Naprawdę 
jesteś 
Szwedem?

O konwersji na katolicyzm, podróżach metrem i protestantach modlących się na różańcu z biskupem diecezji sztokholmskiej Andersem Arboreliusem


Weronika Pomierna: W 1998 r. wielu katolików w Szwecji przecierało oczy z niedowierzaniem. Po katolickich biskupach Niemcach i Amerykanach nadszedł czas na pierwszego katolickiego biskupa Szweda od czasów reformacji. Dlaczego musieli tak długo czekać, Księże Biskupie?


Bp Anders Arborelius: Zanim odpowiem, drobna dygresja. Gdyby o to samo chciał zapytać typowy Szwed, powiedziałby po prostu: „Co myślisz o tym?”. Żadnych ekscelencji, tytulatury, zgodnie z panującym w Szwecji egalitaryzmem.Wszyscy Szwedzi są ze mną na „ty". Tytułów używa się tylko wobec członków rodziny królewskiej. Jestem Szwedem, więc jest to dla mnie zupełnie naturalne. 


Ale przecież Biskup nie urodził się w Szwecji?


Moi rodzice są Szwedami, ale gdy urodziłem się, mieszkali w katolickiej części Szwajcarii. Wkrótce przeprowadziliśmy się na południe Szwecji, do Lund. Tam też studiowałem języki nowożytne: angielski, niemiecki oraz hiszpański. Moja rodzina była typową szwedzką rodziną luterańską. Wystarczy, że powiem jedno słowo, a wierni już wiedzą, że pochodzę z południa, ponieważ mówię dialektem charakterystycznym dla tej części kraju. 


Były luteranin został biskupem Kościoła katolickiego..


Najwyraźniej nadszedł czas, aby po Niemcach i Amerykanach biskupem został Szwed. Decyzja o konwersji dojrzewała we mnie przez wiele lat. Gdy wstąpiłem do Kościoła katolickiego, miałem 20 lat, ale nie był to efekt buntu młodzieńczego. Nigdy nie byłem mocno zaangażowany w Kościele luterańskim. Prawie w ogóle w nim nie bywałem. 


Jako dziecko nie chodził Ksiądz Biskup do kościoła?


Bardzo rzadko. Byłem typowym Szwedem. Większość Szwedów nie chodzi przecież do kościoła, no, chyba że jest jakiś pogrzeb lub ślub. Szczególnie się zatem nie wyróżniałem. (śmiech) Ale jako dziecko poznałem w Szwajcarii katolickie zakonnice brygidki i katolickich księży. Zafascynowała mnie ich postawa. Jako młody człowiek miałem wiele pytań. Odpowiedzi na nie znalazłem w Kościele katolickim. Zrozumiałem, że wiara katolicka jest prawdą, a życie zgodnie z nią daje prawdziwe szczęście. Rodzina nie była zszokowana. Mieliśmy dalekich szwajcarskich krewnych, którzy byli katolikami, ale tak naprawdę to ja byłem pierwszą osobą, która podjęła w rodzinie decyzję o konwersji na katolicyzm. Później przyszła kolej na mojego brata i na moją mamę.


To prawda, że odradzano Biskupowi kapłaństwo? 


Gdy w 1969 r. zostałem katolikiem, od razu chciałem zostać kapłanem. Biskup John Taylor zasugerował, żebym najpierw zaangażował się w życie Kościoła i powoli rozeznał swoje powołanie. Wtedy zetknąłem się z duchowością Karmelu, czytałem teksty św. Teresy z Lisieux, poznałem wielu karmelitów i zrozumiałem, że chcę żyć tak jak oni. W 1971 r. wstąpiłem do nowicjatu w Norraby na południu Szwecji. Sześć lat później złożyłem w Belgii śluby wieczyste. Dwa lata później przyjąłem święcenia kapłańskie. W klasztorze spędziłem 28 lat. 


Aż tu nagle dzwonią i proponują urząd biskupa diecezji, która obejmuje terytorium całej Szwecji? Nie było lęku, że wybierają do tej posługi outsidera?


