Światło w ciemności

Zakład dla Niewidomych w Laskach to miejsce, gdzie ludzie odzyskują wzrok. Dostrzegają to, co niewidoczne dla oczu.

W1911 r. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, a 11 lat później dzisiejszy Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Laskach założyła – sama niewidoma – hrabianka Róża Czacka, która przyjęła imię zakonne Elżbieta. Do opieki nad tymi, którzy stracili wzrok, powołała Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. „Krzyż” powtarza się tu w ułożonym przez nią i podopiecznych pozdrowieniu. „Przez krzyż” – mówi przechodzący, na co trzeba odpowiedzieć: „do nieba”.

Po tych słowach rozpoznają się „laskowicze” na całym świecie. – Ślepota niewątpliwie jest krzyżem – mówi s. Gabriela Szlubowska, w Laskach od 15 lat. – Nie da się go nieść bez wiary. Zastanawiamy się, czy któryś z niewidomych nie dźwiga naszego krzyża. Matka Czacka pomagała cierpiącym zmieniać krzyż utraty wzroku w dobro. Jej podopieczni stawali się apostołami wiary wśród widzących. Bo dobrze widzi nie ten, kto ma zdrowe oczy, ale czułe serce. Na tym prawie 60-hektarowym obszarze położonym na skraju Puszczy Kampinoskiej stworzyła centrum odnowy życia duchowego, nie tylko dla ociemniałych, ale dla polskiego Kościoła. Nie przez przypadek wyrosła tu dwójka świętych. Sama matka Elżbieta i towarzyszący jej dziełu ks. Władysław Korniłowicz zostali uznani za sługi Boże.

To niezwykłe miejsce tworzyła grupa osób z charyzmą. Antoni Marylski – prawa ręka matki Czackiej, przyjaciel kard. Wyszyńskiego, budowniczy zakładu, który jako młodzik pojechał do Petersburga wziąć udział w rewolucji 1917, a w wieku 77 lat został księdzem. Zofia Morawska – przez 70 lat swego prawie 106-letniego życia skarbniczka Towarzystwa, zwana „ministrem finansów” zakładu, najbliższa współpracowniczka założycielki.

Niezwykli kapłani: ks. Jan Zieja, pacyfista, ale też kapelan Szarych Szeregów i AK, członek KOR-u, ks. Tadeusz Fedorowicz, duszpasterz młodych i słynny rekolekcjonista. Nie ma się co dziwić, że za komuny Laski stały się oazą intelektualistów. Spotykali się tu m.in. Jerzy Zawiejski, Zbigniew Herbert, Zygmunt Kubiak, Tadeusz Mazowiecki i mieszkający dziś po sąsiedzku Elżbieta i Krzysztof Zanussi. Kilka razy przyjechała tu Matka Teresa z Kalkuty.

Czytające dłonie

Dziś w Laskach uczy się i przysposabia do życia 244 uczniów, ale jest tak cicho, jakby ich nie było. To dlatego, że uczą się zastępować wzrok innymi zmysłami, a do tego potrzeba skupienia. Przez to małe miasteczko – bo jest tu szpitalik, drobne gospodarstwo rolne, stajnia dla koni do hipoterapii, szkoła muzyczna – biegną sosnowe aleje, którymi przechodzą niewidomi. Wspomagając się białą laską, idą za widzącymi pół kroku z tyłu, trzymając ich za łokieć. W ten sposób, z wyprzedzeniem, czują wszelkie przeszkody na drodze. Matka Czacka pragnąc, żeby na drodze jej dzieła pojawiało się jak najmniej przeszkód, obok pierwszych domów wzniosła kaplicę z tutejszych sosen. Zamieszkała obok, w pokoju z okienkiem, przez które złożona chorobą mogła uczestniczyć we Mszach. Nie dość, że zaniewidziała w wieku 22 lat, to podczas wojny straciła jedno oko, potem wykryto u niej nowotwór, a przez ostatnich 10 lat życia po wylewie nie mogła mówić i nie wstawała z łóżka. W jej pokoju zachował się skromny tapczanik, zegar, zatrzymany 15 maja 1961, kwadrans po 17.00 – na godzinie, w której zmarła, odlewy jej drobnych dłoni czytających alfabet Braille’a i opartych na stole. Jak opowiadała Zofia Morawska, była drobną, delikatną, zawsze pytającą innych o zdanie kobietą. Pani Zofia sama zrezygnowała ze ślubu z Antonim Marylskim, do którego namwiała ją sama Matka (mówi o tym w książkowym wywiadzie z Jackiem Moskwą), żeby całe życie poświęcić dziełu. Razem z nimi tworzyli je ówcześni młodzi ziemianie, panny z warszawskiej pensji, intelektualiści, córki chłopskich rodzin, a nawet ochrzczone Żydówki, które wstępowały do zakonu albo pomagały jako osoby świeckie. S. Zofia Landy wywodziła się z żydowskiej rodziny obojętnej religijnie, ale s. Zofia Steinberg przyszła do zakonu z domu bardzo ortodoksyjnego. Wszystkie tamte zakonnice i założyciele dzieła spoczywają na zakładowym cmentarzu w prostych mogiłach zwieńczonych drewnianymi krzyżami, jak chciała Matka – bez pasyjek. Na tym cmentarzu, o którym Antoni Marylski mawiał: „u nas się tak dobrze leży”, zostali też pochowani związani z Laskami twórcy i naukowcy: Jan Lechoń, małżeństwo Słonimskich, Swieżawskich. Z tych ważnych nazwisk można ułożyć całe litanie. Tu o ich wieczny spokój stale modlą się zakonnice, podopieczni zakładu i przyjeżdżający goście.

Punkty na kostce

– Czytanie dotykowe jest dużo wolniejsze, niewidomy widzi tylko to, co pod palcami, nie ma wglądu

w całość tekstu – objaśnia s. Elżbieta, od 40 lat ucząca dzieci fizyki, ale też popularyzatorka tyflologii, interdyscyplinarnej dziedziny zajmującej się funkcjonowaniem niewidzących w świecie. – Jeżdżę po Polsce i tłumaczę, co to znaczy, że niewidome dziecko nie widzi i jak wprowadzać je w życie. W bibliotece Domu Przyjaciół Niewidomych pokazuje świeżo wydany atlas przyrody. – To dawanie im świata do ręki – mówi. Zapis w alfabecie Braille’a nie może być zmniejszony i zajmuje więcej miejsca niż zwykły. Dlatego książki brajlowskie są trzy razy grubsze niż te, z których korzystamy. Brajlem można zapisać litery, cyfry, nuty. Każda litera czy cyfra to układ kropek na przypominającej kostkę domina płaszczyźnie. Na przykład „a” to punkt w jej lewym górnym rogu. – U nas dotyk nie jest zakazany – żartuje Marian Magner, od 36 lat nauczyciel matematyki w laskowskim gimnazjum, który stracił wzrok. Uczącym się dzieciom potrzebne są sześcioklawiszowe maszyny do pisania, tabliczki do nakłuwania liter i nowoczesne programy oraz sprzęt komputerowy. Ale koszty tych ostatnich są ogromne. Taki laptop dla niewidomego kosztuje 20 tys. zł. – Program nauczania w Laskach jest taki jak we wszystkich szkołach, tylko dobieramy inne środki przekazu – tłumaczy s. Gabriela. To jedyny ośrodek, gdzie w internatach mogą mieszkać dzieci od przedszkola do matury. Przyjeżdżając z różnych stron, nieraz tęsknią za domem. Mirella z gimnazjum pisze w wypracowaniu, że niedługo będzie mieć dłuższe ferie i pojedzie do domu. – Ale coś za coś, rodzice decydują się zostawiać tu maluchy, żeby nauczyły się „samoobsługi”, skończyły szkołę, przygotowały do pracy – wylicza s. Benita, od
20 lat dyrektorka jedynego w Polsce przedszkola z internatem dla dzieci niewidzących. Niestety, pewne zawody, do których przygotowywano laskowską młodzież, przestały istnieć. Dziewiarstwo krajowe wyparły wyroby z Chin. Dziś większość niewidomych zajmuje się telemarketingiem. 10 proc. absolwentów z powodzeniem kończy studia i czasami odwiedza zakład. – Niedawno przyjechał mój uczeń, uznany za najlepszego asystenta na warszawskiej anglistyce – chwali się Mariusz Magner. – Robię dla nich za dziadka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6