Naga prawda

O „tych sprawach” z ks. Jarosławem Ogrodniczakiem.

Marcin Jakimowicz: Gdy na kazaniu powiedział Ksiądz: „To, co robią małżonkowie w sypialni, jest gestem porównywalnym do Przeistoczenia, gdy kapłan podnosi hostię i mówi: To jest ciało moje”, wierni z niedowierzaniem kręcili głowami: przesadził.

Ks. Jarosław Ogrodniczak: Nie przesadziłem. Komunia małżeńska jest sprawowaniem sakramentu małżeństwa. Czyli wydarzeniem, które… sprowadza Boga. Gdy ksiądz sprawuje Eucharystię, przychodzi Chrystus. Gdy małżonkowie zamykają się w sypialni, przychodzi Chrystus. W sposób realny, sakramentalny.

I spotkał Ksiądz małżeństwa, które zapewniały, że tego doświadczyły?

Spotkałem. Przypominają mi się opowieści dwóch małżeństw o tym, że spotkały Boga w akcie małżeńskim. Jedno małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, drugie z dwudziestopięcioletnim. Małżonkowie mówili: doświadczyliśmy obecności Boga w akcie małżeńskim! To było zupełne zaskoczenie. Nie słyszeli wcześniej takich sformułowań, nie czytali podobnych wywiadów. To było ich doświadczenie!

Tyle że adoracja, Msza, spowiedź to strefy czyste – 100 procent obecności Boga. A w to, że małżeństwo jest sakramentem, wierzymy, bo tak naucza Kościół, ale to dla wielu taki troszkę „naciągany” sakrament.

Ja bym nie rozróżniał tego procentowo. Rzeczywiście jest tak, że cała sfera sakramentów, która rozgrywa się w kościele, jest otoczona jakąś transcendencją, zanurzeniem w sacrum. Gdy idziemy w niedzielę do kościoła, odświętnie się ubieramy, ksiądz nakłada szaty liturgiczne, są kadzidło, piękny śpiew. To wszystko jest tak inne od codziennego życia małżeńskiego, od takiej zwykłej harówki, że małżeństwo mimowolnie wrzucamy do worka „profanum”. Cała nasza seksualność (obciążona przecież naszą historią) jest uważana za strefę skażoną, podejrzaną, grzeszną. Zacznijmy od scen z dzieciństwa. Ktoś jako dziecko bawi się w doktora (większość dzieciaków bawi się przecież w doktora) i wchodzi na to rodzic. Jaka jest pierwsza reakcja? Krzyk. Co ty robisz, świntuchu?!

Łapki trzymamy na kołdrze!

Właśnie. Potem ta osoba dorasta, zaczynają się fantazje, erotyczne sny. Znów grzech! Dostajemy po łapkach.

Znajomy ksiądz rozpoczął rekolekcje w gimnazjum od pytania: czy seks jest grzechem? – Taaak – odpowiedział chórek uczniów przewidujących nastawienie katechety. – Co wy za bzdury wygadujecie? – uśmiechnął się łobuzersko kapłan.

Co pokazuje ta prowokacja? Że słowo „seks” utożsamiamy z grzechem. Seks = grzech i nie ma innej opcji. Często pytam młodzież: czy Bóg stworzył seks?

A stworzył?

Stworzył miłość. A seks w małżeństwie jest jej wyrazem. Ale wróćmy do naszego nastolatka. Dorasta, dostaje po łapkach. Pierwsze kontakty z płcią kończą się często przekroczeniem granic. Kierunek: konfesjonał. Potem narzeczeni borykają się z czystością przedmałżeńską i często padają na tym polu walki. Znów grzech. Zobaczmy: przez kilkanaście bitych lat ta sfera to trenowanie się w ciężkim poczuciu winy. I nagle ci młodzi zakładają białą suknię, garnitur, wypowiadają sakramentalne „tak”, grają im Marsza Mendelssohna, a wieczorem zamykają się drzwi sypialni. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ten seks ma stać się dla nich święty?

I porównywalny – jak słyszeli wcześniej na kazaniu ks. Ogrodniczaka – do gestu kapłana, który podnosząc hostię, mówi: „to jest Ciało moje”… „Akt małżeński – jak to ksiądz ujmuje – jest wypisany na murach tutejszej parafii w wielu ciekawych wariantach”. Dlaczego to sfera tak zawłaszczona przez Złego?

To temat wstydliwy, zamiatany pod dywan. Kojarzenie seksu z sakramentem, czyli sprowadzaniem na ziemię samego Boga, w sferze tak mocno obciążonej może być prawdziwym problemem. I nie chodzi tu jedynie o wulgarne napisy na murach, ale o całą współczesną kulturę. Filozofia gender jest jednym wielkim uderzeniem w płeć. Benedykt XVI przed świętami Bożego Narodzenia cytował głównego rabina Francji, który twierdzi jasno, że gender jest uderzeniem w ludzkość, w całą istotę człowieczeństwa.

Czy ta wściekłość Złego nie pochodzi z faktu, że to akt seksualny daje początek ludzkiemu życiu? Nie ma przecież bardziej kruchej, narażonej na gwałt sfery…

Zobaczmy, że pierwszymi słowami, które Bóg kieruje do Ewy i Adama, jest zaproszenie: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”. To pierwsze błogosławieństwo, pierwszy nakaz. Bóg mówi Abrahamowi: będziesz miał potomstwo liczne jak piasek, jak gwiazdy. Przecież znak przymierza z Bogiem Abraham (a po nim cały męski świat narodu wybranego) nosi na przyrodzeniu! To nie przypadek! Nie trzeba doszukiwać się w obrzezaniu jedynie uwarunkowań kulturowych. Na „to miejsce” składano przysięgę w Starym Testamencie. Czy możemy się dziwić, że dla Żydów akt przekazywania życia jest święty?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5