Jezus jedyną fascynacją

Wspólnie z koleżankami 17 lat temu założyła w Tarnowie Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców. Ale jej droga do wiary była znacznie dłuższa.

Długo szukała Boga Ojca, może też dlatego, że nigdy nie poznała swego biologicznego taty. – Urodziłam się jako dziecko nieślubne i jestem wdzięczna mojej mamie za dar życia, tym bardziej że w latach 50. ubiegłego stulecia nie było łatwo wychowywać dziecko bez męża – mówi Magdalena Urbańska z Tarnowa, nauczycielka. Małą Madzię wychowywały mama i babcia. – Ale główny wpływ na to, co działo się w domu, miała mama. Była ona niezwykle ciepła, wrażliwa, lubiana, choć deklarowała, że jest ateistką – dodaje.

Mimo że nie chodziła do kościoła i chyba nigdy się nie modliła, posłała córkę do przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne. Tam Madzia nauczyła się modlić. Potem była Pierwsza Komunia i bierzmowanie. – Dzięki temu, że mama systematycznie sprawdzała moją wiedzę z religii, byłam jedną z najlepiej przygotowanych uczennic. Tyle że była to nauka bez wiary. Przez takie podejście w V lub VI klasie odmówiłam uczęszczania na lekcje religii. Mama jednak na to nie pozwoliła. Pamiętam też wiele momentów upokorzenia ze strony katechetów, którzy odpytywali mnie częściej niż innych i stale winili za nieobecność mamy na zajęciach, wywiadówkach. Po bierzmowaniu przestałam chodzić na religię i na Msze św. do kościoła – wspomina.

Na krawędzi

Tak minęły kolejne lata aż do drugiego roku studiów. W wakacje 1977 roku w ciągu dwóch tygodni zmarły najbliższe jej osoby – mama i babcia. – Zostałam sama na świecie. Ojca nie znałam, rodzeństwa nie miałam, krewnych ze strony mamy i babci nie było. Nie widziałam sensu życia, wegetowałam w rozpaczy, pragnęłam śmierci. Znajomym, którzy stracili bliskich, ulgę przynosiła modlitwa – ja nie potrafiłam się modlić. Żyłam na krawędzi wytrzymałości psychicznej i fizycznej – wspomina. Po odejściu mamy odkryła, że posługiwała się ona cudzymi dokumentami. – Prawdopodobnie od czasu wojny ukrywała się i w rzeczywistości nie wiem, kim była – dodaje.

W tym trudnym okresie Magda mieszkała z koleżankami ze studiów, które znały jej historię. Często opowiadały o swoich spotkaniach w duszpasterstwie akademickim, a w opowieściach pojawiało się nazwisko Karola Wojtyły. – Usłyszałam je też w telewizji 16 października 1978 roku. Wstyd przyznać, ale nie bardzo wiedziałam, kim jest papież. Podzieliłam się tą informacją z koleżankami, które mi nie uwierzyły. A przekazałam im to mniej więcej tak: „Słuchajcie, baby, wybrali jakiegoś papieża i został nim ten wasz znajomy facet, ten ks. Wojtyła”. Potem pamiętam jeszcze znamienne słowa jednej z nich: „z ciebie to jeszcze coś będzie, skoro Bóg dał ci pierwszej to usłyszeć” – opowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6