Wojna jest jak pożar - jeśli nie zostanie zatrzymana, przechodzi dalej.
Ukraina przeżywa już piątą Wielkanoc w cieniu wojny z Rosją; w te święta należy pamiętać, kto jest ofiarą agresji i mimo zmęczenia pozostawać w solidarności z napadniętym krajem - powiedział PAP rzymskokatolicki biskup kijowsko-żytomierski Witalij Krywycki.
- Wojna jest jak pożar - jeśli nie zostanie zatrzymana, przechodzi dalej i bez wysiłku ludzi nie zatrzyma się sama. Widzę zmęczenie wojną wśród naszych przyjaciół i rozumiem je, bo my jesteśmy jeszcze bardziej zmęczeni. To zmęczenie bywa paraliżujące - nie tylko dla działania, ale i dla oceny sytuacji. Dlatego prosimy, byśmy pozostali solidarni - zaapelował.
Hierarcha wyznał, że najtrudniejszy dla wiernych i duchownych jego Kościoła był pierwszy rok wojny. - Ale kolejne lata nauczyły nas, jak żyć w nowej rzeczywistości. Dziś parafie przeżywają święta w zwyczajnym trybie, oczywiście z uwzględnieniem czasu wojny - podkreślił.
Zaznaczył, że w podczas wojny w Kościele rzymskokatolickim Ukrainy doszło do zwiększenia liczby chrztów dorosłych oraz ślubów.
- W tym roku możemy podkreślić dużą liczbę chrztów dorosłych. Często są to wojskowi, którzy chcą uporządkować swoje życie - spotkać się z Bogiem po raz pierwszy albo przeżyć spowiedź generalną po wielu latach - powiedział.
- Widzimy też, jak pary, które przez jakiś czas żyły bez ślubu, przed świętami porządkują swoją sytuację. Ludzie garną się do Boga i szukają u niego odpowiedzi na trudne pytania: dlaczego wojna, kiedy się skończy, co mamy robić dziś - dodał.
Duchowny stwierdził, że święta wielkanocne w Ukrainie to czas, by na nowo mówić o "zwycięstwie Boga nad śmiercią i grzechem" i radości Zmartwychwstania.
- Ta radość jest jednak zupełnie inna, niż przed wojną. Ma ona dziś przede wszystkim wymiar religijny. Tej zewnętrznej radości nie jest dużo. Wielu ludzi jest zmęczonych, zdezorientowanych. Dlatego trzeba szukać radości głębokiej, która wypływa z osobistego spotkania z Bogiem - zaznaczył.
Pytany, jak wygląda życie w częściowo okupowanej Ukrainie bp Krywycki przypomniał, że jego diecezja też była zajęta przez wojska rosyjskie na początku pełnowymiarowej wojny.
- Nasza diecezja była jednym z pierwszych terenów, na które weszły wojska rosyjskie od północy. Byliśmy w epicentrum wojny. Dziś odwiedzamy też parafie na wschodzie Ukrainy i naszych wojskowych. Spotykamy ludzi, którzy stracili domy. Często dziękują Bogu za to, że żyją i są przekonani, że to, co stracili, uda się odbudować - powiedział.
Wyjaśnił, że duchowni czerpią z takich postaw siłę. - Daje to przykład głębokiej wiary, która sprawdza się właśnie w tych najtrudniejszych momentach. Każdego dnia, po ostrzałach - a Kijów jest ostrzeliwany bardzo często - ludzie dziękują za kolejny dzień ocalenia - podkreślił.
Bp Krywycki zwrócił się w rozmowie z PAP do Polaków, dziękując im za wsparcie dla Ukrainy, które okazali na początku wojny i nadal okazują.
- Chciałbym przede wszystkim podziękować polskiemu Kościołowi i narodowi za solidarność, której doświadczamy w tym czasie wielkiej próby. Widzimy, jak szybko zmienia się sytuacja w świecie i w polityce, dlatego tym bardziej dziękujemy wszystkim, którzy mimo zmęczenia pamiętają o nas w modlitwie - oświadczył.
- Dlatego proszę, by nie zmieniać podstawowego przekonania: kto jest agresorem, a kto ofiarą. Proszę też, by do tej wojny nie dokładać innych sporów, także historycznych. Zachęcam do budowania relacji między dobrymi Polakami i dobrymi Ukraińcami. I jeszcze raz bardzo proszę o modlitwę. Wojna trwa i nie wiemy, co będzie jutro. Dlatego prosimy, byśmy pozostali solidarni - podkreślił bp Krywycki.
Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)
jjk/ zm/
Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą.