Mam pewność, że Bóg jest

O poszukiwaniu Boga, różnicach między Holendrami i Polakami oraz o szacunku dla różnych poglądów mówi aktor Redbad Klijnstra w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim.

Bogumił Łoziński: Dlaczego Holender mieszka i pracuje w Polsce?

Redbad Klijnstra: – Przyjechałem do Polski w wieku 18 lat, po maturze. Mój ojciec jest Holendrem, a właściwie Fryzyjczykiem, matka – Polką, ja urodziłem się w Amsterdamie. Okazało się, że sprawy, którymi żyją ludzie w Polsce, są dla mnie bardzo ważne, ciekawią, denerwują, poruszają mnie.

Jesteś Polakiem holenderskiego pochodzenia czy Holendrem mieszkającym w Polsce?

– Polakiem holenderskiego pochodzenia. Tak to czuję i myślę, że tak zostanie, choć ostatnio jeżdżę częściej do Holandii i tam występuję, aby zrekompensować sobie straty materialne wynikające z moich poglądów. Jednak nie mogę sobie wyobrazić, że zamieszkam w Holandii na stałe.

Dlaczego?

– Dla mnie bardzo ważni są ludzie, z którymi pracuję, których spotykam. Polacy są bardzo twórczy, serdeczni, uduchowieni i przez to są nadzieją dla Europy. To nie jest tak, że wszelkie dobrodziejstwa płyną z Zachodu. Polska religijność jest wartością, z której korzystają inni, np. w Holandii. Holenderski aktor, który jest katolikiem, powiedział mi, że się bardzo cieszy, iż Polacy są w Holandii, bo dzięki nim kościoły są pełne i to dodaje mu otuchy.

Jaka jest Twoja relacja do Boga, do Kościoła katolickiego?

– Zatoczyłem krąg. Mój ojciec jest przedstawicielem pierwszego pokolenia katolików w naszej rodzinie, sam się nawrócił. Być może dlatego jest bardzo ortodoksyjny. On nie przeżywa wiary na zasadzie obyczaju, lecz bardzo świadomie; doskonale rozumie znaczenie każdego momentu liturgii. Chodziliśmy do jezuitów na Msze po łacinie w rycie trydenckim. Jako dziecko byłem tym zafascynowany, szczególnie w zestawieniu z kościołem protestanckim, do którego zabierała mnie babcia, a który jest pusty, biały, z przezroczystymi szybami i w którym, poza śpiewami i mowami pastora, nic się nie dzieje. Potem przyszedł czas buntu, zainteresowałem się wschodnimi religiami, których łagodność odpowiadała mojej naturze, ale po pewnych wydarzeniach wróciłem do Kościoła katolickiego.

Jakich?

– Mój kolega, który od dziecka jest zdeklarowanym buddystą, płynął tratwą w Indiach, wypadł za burtę i dostał się w wir. Myślał, że to koniec i zaczął się modlić po buddyjsku. Nagle ukazała mu się Matka Boża i wtedy go wyciągnęli. To mi zapadło w świadomość. Dotarło do mnie, że szukanie siebie gdzieś daleko to rodzaj ucieczki od tego, z czym mam się zmagać tutaj, w ramach własnej kultury. To wydarzenie dało mi do myślenia, zrozumiałem, że wiara katolicka jest mi najbliższa, choć nie jestem bezproblemowym katolikiem, ale tę wiarę przyjmuję jako punkt wyjścia i w niej szukam tego, co mi jest potrzebne, bo w katolicyzmie jest wszystko.

I jak to szukanie Ci idzie?

– Dobrze. Od roku uznaję Boga jako najwyższą instancję, uzyskałem pewność, że Bóg jest, i mogę bez problemów powiedzieć, że wierzę.

Rozmawiamy w okresie świąt Bożego Narodzenia. W jakiej tradycji je przeżywasz: polskiej czy holenderskiej?

– Nie ma holenderskiej tradycji spędzania tych świąt, nawet nie ma Wigilii. Zawsze obchodziłem Boże Narodzenie w polskiej tradycji, według mnie w Polsce przeżywa się je najcieplej.

Istnieją różnice w podejściu do rzeczywistości między Polakami i Holendrami?

– Holendrzy odbierają świat bardzo konkretnie, materialnie, w związku z tym sfera duchowości, świat niematerialny jest dla nich abstrakcją, wręcz zabobonem. To jest posunięte do tego stopnia, że nie rozumieją nawet pojęć odnoszących się do sfery religijnej. Krzysztof Warlikowski, który w Polsce jest znany jako reżyser obrazoburczy, prowokacyjny, miał próby w Amsterdamie i tłumaczył holenderskiemu aktorowi, że ma czuć się, jakby znajdował się w piekle albo że ma traktować kobietę jak świętą. Ten aktor nie rozumiał, o co chodzi, dla niego opisywanie jakichś stanów w ten sposób było czymś obcym, nie do pojęcia. Okazało się, że polski ateista porozumiewa się w kodzie pojęć chrześcijańskich, które dla holenderskiego ateisty są kompletnie niezrozumiałe.

W serialu „Na dobre i na złe” grasz holenderskiego lekarza, który jest pragmatyczny, racjonalny, jakby pozbawiony emocji. Tacy są typowi Holendrzy?

– Wprowadzenie Holendra do tego serialu wynikało z intencji zintegrowania obywateli Europy. Z badań wynikało, że obraz Holandii w Polsce nie jest najlepszy, że kojarzy się z eutanazją, aborcją, narkotykami czy homoseksualizmem. To nie jest jednak cały obraz. Większość Holendrów to są ludzie, którzy wyznają tradycyjne wartości, i ja staram się pokazać również taką Holandię.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • HM
    29.01.2013 12:06
    > ... ostatnio jeżdżę częściej do Holandii i tam występuję, aby zrekompensować sobie straty materialne wynikające z moich poglądów ...


    To są realia życia w naszym kraju. Ale miejmy nadzieję, że to się zmieni, media niezależne zajmą znaczną część rynku medialnego.
  • dzisiaj
    30.01.2013 12:48
    Dramatyczny tytuł! Do tej pory tylko szatan WIEDZIAŁ, że Bóg jest i... drżał. Ludzie mogą tylko w to wierzyć...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10