Owoce muszą dojrzewać

O zbliżającym się synodzie, który papież Franciszek przekształcił w drogę, mówi Aleksander Bańka.

Szymon Babuchowski: Znalazłeś się w gronie dziesięciu europejskich delegatów na otwarcie procesu synodalnego. Jak się czuje „jeden z dziesięciu”?

Aleksander Bańka: Na pewno jestem podekscytowany i mam poczucie misji, ale nie jest to zupełnie proste i lekkie doświadczenie. Oczywiście cieszę się i jestem zaszczycony, że biskupi zdecydowali, żeby wysłać mnie do Rzymu. Mam jednak świadomość, że to duża odpowiedzialność.

Domyślasz się klucza, według którego padło na Ciebie?

To jest trochę przede mną zakryte. Po prostu pewnego popołudnia zadzwonił do mnie bp Adrian Galbas, jako przewodniczący Rady ds. Apostolstwa Świeckich przy Konferencji Episkopatu Polski, i złożył taką propozycję w imieniu episkopatu. Wiem też, że taka była wola papieża Franciszka, żeby Polskę reprezentowała osoba świecka.

Na czym będzie polegało Twoje zadanie?

Mam słuchać tego, co Ojciec Święty będzie miał do przekazania. Potem przedłożę z tego sprawozdanie biskupom. Co będzie się działo dalej, tego jeszcze nie wiem. Pewnie biskupi zdecydują, czy będę jakoś przydatny w dalszych pracach synodalnych. W Rzymie będzie też pewnie okazja do tego, żeby spotkać się w tej grupie dziesięciu przedstawicieli Europy. Być może na szczeblu wewnętrznych konsultacji padną pomysły, które potem będzie można wdrożyć w życie.

To kolejny synod za pontyfikatu Franciszka. Czym różni się od poprzednich?

Przede wszystkim problematyka jest bardzo szeroka. Temat: „Ku Kościołowi synodalnemu: komunia, uczestnictwo i misja” wskazuje, że w centrum znajdzie się samo pojęcie synodalności jako drogi Kościoła. Druga różnica polega na tym, że sposób procedowania jest inny, a całe wydarzenie zostało przekształcone w drogę, rozciągnięte na dwa lata. Natomiast wspólnym elementem jest to, że papież chce pytać i chce słuchać. Już sama liczba synodów wskazuje na to, że bardzo leży mu na sercu duszpasterska odpowiedź na wyzwania, z którymi mierzy się współczesny Kościół. W moim przekonaniu jest to znak, że Ojciec Święty uważnie im się przygląda i próbuje reagować na istotne i wrażliwe sytuacje.

Co to znaczy, że Kościół ma być synodalny?

Wskazuje na to już sama formuła najbliższego synodu. Będzie to wsłuchiwanie się w głos chrześcijan, uwzględniające nie tylko sugestie hierarchii kościelnej, ale też opinie zwykłych wierzących. Chodzi więc o to, aby odejść od postrzegania Kościoła wyłącznie przez pryzmat struktury hierarchicznej. Papież stawia na komunię – pokazuje, że wszyscy jesteśmy zgromadzeni w wierze wokół tajemnicy Chrystusa. Pytamy siebie nawzajem o to, dokąd Kościół zmierza, słuchamy naszych intuicji i wspólnie je rozeznajemy. Widzę w tym nie tylko wprowadzenie w praktykę idei soborowych, ale także myślenie bardzo biblijne i patrystyczne, bo Kościół u początków taki właśnie był.

Słowo „ku” w temacie synodu zapowiada pewną drogę, którą ma przejść Kościół. To będzie droga rewolucji czy kontynuacji?

Myślę, że to jednak jest kontynuacja, ewolucyjny proces, który teraz zyskuje przyspieszenie. Przemiany w świecie są tak daleko idące, że trzeba szybko reagować. Ale ten proces nabywania przez chrześcijan świadomości swej podmiotowości w Kościele był już widoczny w reformach Soboru Watykańskiego II. Być może tamten czas nie był jeszcze na tyle sprzyjający, żeby to wybrzmiało tak mocno, jak się to dzieje teraz. Kontekst, w którym znajduje się dziś Kościół, domaga się wzajemnego, uważnego słuchania. Jeśli nie zaczniemy dogadywać się i współpracować na różnych płaszczyznach Kościoła, to nie damy adekwatnej odpowiedzi na to, o co pyta dzisiejszy świat.

Czego Kościołowi w Polsce brakuje do realizacji tej synodalnej wizji?

Na pewno ważnym aspektem jest kultura dialogu – rozumianego nie tylko jako rozmowa, ale także jako forma życzliwego szacunku i współbycia ze sobą. Jesteśmy podzieleni na rozmaite frakcje, pozamykani w swych światach. Patrzymy na drugiego jak na zagrożenie. Bardzo wiele jest neurotyczności w naszym sposobie przeżywania wiary. Mamy tendencję do obudowywania się w Kościele jak w zamkniętej twierdzy i patrzenia na to, co poza nim, jak na samo zło, które trzeba potępić. Myślę, że to ruch przeciwskuteczny. Zamykamy się przez to w naszej lękowej perspektywie, tracimy impet ewangelizacyjny. Nie potrafimy przedstawić światu konstruktywnych propozycji. A mamy w Kościele ogromne bogactwo. Bo kryzys Kościoła, który obecnie przeżywamy, to tylko pewien jego aspekt. Trochę tak jak w organizmie: jedna część umiera, druga się odradza. Widzę ten proces odrodzenia na wielu poziomach, tylko on wciąż nie potrafi przebić się na forum powszechne albo raczej my nie potrafimy go wydobyć, bo jesteśmy pozamykani w swoich światach, skonfliktowani. Mam nadzieję, że proces synodalny wstrząśnie tym zastanym, schematycznym, często skostniałym przeżywaniem rzeczywistości Kościoła że nabierzemy oddechu, świeżości.

