Kiedy w maju każdego roku wierni gromadzą się w Milejczycach na odpust, niewielka wieś na Podlasiu staje się duchowym centrum regionu.
W tłumie pielgrzymów są osoby, które pamiętają czasy, gdy obraz przetrwał burzliwe lata zaborów i wojen, oraz dzieci, które uczą się, że Pan Jezus z Milejczyc wysłuchuje modlitw. W tym geście wspólnej modlitwy splatają się wieki wierności zwykłych ludzi z podlaskiej ziemi.
Najświętsze Serce Pana Jezusa w Milejczycach jest najstarszym znanym obrazem tego typu w Polsce. Powstał prawdopodobnie w latach czterdziestych XVII wieku, a więc jeszcze za życia św. Małgorzaty Marii Alacoque, gdy wizje z Paray-le-Monial nie zdążyły się rozejść po świecie. To sprawia, że milejczycki obraz jest fenomenem – starszym niż większość słynnych wizerunków Serca Jezusowego w Europie Środkowej, starszym niż kult w Krakowie czy w Poznaniu, starszym nawet niż wiele obrazów w samych Włoszech i we Francji. Jest świadectwem, że łaska Paray-le-Monial dotarła na wschodnie krańce Rzeczypospolitej niemal równocześnie z jej narodzinami.
Milejczyce leżą tam, gdzie Polska od wieków była najbardziej sobą i jednocześnie najbardziej zagrożona. Tu krzyżowały się szlaki handlowe, wojenne i pielgrzymkowe; tu mieszały się wyznania – katolicy łacińscy, prawosławni, a przez pewien czas także żydowskie kahały. Tu w 1839 roku zlikwidowano unię, w 1915 rozpoczęło się bieżeństwo w głąb Rosji, w 1945 roku 1 szwadron „Zygmunta” z 5 Wileńskiej Brygady AK, dowodzony przez por. Zygmunta Błażejewicza, rozbroił posterunek milicji, a w 1959 roku znaczną część miejscowości zniszczył pożar. W tym tyglu historycznych burz obraz Serca Jezusowego przetrwał wszystko: konfiskaty, represje, dwie wojny światowe, komunizm. Przetrwał nie dlatego, że był dobrze ukryty – w czasach zaborów rosyjskich w 1866 roku zasłonięto go i kościół przemieniono na cerkiew – ale dlatego że ludzie go kochali. Kochali tak mocno, że nie wyobrażali sobie życia bez codziennego spojrzenia w te pełne miłosierdzia oczy. Jak nauczał św. Józef Sebastian Pelczar: „Pomnij, o Boskie Serce Jezusa, na to wszystko, coś uczyniło, aby zbawić nasze dusze, i nie pozwól, żeby one zginęły. Pomnij na wieczną i nieskończoną miłość, jaką masz dla nas, i przez zasługi Twej drogocennej Krwi, którąś wylał dla naszego zbawienia, okaż nam miłosierdzie”. Ta refleksja przypomina, że Serce Jezusowe jest źródłem nieskończonej miłości, która chroni i ocala nawet w najtrudniejszych czasach.
Książka "Milejczyce. Serce dobrego Pasterza – nadzieja Polski w czasach ostatecznych" nie jest monografią sanktuarium. To opowieść o żywej relacji między niebem a bardzo konkretną, gliniastą podlaską ziemią, z której pochodzą moi przodkowie. O tym, jak Pan Jezus wybiera sobie miejsca z pozoru najmniej znaczące – wsie, z pozoru odizolowane od świata – i czyni je źródłami łaski dla całego narodu. Milejczyce są tego najlepszym dowodem. Święty Józef Sebastian Pelczar podkreślał, że „wszystko dla Najświętszego Serca Jezusowego przez Niepokalane ręce Najświętszej Maryi Panny” – ta dewiza zachęca do całkowitego zawierzenia Sercu, które jest tronem miłosierdzia i źródłem wszelkich łask.
Przez wieki obraz pozostawał w drewnianym kościele katolickim, zasłonięty na lata przez prawosławnych zarządców, wracając po renowacjach na swoje miejsce. Wędrował razem z ludem, który nigdy nie przestał wierzyć, że Serce, które płonie na Jego piersi, jest Sercem bijącym dla nich – dla chłopów, którzy ledwo czytali po polsku, dla matek, które traciły dzieci na syberyjskich szlakach, dla żołnierzy AK ukrywających się w lasach, dla dzisiejszych pielgrzymów, którzy przyjeżdżają tu z całej Polski, a nawet z Ameryki i Australii, bo gdzieś usłyszeli, że „w Milejczycach Pan Jezus naprawdę wysłuchuje”. Biskup Pelczar nauczał, że modlitwa do Serca Jezusowego daje duszy hart i siłę, a ufność w Jego pomoc pozwala porywać się na rzeczy trudne wśród walk i cierpień – to duchowa prawda, która ożywia kult w Milejczycach.
W książce starałem się połączyć rzetelność historyczną z duchową głębią. Korzystałem z archiwów, wspomnień i z najnowszych świadectw. Przeszedłem też własną ścieżkę prowadzącą do zawierzenia Sercu Jezusowemu. Chciałem pokazać, że cud w Milejczycach nie jest tylko przeszłością – jest teraźniejszością. Każdego pierwszego piątku miesiąca kościół jest pełen, w czasie odpustu, a także w czerwcu, w oktawie Bożego Ciała – brakuje miejsc nie tylko w ławkach, lecz także na placu przed świątynią. Jak przypomina św. Józef Sebastian Pelczar, Serce Jezusowe jest tym, do którego przykładamy usta naszej duszy, czerpiąc z Niego łaski nawrócenia i uzdrowienia.
Książkę układam chronologicznie, ale w centrum zawsze pozostaje On – Jezus wskazujący na Swoje Serce. Najpierw więc idę pielgrzymim szlakiem. Następnie szukam śladów powstania obrazu w burzliwym XVII wieku. Potem towarzyszę mu przez kolejne wieki. Wiek XIX to okres rozkwitu kultu mimo zaborów i represji po powstaniu styczniowym. Wiek XX przynosi dramatyczne ocalenia i rozwój kultu, a XXI – jego odnowienie po renowacji obrazu w 2019 roku.
Poświęcam miejsce analizie artystycznej i teologicznej samego obrazu – bo jest on nie tylko przedmiotem kultu, ale też wybitnym dziełem barokowej pobożności. Najobszerniejsza część książki to rozmowy, relacje, świadectwa i duchowe refleksje. Nie zamierzam ich oceniać – oddaję głos ludziom, którzy doświadczyli dotknięcia Miłosiernego Serca.
Na koniec zapraszam Czytelnika do dzisiejszych Milejczyc – do żywego sanktuarium, gdzie każdy może stanąć twarzą w twarz z Tym, który powiedział św. Małgorzacie Marii: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi”. Może właśnie tu, na tej podlaskiej ziemi, ktoś odkryje, że to Serce wciąż bije – i bije dla niego, jak nauczał Pelczar, prowadząc do głębszego zawierzenia i nawrócenia.
Niech Najświętsze Serce Pana Jezusa, czczone w Milejczycach od ponad trzystu lat, błogosławi wszystkim, którzy tę książkę otworzą. Niech prowadzi do głębszego zawierzenia, do nawrócenia, do uzdrowienia – tak jak prowadziło pokolenia naszych przodków.
*
Powyższy tekst jest fragmentem książki "Milejczyce. Serce dobrego Pasterza – nadzieja Polski w czasach ostatecznych". Autor: Grzegorz Kasjaniuk. Wydawnictwo FRONDA

Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą.