Pozłacane naczynia gliniane

Jeśli klerykalizm jest dążeniem do zdobycia lub utrzymania nadzwyczajnej pozycji duchownych w świecie, to każdy ksiądz powinien być antyklerykałem.

Gdy Piotr Kozioł, jeden z głównych bohaterów popularnego serialu „Ranczo”, został biskupem, zwierzył się dotychczasowym wikarym ze swojego największego problemu: „Najgorsze, że teraz zawsze muszę mieć rację”. Czy to powszechne doświadczenie biskupów, nie wiadomo, panuje jednak stereotyp, zgodnie z którym hierarchowie Kościoła są wyniośli i nawet gdy nie odprawiają Mszy, to i tak celebrują – swoją godność. Znają się na wszystkim i wszystko, co powiedzą, czynią dogmatem.

Kto zna biskupów osobiście, ten wie, że to często krzywdzące uogólnienie, z którym wielu z nich szczerze usiłuje zerwać. Jednak nie tylko od nich to zależy, bo na taki wizerunek duchownych, nie tylko biskupów, pracują i sami duchowni, i świeccy. Niektórzy okazują kapłanom szacunek graniczący z kultem, pełen nabożnej uniżoności, czasem szczery, ale najczęściej wynikający z przyjętej konwencji: bo tak trzeba. Skwapliwe potakiwanie, nadskakiwanie, usłużne ustępowanie, służalczy śmiech z każdego nawet beznadziejnego żartu – i tak dzień w dzień, z rozmowy na rozmowę, ze spotkania na spotkanie, z wizytacji na wizytację. Trzeba być gigantem pokory, żeby w takich warunkach przynajmniej w głębi serca nie uwierzyć w swoją nadzwyczajność.

Ten model jakoś do tej pory funkcjonował, ale czasy się zmieniają i Kościół musi zmieniać środki wyrazu, stosownie do wrażliwości współczesnych. I nie chodzi tylko o kwestie wizerunkowe. Nie to jest największym problemem, że te wszystkie „ekscelencje” i „eminencje” to anachronizm, a czołobitność denerwuje normalnych ludzi i razi sztucznością. Nie w tym rzecz, że wielkoksiążęcy styl życia niektórych duchownych jest dziś po prostu śmieszny. Najgorsze jest to, że „klerykalizm powoli gasi proroczy ogień, z którym cały Kościół ma dawać świadectwo”. To słowa papieża Franciszka – jedne z wielu ostrych, jakie wymierzył w klerykalizm.

Skoro urzędujący następca św. Piotra upatruje w tym zjawisku tak poważnego wroga, to my, katolicy, nie powinniśmy tego lekceważyć. Tym bardziej że wszyscy za to zjawisko odpowiadamy.

To szkodzi

„Encyklopedia katolicka” określa klerykalizm jako postawę akcentującą „uprzywilejowaną pozycję duchowieństwa jako grupy społecznej w relacjach ze światem. W relacjach wewnątrzkościelnych jest wyrazem niedowartościowania laikatu w realizacji jego powołania w ramach autonomii ziemskich rzeczywistości”.

Definicja ta nie wyczerpuje, rzecz jasna, wszystkich aspektów klerykalizmu, ale pokazuje go jako rzeczywistość niepożądaną. Widać to było wyraźnie już w XIX wieku, gdy odziedziczony po czasach feudalizmu sojusz tronu z ołtarzem stawał się nieznośnym obciążeniem przede wszystkim dla ołtarza. Szczególnie boleśnie odczuwali to obywatele Państwa Kościelnego, w którym duchowni decydowali praktycznie o całości życia społecznego, politycznego i kulturalnego. Świecka władza księży jakoś wcale nie okazała się lepsza od tej, jaką sprawowano w sąsiednich państwach, za to wszelkie jej mankamenty bezpośrednio szły na konto Kościoła.

Kościół – trzeba to przyznać – wyciągnął z tego wnioski, zakazując duchownym przyjmowania publicznych urzędów, z którymi łączy się udział w wykonywaniu władzy świeckiej, nie mogą też uczestniczyć w działalności partii politycznych. Warto pamiętać, że dzieje się to z inicjatywy samego Kościoła, księża bowiem z punktu widzenia prawa świeckiego mają pełne prawo aktywnego uczestniczenia w polityce, łącznie z możliwością zasiadania w parlamencie i brania udziału w rządach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11