Synod będzie podzielony na trzy etapy: lokalny, kontynentalny i powszechny. Czym na etapie lokalnym powinien się on zająć w Polsce w pierwszej kolejności?

Idea jest właśnie taka, żeby zapytać o to, co wierni Kościoła w Polsce rozpoznają jako problem. Bo może okazać się, że dla jednych to kwestia jakiegoś niewysłuchania, dla innych trudność na poziomie zupełnie podstawowych relacji w parafii, dla jeszcze innych – sprawa skandali czy nadużyć w Kościele. Kiedy o to uczciwie zapytamy, może się nagle okazać, że odsłonią się problemy, których z naszej perspektywy nie zauważamy.

A gdybyś miał wskazać te priorytety nie jako delegat, ale jako Aleksander Bańka, członek wspólnoty, osoba zaangażowana w życie Kościoła?

Na pewno byłaby to kwestia współpracy świeckich i duchowieństwa. Wiele mamy jeszcze do zrobienia w sprawie wzajemnego zaufania, kultury dialogu i współpracy. To bardzo ważna dla mnie rzecz, podobnie jak kwestia głębokiego, strukturalnego wsparcia inicjatyw ewangelizacyjnych. Wielu oddanych Kościołowi ludzi chce poświęcać swoje siły i czas dla spraw Bożego królestwa, ale często nie potrafią się z tym przebić, zyskać życzliwej akceptacji. Trzeba dostrzegać i wspierać różne propozycje formacji młodzieży, które powstają oddolnie i często są na naprawdę wysokim poziomie. Widzimy, że młodzież nam z Kościoła znika, ale jednocześnie są ludzie w Kościele, którzy oddają swoje życie i pieniądze, żeby nią się zająć. Ważna jest też praca z rodzinami i z ludźmi żyjącymi w związkach niesakramentalnych, często bardzo poranionymi. Trzeba również uczciwie zapytać o trudną sprawę, jaką jest wizja pracy duszpasterskiej z osobami o orientacji homoseksualnej – potrzebę takiej wizji sygnalizuje wielu prezbiterów z perspektywy swej posługi w konfesjonale.

Jak rozumieć drugi człon synodalnego tematu: „komunia, uczestnictwo, misja”?

Komunia to pytanie o jedność, o bycie razem w drodze. O braterstwo w Kościele, którego nam brakuje albo jest mocno poranione. Dzisiaj w Kościele jest bardzo wiele podziałów, a papież Franciszek szuka sposobu, byśmy spotkali się w różnorodności. Najbardziej niszczące dla Kościoła są tendencje do „odcinania” czegoś, co nam nie pasuje, bo nie mieści się w naszej wizji religijności i traktujemy to z gruntu jako złe, zagrażające, heretyckie. Kiedy czujemy się jedynymi słusznymi depozytariuszami prawdy i chcemy ją na siłę przeforsować, nie przyjmując do wiadomości, że w pewnych sprawach możemy się od siebie różnić, pozostając jednocześnie pełnoprawnymi członkami tego samego Kościoła. Uczestnictwo to z kolei kwestia zaangażowania, odzyskiwania podmiotowości. Każdy z nas ma w Kościele swój głos i ten głos powinien być – na tyle, na ile to możliwe – wysłuchany. Skoro współtworzę ten Kościół, to mam w nim też ważne zadania, do których muszę dojrzeć i które powinienem rozeznać. To właśnie wymaga zaangażowania – uczestnictwa w życiu wspólnoty Kościoła. I trzecia sprawa: misja. Chodzi o kwestię dynamizmu apostolskiego. To również musimy odzyskać jako element naszej chrześcijańskiej tożsamości, bo sami trochę się z tego zwalniamy. Jako świeccy zazwyczaj bardziej odnajdujemy się w bezpiecznej, wygodnej roli owcy niż tego, kto ma również świadczyć o Jezusie i brać odpowiedzialność za głoszenie Dobrej Nowiny. Chodzi o to, byśmy potraktowali Ewangelię jako wezwanie i zadanie. Żebyśmy nauczyli się przekazywać ją w sposób, który dla świata będzie pociągający. Więc rozumiałbym tę misję szeroko – nie tylko jako ewangelizowanie narodów, które do tej pory nie słyszały o Chrystusie, ale w ogóle jako głoszenie Ewangelii współczesnemu światu.

Jakich owoców spodziewasz się po procesie synodalnym?

Ponieważ to jest proces, trzeba założyć, że owoce muszą dojrzewać. Nie sądzę, żebyśmy mieli je zaraz zrywać. Raczej chciałbym, żeby to był impuls do zmian, które im bardziej staną się systematyczne, strukturalne, tym będą głębsze. Żeby dokonywały się takie zmiany w naszym myśleniu o Kościele, które sprawią, że będziemy bardziej świadomi, dojrzali, odpowiedzialni, kompetentni i głębiej żyjący Ewangelią.•

Dr hab. Aleksander Bańka

profesor Uniwersytetu Śląskiego, filozof, członek Rady ds. Apostolstwa Świeckich KEP, politolog, lider Centrum Duchowości Ruchu Światło–Życie Archidiecezji Katowickiej, przewodniczący Rodziny św. Szarbela w Polsce.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11