To było ogromne zaskoczenie, zwłaszcza że w klasztorze nie sprawowałem wysokich funkcji. Karmelici wybierają życie w odosobnieniu. Na świecie jest zaledwie około 20 biskupów z tego zgromadzenia i to tylko tam, gdzie brakuje księży. Ślubowałem posłuszeństwo – czy mogłem się nie zgodzić? (śmiech) Poprzedni biskup bardzo mnie wspierał, gdy przejmowałem obowiązki. Szwecja to duży kraj. Gdy udzielam sakramentu bierzmowania, muszę przemierzyć go z północy na południe. Mieszka tu ok. 150 tys. katolików, czyli 1–2 proc. ludności, w większości są to imigranci, choć przybywa katolików rodzimych. W tym roku wyświęcę trzech kapłanów Szwedów. 


Szwedzcy ministrowie jeżdżą na rowerach po stolicy, często chodzą bez ochrony. Czy biskup ma podobną swobodę? 


Mimo iż jestem biskupem z 14-letnim stażem, w Szwecji jestem prawie zupełnie anonimowy. Zazwyczaj jeżdżę metrem, czasem ktoś mnie rozpoznaje, pozdrawia. W Szwecji religia jest zepchnięta na margines, a Kościół katolicki od czasów reformacji nie cieszy się dobrą opinią. Gdy imigranci mówią, że są katolikami, można to jeszcze zrozumieć, ale Szwed katolik to dla wielu ciekawostka. Nieraz, gdy mówię, że jestem katolikiem, słyszę: Naprawdę jesteś Szwedem? Takim prawdziwym? (śmiech) Dużo łatwiej rozmawia się z młodymi ludźmi. Większość ma niewielką wiedzę na temat wiary, ale też dzięki temu mniej uprzedzeń. Obserwujemy to, gdy przyjmujemy wycieczki uczniów w ramach zajęć z religioznawstwa. Ale młodzi ludzie to ogromne wyzwanie. Dzieci imigrantów chcą zawsze upodabniać się do swoich rówieśników, chcą być jak najbardziej szwedzcy, nowocześni. Bycie katolikiem kłóci się z tym obrazem.

Jak wyglądała sytuacja katolików po reformacji?


Od 1617 roku katolikom groziła w Szwecji kara śmierci. Dopiero pod koniec XVIII w. pozwolono osiedlać się katolikom z innych państw, rodzimym Szwedom nadal nie wolno było przechodzić na katolicyzm. Katolicy nie mogli wykonywać pewnych zawodów, do 1953 roku nie mogli być nauczycielami w szkołach podstawowych. Gdy kształtowała się państwowość Szwecji, działo się to w opozycji do Kościoła katolickiego i do tej pory czuć dziedzictwo tej polityki. Jako biskup dostaję czasem pełne wrogości mejle od prywatnych osób, które są bardzo negatywnie nastawione do katolików. 


Aż strach pomyśleć, jak wyglądało pierwsze spotkanie przedstawicieli wszystkich Kościołów chrześcijańskich w Szwecji przed pierwszą edycją Jesus-
manifestationen (Marszu dla Jezusa) w 2008 roku. 


Niektórzy protestanci i zielonoświątkowcy nie byli zachwyceni naszą obecnością w komitecie organizacyjnym. W czasie samego marszu kilku uczestników, powodowanych zapewne zapałem misjonarskim, próbowało nawrócić głęboko wierzącą panią, pracującą w katolickiej księgarni. Chcieli, aby stała się „prawdziwą chrześcijanką”. Prawdziwą, czyli niekatoliczką. Przeszliśmy od tego czasu długą drogę. Relacje z innymi chrześcijanami bardzo się poprawiły. W tym roku zielonoświątkowcy z Kościoła Livets Ord (Słowo Życia) zaprosili kaznodzieję Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessę, aby wygłosił im konferencję. Znają go dobrze, ponieważ przemawiał na Jesus­manifestationen w 2009 roku. Chrześcijańskie media w Szwecji już piszą o nim jako o pełnym Ducha Świętego charyzmatyku, który niesie mocne świadectwo o Jezusie.


Czyżby rodził się nowy ekumenizm w duchu charyzmatycznym?


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7