalej ekskluzywnym hotelu „Mińsk”. Prawdopodobnie w jednej z cel aresztu siedzi ks. Władysław Lazar, który w rejonie mińskim wzniósł pierwszą po latach świątynię w Marijnoj Gorce i miał budować kolejną w Borysewie. Przed wojną było tu 20 kościołów, teraz – dzięki niemu – ten jeden. Mama ks. Lazara, Janina Stanisławowna, jest pewna, że jej syn został wrobiony dlatego, że wznosi świątynie. – To ostrzeżenie dla księży, żeby nie byli zbyt gorliwi, próba zastraszenia innych, która już przynosi efekty – mówią ci, którzy wiedzą, ile zrobił dla parafian w Marijnoj Gorce, Rudzinsku, Sutinie (gdzie dojeżdżając, animował życie parafialne), w zakładzie dla niepełnosprawnych w Nowym Uboroku. – Wyciągnięto jego kartę, żeby inni zaczęli się bać – podkreślają. Wszyscy moi rozmówcy proszą, aby nie podawać ich personaliów. Jeśli zamknęli księdza, który przebierał się za św. Mikołaja i za 4 miliony rubli kupował dzieciakom słodycze czy z radością przewoził kilkadziesiąt taczek ziemi, żeby zrobić przed kościołem miejsce dla figurki Niepokalanej, to dlaczego nie mieliby aresztować ich? Dlatego nie mogę wymieniać nazwisk tych, którzy opowiedzieli mi o ks. Lazarze.

Szpieg z Marijnoj Gorki

Nie wiadomo dokładnie, gdzie i kiedy został zatrzymany 45-letni ks. Władysław Lazar. Rodzice i jego siostry są przekonane, że aresztowano go 1 czerwca br. w drodze powrotnej od nich, z rodzinnej wsi Koniuchi, ponad 70 km od Mińska, do nowej parafii Świętego Ducha w Borysowie, gdzie od niecałych dwóch miesięcy pełnił posługę proboszcza. Funkcjonariusze KGB musieli zatrzymać go i skrępować na trasie, jak ks. Popiełuszkę. Bez świadków, pośród pól ciągnących się po horyzont jak ogromne, niekończące się pasy lotniska. Ks. Lazar ostatnio cierpiał na niebezpieczne skoki ciśnienia. Nie wiadomo, czy miał przy sobie leki, czy przez pierwsze dwa tygodnie musiał radzić sobie bez nich. Kiedy tylko rodzina zorientowała się, że nie dotarł do swojej parafii, rozpoczęła poszukiwania po kostnicach, szpitalach, w końcu zgłosiła zaginięcie na policji. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon. Usłyszeli jego głos. Powiedział, że żyje, jest zdrowy i prosi o modlitwę. Ani słowa więcej. Numer telefonu nie był prywatny, lecz policyjny. Wcześniej córki uspokajały mamę, Janinę Stanisławownę, że brat wyjechał do Polski, skąd zresztą wrócił tydzień przed aresztowaniem. Dowiedziała się o aresztowaniu z internetu, a ten telefon był gwoździem do trumny. Rodzina natychmiast przekazała mu leki. W następnej kolejności brewiarz i różaniec. Ale służby KGB przyjęły tylko tabletki. Informację o uwięzieniu księdza podano w mediach dopiero 29 lipca. Ci, którzy przygotowali zatrzymanie, dobrze obmyślili okoliczności i porę. Wiadomość udało się utrzymać w tajemnicy, bo wierni z poprzedniej parafii w liczącej 30 tys. mieszkańców Marijnoj Gorce myśleli, że kapłan przebywa na wakacjach.

Dla tych z Borysewa był nowy i niewiele o nim wiedzieli. Ks. Jurij Sańko, rzecznik prasowy Episkopatu Białorusi, wydał oświadczenie, że wie o aresztowaniu księdza, ale nie ma informacji, za co został zamknięty, i czeka na wiadomości oficjalne. Prezydent Aleksander Łukaszenka w jednej z wypowiedzi wspomniał o pracowniku KGB, który przez księdza katolickiego (w domyśle ks. Lazara) miał przekazywać informacje za granicę. W prasie nazwano ks. Lazara „katolickim szpiegiem”. Trudno nie uśmiechnąć się, czytając takie rewelacje. Jakie informacje mógł przekazywać „szpieg” z Marijnoj Gorki i Borysewa? Ale ten temat nie wywołuje na Białorusi śmiechu, tylko niepokój i strach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 1 2 3 4 5 6