Tatuś, Izunia i inni

Izunia ćpała, piła i biła. Trafiła do Stowarzyszenia Droga, a potem spotkała Jezusa. Dziś pilnie uczy się do matury i pomaga innym, poranionym i przerażonym dzieciom.

Witaj, człowieku – w głosie wysokiego, potężnego, brodatego mężczyzny zwykłe „witaj” brzmi jak błogosławieństwo. I jeszcze ten uśmiech: z głębi serca i oczu. – Opowiadaj, co u ciebie… Bo gdy w Białymstoku odwiedza się werbistę ks. Edwarda Konkola, najpierw trzeba zdać sprawozdanie z własnego życia. Tak bywa, gdy werbista przyjacielem człowieka jest. Wielu ludzi zresztą. – Oszukała cię córka? To teraz musisz wrócić i… przytulić ją. A potem rozmawiać. Bo bez rozmowy, takiej szczerej, rozumiesz, nic dobrego nie będzie. Ona ci musi sama powiedzieć, co jej do łba strzeliło. A jak się młoda otworzy, to wszystko ci opowie. Samo moralizowanie nic nie da. Tylko rozmowa, rozmowa… Drzwi (z hukiem) otwierają się. Do niewielkiego biura Stowarzyszenia Droga wpada blond dziewczę. Elegancka fryzurka, botki, sukienka szykowna, żakiecik. Klasa. – Izunia! No, jesteś – ojciec Konkol znów szeroko się uśmiecha. – Ano jestem, Tatuś… – Że co? – Spokojnie, jeszcze jej nie adoptowałem – mruga okiem werbista. A Izunia rozpoczyna opowieść…

Między bejsbolem a butelką

Jeszcze dwa lata temu Izunia wyglądała nieco inaczej. Czarne włosy, punkowy image. Gdy kończyła gimnazjum, bała się jej cała szkoła. Bo Izunia rządziła. Z przyjaciółką Darią i grupą takich samych jak ona: brutalnych, pijących i bijących. – Na ustawki chodziłam regularnie. No, normalnie: w kapturach, maskach na twarzy. I z bejsbolem w ręku. I co z tego, że byłam dziewczyną? Nie czułam bólu. Zadawałam ból. I nie tak znów bezkarnie, bo w końcu wyrok dostałam za pobicie… Do dziś mam kuratora – mówi Izunia spokojnie, tak jakby mówiła o wczorajszym spacerze z ciotką emerytką. W szkole masakra. Z trudem z klasy do klasy. A żeby w ogóle jakoś przetrwać tych kilka lekcji, zanim się nogi nie da, tuż przed szkołą z jedną kreskę trzeba było wciągnąć. Lub jointa zapalić. Takie życie: od bejsbola do butelki z piwem. Już wtedy Izunia była objęta programem terapeutycznym i opieką Stowarzyszenia Droga, którym od ponad 20 lat kieruje właśnie o. Edward. Chodziła na terapie, odbywała rozmowy z psychologami. Teorię, jak wyjść na prostą, znała. A praktyka… Któregoś dnia do szkoły Izuni na rekolekcje przyjechała grupa modlitewna. Ponoć sami nawróceni. Skakali po sali gimnastycznej, opowiadali o swojej świńskiej przeszłości i świetlanej przyszłości. I nie wiadomo, czy od jointów, czy od tych ich bogobojnych świadectw Izunię aż mdliło. Siedziała z tyłu i knuła, jak po wyjściu radośnie odreagować. Odreagowała. I tylko coś dziwnego się zrobiło po tych rekolekcjach z największą przyjaciółką Izuni, Darią. Bo Daria zawsze z Izunią, łeb w łeb, trawka w trawkę, kij do bejsbola w kij do bejsbola. Po rekolekcjach jakby zgłupiała. Przestała się z towarzystwem zadawać, na ustawki chodzić. Siedziała w kącie, w szkole sama. Z RÓŻAŃCEM! Izunia, gdy zobaczyła owo dziwo, osobiście i z wielkim oddaniem wyrechotała jej te modły w samą twarz.

Izunia płacze

Czas mijał. Darii na modłach i uciekaniu od dawnych kumpli. Izuni na ustawkach i innych radościach (któregoś dnia zaczęła się bawić w Białymstoku, a obudziła w Augustowie, w rowie). Aż po kilku miesiącach… – Znów przyjechali do nas chłopcy z grupy modlitewnej. A Daria stanęła nagle przede mną (pewnie z różańcem w kieszeni) i mówi: „Tyle lat byłyśmy jak siostry. To zrób coś dla mnie – usiądź w pierwszym rzędzie. Nic ci się nie stanie”. Usiadłam. A jednak stało się! Bo najpierw mówił jakiś Piotrek. O syfie w swoim życiu: nienawiści, rozpaczy, wódce, ćpaniu, babkach. I wielkim, morderczym braku miłości. Izunia słuchała. Myśli: ten Piotrek to jakby o jej życiu mówi… Bo identycznie wszystko. – Piotrek mówił, że Jezus odmienił jego życie. I że jest szczęśliwy. Więc kiedy kazali wstać i powiedzieć: „Jezus Chrystus moim Panem jest” – wstałam. Ale słowa „Jezus” nie wydukałam. Zbyt wielkie. I tylko łzy jak grochy z całego piętnastoletniego życia zaczęły płynąć strumieniem. Więcej ich chyba było niż wypitego piwa. I szloch rozchodził się po sali, aż wszyscy oczy wybałuszali. Kto płacze? Izunia? Przecież ona NIGDY nie płacze… Zaczęło się. Izunia z różańcem. Izunia z Darią mówią koronkę. Koniec świata w Białymstoku. Izunia kończy znajomości ze starymi znajomymi. Łatwo nie jest. Izunia w końcu zaczyna z sensem korzystać ze spotkań w Stowarzyszeniu Droga. Słucha sercem, walczy o siebie. Przychodzi na spotkania nie po to, żeby odhaczyli. – Ja byłam uzależniona, wiesz? – Izuni oczy nadal są zdziwione. – Myślałam, że tak sobie tylko czasem ćpam. I umiem nad tym zapanować. Głupie myślenie…

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9